Menu

Podsumowanie GP Belgii: Hamilton wykonał połowę zadania

Lewis Hamilton

Zapowiadaliśmy, że podczas rund na torach Spa-Francorchamps i Monza kierowcy Mercedesa będą mieli przewagę nad rywalami, wynikającą z jednostki napędowej. Lewis Hamilton wykorzystał tą okazję i bez większych problemów triumfował w GP Belgii. Inną historią jest występ Valtteriego Bottasa...

Trzeba przyznać, że tor Spa-Francorchamps jest najlepszym miejscem na powrót po długiej czterotygodniowej przerwie wakacyjnej. O ile może pokonywanie Eau Rouge pełnym gazem już nie jest dla kierowców czymś nienaturalnym, to i tak obserwowanie tego sprawiało, że można było poczuć ciarki na plecach.

Część z Was może pamięta, jak przed sezonem mówiono, że część zakrętów będzie pokonywanych tak jak proste. W dość ironiczny sposób przekonał się o tym Fernando Alonso, który podczas kwalifikacji pokonał zakręt Pouhon pełnym gazem, a elektronika Hondy zinterpretowała to, że jedzie po prostej i w związku z tym zabrakło w jego samochodzie mocy, gdy faktycznie znalazł się na prostej. Takie rzeczy tylko u japońskiego producenta...

Przewaga Mercedesa nad Ferrari mniejsza niż można było przypuszczać

Różnica 0,2 sekundy pomiędzy Lewisem Hamiltonem i Sebastianem Vettelem podczas kwalifikacji do GP Belgii wydaje się być naprawdę niewielka. Dodajmy do tego jeszcze to, że przecież pętla toru Spa-Francorchamps jest najdłuższą w całym kalendarzu, a dokładnie liczy 7 kilometrów i 4 metry. Tak więc wynik ten jest naprawdę nie najgorszy.

W trakcie całego wyścigu trudno było znaleźć chociażby jeden moment, w którym Brytyjczyk w sposób znaczący zwiększyłby przewagę nad Niemcem. Kierowca Ferrari nie był jednak w stanie realnie zagrozić swojemu kontrkandydatowi do tegorocznego tytułu mistrzowskiego. Oczywiście były momenty takie jak start wyścigu czy jego ponowne wznowienie po neutralizacji, gdy Sebastian Vettel miał szansę wyprzedzić Lewisa Hamiltona. Fakt jest jednak taki, że reprezentant Ferrari tego nie wykorzystał.

Zastanawiać może również to, że pod koniec wyścigu Brytyjczyk na oponach miękkich był w stanie spokojnie utrzymać się przed wyposażonym w ultramiękkie ogumienie Sebastianem Vettelem. Czyżby Mercedes ukrywał swój pełny potencjał, aby oszczędzać jednostkę napędową?

Poważny konflikt w Force India

Gdy 22 lutego bieżącego roku zespół z Silverstone prezentował swój nowy samochód - VJM10, to po pierwsze nie wiedzieliśmy, że zmieni barwy na róż jeszcze przed startem sezonu, ale także nikt nie przypuszczał, że para kierowców wybranych na 2017 rok okaże się tak wybuchowa.

Sergio Perez to zawodnik, który startuje w Formule 1 już od sezonu 2011. Zdążył już udowodnić to, że jest niezłym kierowcą. Siedmiokrotnie stał na podium i w ciemno można było uznać go za lidera zespołu Force India. Spróbujmy pójść dalej i przypuśćmy, że sam zainteresowany również tak o sobie myślał.

Dość szybko okazało się, że Meksykanin nie docenił swojego młodego partnera z ekipy. Nie przez przypadek Mercedes zapewnił Estebanowi Oconowi miejsce w stajni z Silverstone. Szybko doszło pomiędzy nimi do pierwszego starcia. Podczas GP Kanady Sergio Perez pomimo komunikatów zespołu nie chciał oddać pozycji Francuzowi, aby ten spróbował wyprzedzić Daniela Ricciardo.

Sytuacja się zaogniła w Baku, gdzie obaj się zderzyli. W Belgii historia się powtórzyła. Wina leży ewidentnie po stronie Sergio Pereza, który patrząc w lusterko z premedytacją skręcał w prawą stronę, wiedząc, że zbliża się Esteban Ocon. Francuz w sposób jak najbardziej uzasadniony odwoływał się do tego, że ryzykował wówczas życie.

Ponownie zespół Force India stracił punkty, ale to koniec pojedynków Francuza i Meksykanina. Odtąd ekipa nie będzie pozwalała im na walkę. Tak swoją drogą trudno sobie wyobrazić, żeby tak konfliktogenna para kierowców przetrwała w jednym zespole. Sergio Perez jeszcze nie podpisał swojego kontraktu na sezon 2018, czy więc będzie musiał poszukać sobie może innego pracodawcy?

Przełom Jolyona Palmera?

Brytyjczyk przez cały weekend na torze Spa-Francorchamps spisywał się naprawdę dobrze. W treningach notował czasy przynajmniej na poziomie swojego zespołowego partnera Nico Hulkenberga, a niejednokrotnie były one nawet lepsze.

Po raz pierwszy w swojej karierze awansował do finałowego segmentu sesji kwalifikacyjnej, lecz potem Jolyona Palmera napotkały problemy techniczne. Wielka szkoda, że tak właśnie się stało, ponieważ kierowca Renault miał realną szansę na osiągnięcie dobrego wyniku w wyścigu, lecz start z czternastej pozycji skutecznie to uniemożliwił.

Alonso i Verstappen walczą o tytuł kierowcy najczęściej wycofującego się z wyścigów

Najpierw może o Holendrze. Obecnie w kalendarzu nie ma swojej domowej Grand Prix, lecz runda w Belgii cieszy się największą frekwencją fanów Maxa Verstappena. Niezwykle bolesnym musiało dla niego być to, że w wyniku awarii silnika Renault nie ukończył wyścigu.

Nikt się nie spodziewał po zespole Red Bull Racing, który on reprezentuje, jakiś rewelacyjnych wyników na torze tak wymagającym dużej mocy jednostki napędowej jak Spa-Francorchamps. Przy odrobinie szczęścia podium byłoby możliwe. Jego partner z ekipy - Daniel Ricciardo wywalczył trzecią pozycję.

Jak się okazuje Fernando Alonso zjechał do alei serwisowej i wycofał się z wyścigu pomimo sprawnego samochodu. Nie doszło do żadnej awarii, po prostu kierowca tak postanowił. Brzmi zupełnie nieprawdopodobnie, ale jest prostym sygnałem: Hiszpan stawia ultimatum McLarenowi albo on albo Honda.

Już za tydzień kolejna runda sezonu 2017 Formuły 1. Tym razem dwudziestka kierowców zmierzy się na włoskim torze Monza, znanym jako świątynia prędkości.

Image © Mercedes AMG Petronas

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE