Menu

Podsumowanie GP Włoch: Triumf Mercedesa na terytorium wroga

Monza

Włoscy kibice muszą odłożyć na kolejny sezon nadzieje na zwycięstwo swojego zespołu. W ten weekend na torze Monza rywale spod znaku Srebrnych Strzał byli absolutnie bezkonkurencyjni.

To, że Mercedes będzie szybszy od Ferrari nikogo za bardzo nie dziwiło. Spodziewano się tego już od dłuższego czasu, lecz tak po cichu fani ekipy z Maranello liczyli, że może jednak jakimś cudem jej reprezentanci, chociaż będą w stanie trochę powalczyć ze swoimi największymi konkurentami. Tak się jednak nie stało i nawet sobotni deszcz w tym nie pomógł.

Farsa z karami

Tor Monza nie należy do ulubionych obiektów dla kierowców korzystających z silników Renault czy szczególnie Hondy. Deficyt mocy jednostek napędowych tych producentów jest szczególnie uwydatniany właśnie na długich prostych, których tutaj oczywiście nie brakuje. Jako, że zazwyczaj w parze z niskimi osiągami idzie duża awaryjność, to wszystkie zespoły mające do dyspozycji produkt francuskiego lub japońskiego koncernu zdecydowały się maksymalizować straty podczas GP Włoch i napoczęły piąte jednostki napędowe, które naturalnie przekraczają limit czterech na sezon, a to skutkuje karami przesunięcia na starcie.

Tak w ramach statystycznych podsumujmy, kto ile pozycji stracił na starcie do GP Włoch: Fernando Alonso - 35, Daniel Ricciardo 25, Max Verstappen 20, Carlos Sainz i Nico Hulkenberg po 10, Jolyon Palmer 15, a na deser Sergio Perez oraz Romain Grosjean po pięć.

Największym absurdem w tym wszystkim jest to, że Sergio Perez wywalczył w kwalifikacjach jedenaste pole startowe i pomimo tego, że otrzymał karę, to wystartował z wyższej, dziesiątej pozycji. Nie bez przyczyny Ross Brawn zapowiada zmianę tego systemu...

Deszcz tylko trochę wymieszał stawkę

Kibice zawsze z niecierpliwością wyczekują deszczowych czy to kwalifikacji czy to wyścigu. Jest to element, który wprowadza uwielbianą przez wszystkich losowość, nieprzewidywalność. Niemniej jednak, gdy spojrzeć na wyniki sobotniej "czasówki" do Grand Prix Włoch, to zaskoczeń wielkich nie ma.

Lewis Hamilton pokonał bezbłędne, wręcz idealne okrążenie, ale nie można zapominać o tym, że nawet tutaj na torze Monza jego Mercedes jest znacznie lepiej prowadzącą się maszyną niż konkurencyjne auta. To nie jest bez znaczenia, ale prawda jest taka, że Valtteri Bottas w drugim samochodzie Mercedesa nie był w stanie pokusić się o taką "magię" za kierownicą.

Fakt jest jednak taki, że Brytyjczyk został przyparty niemal do ściany przez kierowców zespołu Red Bull Racing, którzy dysponowali naprawdę świetnym tempem. Ostatecznie Max Verstappen i Daniel Ricciardo uzupełnili pierwszą trójkę, ale co z tego skoro w wyniku nałożonych na nich kar, startowali z końca stawki...

Największym zaskoczeniem była forma ekipy Williams. Z reguły ich samochody fatalnie sobie radzą na deszczu, a tym razem obaj kierowcy awansowali do Q3 i co bardziej zaskakujące czwarty czas należał do Lance Strolla. Kanadyjczyk spisywał się wręcz beznadziejnie na początku sezonu 2017, ale teraz ma już na koncie podium i start z pierwszego rzędu, który wywalczył za sprawą kar dla reprezentantów Red Bull Racing.

Karma wraca...

Oczywiście najbardziej konfliktogenną parą w Formule 1 są obecnie Sergio Perez i Esteban Ocon, ale tuż za nimi w takim nieformalnym zestawieniu można uplasować Jolyona Palmera i Fernando Alonso. Co prawda nie są zespołowymi partnerami, ale już po raz drugi doszło do kontrowersyjnej sytuacji z nimi w rolach głównych.

Podczas GP Belgii Hiszpan nie zostawił miejsca swojemu młodszemu koledze, który próbował go wyprzedzić po zewnętrznej zakrętu Rivage. Kierowca Renault wygrażał, że jego rywal zasłużył sobie na karę. Sędziowie jednak uznali, że w tym manewrze nie było nic niezgodnego z przepisami.

Zaledwie tydzień później duet ten spotkał się także na torze Monza. Jolyon Palmer atakował Fernando Alonso od zewnętrznej do Variante della Roggia i oczywistym jest, że dwa auta, szczególnie z takim kierowcą jak Hiszpan w tej szykanie się nie zmieszczą. Brytyjczyk wykorzystując asfaltowe pobocze wyprzedził reprezentanta zespołu McLaren i dostał za to zachowanie pięć sekund kary. Dwukrotny mistrz świata domagał się jednak większej sankcji wobec swojego rywala, a po wyścigu powiedział, że sędziowie chyba musieli być pod wpływem alkoholu podejmując tą decyzję... Ryzykowne stwierdzenie i Fernando Alonso mogą czekać za to prace społeczne, jeśli FIA nie podzieli jego poczucia humoru.

Mercedes odjechał?

62 punkty straty Ferrari w klasyfikacji generalnej konstruktorów, co prawda nie przesądzają, że losy tego tytułu zostały już rozstrzygnięte, lecz mimo wszystko ograniczają szanse na możliwość jego zdobycia. Winą za taki stan rzeczy należy obarczać Kimiego Raikkonena, którego dorobek jest niższy niż Daniela Ricciardo w znacznie słabszym w tym sezonie aucie Red Bulla.

Australijczyk ponownie finiszował przed Finem podczas GP Włoch. Jego dyspozycja w tym wyścigu była naprawdę zaskakująco dobra, bo po starcie z końca stawki był bliski zdobycia podium. Tak się ostatecznie nie stało.

Przed Ferrari już za dwa tygodnie okazja do nadrobienia straconych punktów. Przygotowany przez nich samochód powinien czuć się na ulicach Singapuru jak ryba w wodzie i to oni będą faworytami, ale może Mercedes po dwóch bardzo mocnych weekendach zaskoczy?

Image © Scuderia Ferrari

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE