Menu

Podsumowanie sezonu 2017 cz.2: Różowy lider środka stawki

Force India

W drugiej części podsumowania sezonu 2017 przyjrzymy się czterem zespołom ze środka stawki: Force India, który wyłączając trzy najlepsze ekipy, był bezkonkurencyjny oraz Williamsowi, Renault i Toro Rosso mające swoje wzloty i upadki.

Mistrzowie robienia użytku z niewielkiego budżetu

Czy uwierzycie, że zespół Force India, który z ponad stupunktową przewagą wywalczył czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej ma jeden z najmniejszych budżetów w całej stawce? Według danych z sezonu 2016 mniej środków do gospodarowania mają od nich jedynie Haas i Sauber, jak widać nie jest to barierą w walce w środku stawki.

Mieszanka dobrych kierowców, doświadczonego Sergio Pereza i młodego, gniewnego Estebana Ocona nieraz dodawała nam wypieków na twarzy, lecz tylko taki kaliber zawodników umożliwił wykrzesanie pełnego potencjału z naprawdę bardzo dobrego samochodu Force India. Niemniej jednak prawdziwa przepaść dzieląca czołówkę i resztę stawki uniemożliwiła ukoronowanie tego sezonu podium.

Zespół z Silverstone umieszczając w swoim składzie doświadczonego, pewnego swych umiejętności i pozycji w ekipie Sergio Pereza oraz będącego dla niego sporym zagrożeniem, młodego protegowanego Mercedesa Estebana Ocona, musiał zdawać sobie sprawę z tego, na co się pisze. Jeszcze podczas Grand Prix Chin, gdy nagrywano filmiki z serii Grill The Grid, która była publikowana na kanale Formuły 1 na YouTube, duet ten żartował, być może nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie im tak do śmiechu w kolejnych wyścigach.

Na pierwsze tarcia nie trzeba było długo czekać, ponieważ GP Kanady rozpoczęło serię napięć na linii Perez - Ocon. Francuz jadąc za swoim partnerem zespołowym miał poczucie, że mógłby wyprzedzić poprzedzającego ich Daniela Ricciardo, odjechać i stanąć na podium po raz pierwszy w karierze. Tak się jednak nie stało. Zespół nie zdecydował się polecić Sergio Perezowi przepuszczenie Estebana Ocona. Wkrótce dogonił ich Sebastian Vettel, który finalnie zajął trzecie miejsce w klasyfikacji rundy na torze imienia Gillesa Villeneuve.

Zaledwie dwa tygodnie później podczas szalonego wyścigu w Baku, stolicy Azerbejdżanu, Esteban Ocon być może nie zauważył swojego partnera z ekipy, wyjeżdżając bardzo szeroko z drugiego zakrętu i wepchnął w barierę Serigo Pereza. Była to bardzo kosztowna strata, ponieważ jeśli w ostatecznym rozrachunku na podium GP Azerbejdżanu zameldował się Lance Stroll, to można spokojnie stwierdzić, że duet Force India również miał szansę na ukończenie tych zawodów w pierwszej trójce.

Konflikt między Sergio Perezem a Estebanem Oconem sięgnął apogeum podczas GP Belgii, gdzie Meksykanin w mniemaniu wielu osób przekroczył zasady fair play. Sergio Perez przy gigantycznej prędkości w drodze do Eau Rouge skręcał w prawo, zmuszając poniekąd swojego zespołowego partnera do gwałtownego hamowania lub uderzenia w barierę. Francuz można powiedzieć, że poszedł na kompromis, odrobinę zwolnił, ale w ten sposób przeciął przednim skrzydłem oponę w samochodzie Meksykanina, który następnie zmuszony był wycofać się z wyścigu.

Pomiędzy tą dwójką doszło do ostrej wymiany zdań. Esteban Ocon stwierdził nawet, że Sergio Perez chciał go zabić. W efekcie w dalszej części sezonu zespół Force India zabronił walki na torze swoim dwóm kierowcom. Z czego kilkukrotnie skorzystał Francuz.

Było gorąco i zespół Force India nie tylko samym kolorem swoich aut dodał kolorytu tegorocznej rywalizacji. Fakt jest taki, że ekipa z Silverstone mogła sobie na to pozwolić, ponieważ miała gigantyczną przewagę nad zespołami ze środka stawki, ale niemożliwe było wywalczenie czegoś więcej.

Pieniądze to nie wszystko

Kartą przetargową, która dała Lance Strollowi miejsce w zespole Williams i możliwość debiutu w Formule 1 w wieku zaledwie 18 lat, 4 miesięcy i 26 dni, co daje mu miejsce drugiego najmłodszego kierowcy w historii tego sportu, była oczywiście okrągła suma, którą zapewnił jego ojciec Lawrence.

Nikt jednak nie skreślał Kanadyjczyka, ponieważ nie był człowiekiem znikąd, w sezonie 2016 przecież zdominował Europejską Formułę 3, z której bezpośrednio do F1 awansował Max Verstappen, a jego umiejętności są doceniane przez wszystkich. Formuła 1, w której debiutował Holender w sezonie 2015, a ta w której swoją przygodę zaczynał Lance Stroll była jednak czymś zupełnie innym. Pomijając same przeciążenia, które w tym roku stały się znacznie większe, to sam sposób prowadzenia aut również się zmienił. Od kierowcy wymagana była stuprocentowa precyzja, bo w przypadku najmniejszego uślizgu odzyskanie przyczepności stawało się naprawdę trudnym zadaniem, z którym nie radzili sobie także i weterani. To było coś obcego dla Kanadyjczyka, który nie miał możliwości nabrania doświadczenia w mocniejszych autach, mających większy docisk.

Lance Stroll wyraźnie z tym sobie nie radził podczas przedsezonowych testów i potem GP Australii, w której był czerwoną latarnią Formuły 1. Może to zabrzmi zbyt dosadnie, ale Kanadyjczyk w Melbourne pokazał, że kompletnie nie daje sobie rady i jego dyspozycja źle świadczyła o zespole Franka Williamsa.

Z biegiem czasu było jednak coraz lepiej i 19-latek notował regularne postępy. O ile jego podium w Azerbejdżanie było efektem losowości, to późniejsze punkty w Kanadzie utwierdziły nas w przekonaniu, że nie jest tak źle.

Debiut dla Lance Strolla był bardzo trudnym zadaniem, ale udało mu się. Celem na kolejne lata powinno być dla niego popracowanie nad regularnością i oczywiście szybkością. Czy jest to przyszły mistrz świata? Pozostawmy sobie to pytanie na dalsze lata, bo na chwilę obecną brzmi absurdalnie.

Za słaby tegoroczny sezon Williamsa można również trochę winić Felipe Massę, który nie miał w sobie takiej prędkości, która pozwoliłaby mu wykorzystać pełny potencjał samochodu FW-40. Z całą pewnością mając u boku Valtteriego Bottasa w poprzednich latach, wykonywali lepszą pracę dla ekipy.

Williams zakończył sezon na piątej pozycji i nie był w stanie zagrozić ekipie Force India, która ma do dyspozycji te same silniki od Mercedesa. Czy Paddy Lowe zdoła odwrócić ten trend w kolejnych latach?

Rozpędzająca się fabryka

Sezon 2016 w wykonaniu zespołu Renault nie był rewelacyjny, ale trudno było się spodziewać innego po samochodzie zaprojektowanym z myślą o korzystaniu z silnika Mercedesa, przez ekipę chylącą się ku upadkowi, z mocno odchudzonymi zasobami ludzkimi.

Nieco inne nastawienie było na kolejny rok. Francuski producent inwestował w fabrykę w Enstone, ale jak mawiają nie od razu Kraków zbudowano. Nico Hulkenberg zaskoczył w pierwszej połowie sezonu obecnością w trzecim segmencie sesji kwalifikacyjnej i udowodnił, że Renault ma potencjał na dobre wyniki. Być może ukończyliby sezon 2017 na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej, gdyby nie powolny Jolyon Palmer, który od GP Malezji został zastąpiony Carlosem Sainzem.

Renault jednak brakowało regularności i także niezawodności jednostek napędowych. Kolejnym problemem było samo auto, którego tempo kwalifikacyjne nie przekładało się czasy okrążeń notowane na dłuższych dystansach. Niemniej jednak dało się zauważyć wyraźny postęp względem poprzedniego roku i ekipa z Enstone zdaje się być coraz bliżej czołówki.

Największa ofiara porozumienia silnikowego

Zespół Toro Rosso wiódł naprawdę dobry sezon. Pomimo kilku wybryków Carlosa Sainza i przede wszystkim Daniiła Kwiata, ekipa z Faenzy mogła liczyć nawet na walkę o piąte miejsce z Williamsem. Kluczowym momentem sezonu 2017 dla tego zespołu była jego druga część.

To właśnie wtedy doszło do tak zwanego porozumienia silnikowego, za sprawą którego McLaren uwolnił się spod jarzma kolejnego sezonu spędzonego z Hondą i podpisał kontrakt z Renault. W zamian Toro Rosso nawiązało współpracę z japońskim producentem. Renault dodatkowo wynegocjowało wypożyczenie Carlosa Sainza na sezon 2018, jak się później okazało Hiszpan jeszcze w tym roku zasilił skład ekipy z Enstone.

Toro Rosso od GP Malezji postanowiło skorzystać z usług Pierre Galsy'ego, a na ławkę rezerwowych zdegradowano Daniiła Kwiata. Rosjanin powrócił na GP Stanów Zjednoczonych, ponieważ Francuz wtedy miał startować w finale sezonu japońskiej Super Formuły, ale złe warunki atmosferyczne sprawiły, że runda ta nie została rozegrana. Do zespołu zaproszono Brendona Hartleya, który pozostał w ekipie na resztę sezonu, ponieważ rozwiązano kontrakt z Daniiłem Kwiatem.

Od GP Meksyku zespół z Faenzy trapiło mnóstwo awarii jednostek napędowych Renault. Podczas weekendu w Brazylii puściły nerwy Cyrilowi Abiteboulowi, szefowi do spraw Formuły 1 francuskiego koncernu i powiedział, że najprawdopodobniej Toro Rosso nie posługuje się w sposób właściwy tymi silnikami i efekt tego jest taki, jaki jest. To bezpośrednio już prowadziło do otwartego konfliktu na linii Renault - Toro Rosso, ponieważ na dodatek te dwie ekipy walczyły o szóste miejsce w klasyfikacji generalnej konstruktorów. Tak właśnie się stało, ale do akcji wkroczył Red Bull, który załagodził ten spór.

Toro Rosso jako jedyny z omawianych w tej części podsumowania zespołów, miał w sezonie 2017 wyraźną tendencję spadkową. To dla fanów tej ekipy rodzi z całą pewnością spory niepokój względem kolejnego roku. Czy tak będzie naprawdę? To się okaże za kilka miesięcy.

Pozostały nam już tylko zespoły, które były tłem tegorocznej rywalizacji, a więc Haas, Sauber i McLaren. Już w najbliższą środę ukaże się część trzecia podsumowania sezonu 2017.

Image © Sahara Force India F1 Team

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE