Menu

ROWE Racing triumfuje w Total 24 Hours of Spa

Rowe Racing #99

Zespół ROWE Racing w BMW M6 GT3 #99 zwyciężył w prestiżowej, całodobowej batalii na legendarnym torze Spa-Francorchamps.

Niemiecka ekipa pokazała w tym wyścigu to, co w wyścigach długodystansowych jest najważniejsze. Unikanie problemów, świetne decyzje taktyczne w trakcie rywalizacji i mniejsza ilość pit stopów pozwoliła na pokonanie wielkiej konkurencji, pomimo słabszego tempa. Dlatego całość przyniosła wielką dawkę emocji.

Dynamiczny początek

Po karach dla czołowej szóstki z kwalifikacji, które zdominował nieregulaminowo Mercedes, z pole position startował Rene Rast za kierownicą Audi R8 WRT Team #28. Niemiec po starcie utrzymał prowadzenie przed Lamborghini GRT Grasser, jednak po czasie żółtej flagi na całym torze, spowodowanej wypadnięciem Ferrari 488 #333, spadł o dwie pozycje przez problemy z elektroniką w chwili restartu.

W czasie pierwszej tury zjazdów do boksów lider zmieniał się, jak w kalejdoskopie. Na czele poza Lamborghini, Bentleyem, Audi i Ferrari widniał, ku wielkiej uciesze angielskiej marki, Jaguar #114 zespołu Emila Freya. Jednak Jonathan Hirschi za jego sterami zderzył się z Audi #28 Rasta, w wyniku czego musiał wycofać się z rywalizacji, natomiast kierowca spod znaku czterech pierścieni musiał zjechać na dłuższą wizytę w garażach.

Czołówka wyklarowała się dopiero w piątej godzinie rywalizacji. Wtedy na prowadzenie wyszło BMW M6 w barwach ROWE, który utrzymywał około 25 sekund przewagi nad drugim Christopherem Miesem w Audi Team Phoenix #6. Pozwoliło to im na zgarnięcie największej ilości punktów po 6 godzinach wyścigu. Czołową piątkę uzupełnili Audi #1, Lamborghini #19 i Audi #4.

W klasie Pro-AM na prowadzeniu widniał Aston Martin #44 Oman Racing Team, a Michał Broniszewski wraz ze swoimi włoskimi partnerami z Kessel Racing plasował się na czwartej pozycji w tej kategorii.

W stawce AM Cup przewodziło Ferrari 458 GT3 #49 Kaspersky Motorsport.

Pierwsza ćwiartka rywalizacji kończyła się pod samochodem bezpieczeństwa. Kevin Estre w Porsche 911 #77 wyjechał z boksów na równi z Ferrari 488 #53 prowadzonym przez Ishikawę Motoaki. Doszło pomiędzy nimi do potężnego kontaktu, czego wynikiem była potrzebna prawie półtoragodzinna neutralizacja.

Bentleye narzucają tempo w nocy

W późniejszej fazie wyścigu do głosu doszła ekipa oznaczona numerem osiem. Ich Bentley Continental GT3 zdobył największą bonifikatę punktową przyznaną w połowie wyścigu. Wyprzedzali wtedy ekipę Audi #6, która po przebiciu opony wróciła do walki o czołowe lokaty dzięki świetnemu tempu Markusa Winkelhocka.

Trzecią pozycję okupował Bentley #7, przed BMW #99, które prowadziło już z ponad minutową przewagą, lecz zespół zdecydował się w trakcie 11-tej godziny na obowiązkowy, pięciominutowy pit stop. Piątą pozycję zajmowało Audi #75 czeskiego zespołu ISR.

Z czołówki wypadł zespół Audi WRT #1 po nieplanowej wizycie w boksach i wymianie przedniej części nadwozia wypadł z czołowej trzydziestki.

Najwyżej sklasyfikowany Mercedes #57, pomimo pięciominutowej kary z początku wyścigu, znajdował się na siódmej pozycji.

W ósmej godzinie ścigania potrzebny był dłuższy wyjazd samochodu bezpieczeństwa w ramach naprawy barier po wypadku Bentleya #24.

Michał Broniszewski wskoczył na prowizoryczne podium w kategorii Pro-AM, będąc jednocześnie najwyżej sklasyfikowanym Ferrari w tej klasie. Prowadziło Audi #74 ISR przed Mercedesem AMG GT3 AKKA ASP #89.

Ferrari 458 #888 ekipy Kessel Racing w połowie wyścigu prowadziło w AM Cup przed nowszą generacją 488 #51 od AF Corse.

Bentley vs BMW

Kolejne godziny zdały się wyłonić dwa samochody, które pomiędzy sobą miały rozstrzygnąć ostatecznie tegoroczny Total 24 Hours of Spa. Bentley Continental #8 od M-Sportu miał ogólnie lepsze tempo, jednak zespół trzykrotnie przekroczył dopuszczalny czas jazdy, przez co aż trzykrotnie przejeżdżał przez najdłuższą aleję serwisową w sezonie. Mało tego, nad składem widniało widmo czwartej kary za przekraczanie limitów toru.

Wydarzenia na torze znakomicie układały się po myśli ROWE BMW #99. W walce na torze, co prawda tracili do Bentleya, lecz czysta i równa jazda zaowocowała walką o najwyższy stopień podium. Nie zagrażał im nawet bardzo szybki Chris Mies w Audi #6, będący na trzecim miejscu. Czwartą lokatę po odrabianiu strat zajmował Rene Rast z Audi #28.

Dobry rytm utrzymywał najwyżej plasujący się Mercedes #88 od AKKA ASP.

Wyścig rozstrzygnął się w trakcie dwóch ostatnich pit stopów. W czasie żółtej flagi na całym torze BMW M6 #99 od ROWE wykonało zjazd do boksów. To samo chciał zrobić Bentley #8, lecz delikatnie się spóźnili i stracili trochę czasu, kiedy na torze zawisła zielona flaga.

Pomimo to Bentley zdołał powoli odrobić straty do wolniejszego BMW. Wtedy zdawało się, że losy zwycięstwa rozstrzygną się w ostatniej godzinie, jednak te marzenia zniweczyła przebita prawa tylna opona w samochodzie z numerem #8 na 90 minut przed końcem rywalizacji.

To pozwoliło załodze w składzie Alexander Sims, Philip Eng i Maxime Martin oraz całemu zespołowi ROWE Racing #99 na odniesienie końcowego triumfu w Spa24. To drugi rok z rzędu, kiedy w Belgii zwycięża konstrukcja z Bawarii.

Drugą lokatę, ze stratą prawie okrążenia, zajął Mercedes #88 w barwach AKKA ASP, a podium uzupełnili kierowcy Audi Team WRT #28, którzy wyprzedzili w bezpośrednim pojedynku Bentleya #7.

W Pro-AM niespodziewanie wygrali kierowcy IMSA Performance w Porsche 911 GT3 R #76 w składzie Patrick Pilet, Maxime Jousse, Raymond Narac i Thierry Cornac. Drugą pozycję zdobyło Audi R8 #74 w barwach ISR, najniższy stopień podium przypadł Lamborghini Huracan #666.

Michał Broniszewski wraz Kessel Racing uplasowali swoje Ferrari 488 #11 na piątej pozycji w tej kategorii i 22. w klasyfikacji generalnej.

W klasie AM zwyciężyli Marco Zanuttini, Vadim Gitlin, Liam Talbot i Nicola Cadei z Kessel Racing Ferrari 458 #888. Drugą pozycję zajęli kierowcy AF Corse #51, a trzecią Rinaldi Racing #333.

Image © VISION SPORT AGENCY

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE