Menu

Porsche #1 zwycięża w pełnym zawirowań wyścigu 6 Hours of Mexico

Mark Webber, Brendon Hartley i Timo Bernhard / Porsche Team

Skład Porsche oznaczony numerem #1 zwyciężył, w pełnym zmiennych i dotkniętym deszczem, wyścigu Długodystansowych Mistrzostw Świata 6 Hours of Mexico na torze Autodromo Hermanos Redriguez.

Mark Webber, Brendon Hartley i Timo Bernhard po dobrym starcie plasowali się w czołówce i unikali kłopotów, jednak pierwszy pojawił z błędem Bernharda, który przeciął linię wjazdową do alei serwisowej, w ostatnich chwili rezygnując na wjazd do boksów, co spotkało się z karą Stop&Go od sędziów i dodatkowym postojem w boksach Hartleya, który zdążył zmienić niemieckiego kierownicę.

Spadek na trzecią lokatę nie spowodował jednak zakończenia walki przez jadącego w Porsche #1 Hartleya. Nowozelandczyk po odbyciu kary i powrocie na tor rozpoczął pogoń za siostrzanym składem Porsche #2, a następnie Audi #8, które zostało wyprzedzone w dwunastym zakręcie.

Rywalizacja na wąskim i krętym torze Autodromo Hermanos Rodriguez jeszcze bardziej się skomplikowała, a to za sprawą opadów deszczu, które pojawiły się w połowie wyścigu i przysporzyły problemów Audi #8, które rywalizowało w czołówce z samochodami Porsche. Jadący na zmianie Oliver Jarvis obrócił się w zakręcie numer jeden i wypadł z toru uderzając w bariery, co było spowodowane awarią łożyska koła.

Niezagrożone Porsche #1 zyskało jednak nowego rywala w walce o zwycięstwo, na debiutującym w kalendarzu obiekcie w Meksyku. Po początkowych problemach Audi #7 i niespodziewanej utracie kontroli nad prototypem w pierwszym przejeździe, do walki o zwycięstwo powrócił Andre Lotterer, który wyszedł na prowadzenie, jednak po jedenastu okrążeniach zblokował jedno z kół i wypadł z toru w sekcji stadionowej, co dało możliwość ataku Porsche #1, które wyszło na pozycję lidera.

Opady deszczu pod koniec rywalizacji spowodowały, że po raz kolejny kierowcy musieli zmagać się ze śliską nawierzchnią. Kłopoty nie ominęły również lidera rywalizacji Porsche #1 i Timo Bernharda, który stracił kontrolę nad prototypem na jednym z krawężników i wyjechał poza tor w zakręcie Peraltada. Niemiecki kierowca nie dał jednak za wygraną i minął linię mety na pierwsze lokacie z przewagą ponad jednej minuty nad drugim Audi z numerem #7.

Trzecia lokata ostatecznie należała do zespołu Toyota Gazoo Racing i składu z numerem #6, w którym na ostatniej zmianie znakomicie spisał się Stephane Sarrazin, który dojechał do Porsche #2 i przy pomocy opon typu slick wyszedł na trzecią lokatę.

Mimo dobrego tempa Porsche #2 musiało zadowolić się czwartą pozycją, co było spowodowane kolizją z Nicolasem Lapierrem z Signatech Alpine, który podczas hamowania do czwartego zakrętu uderzył w tył prototypu mocno go uszkadzając. Marc Lieb musiał po raz kolejny pojawić się w boksach na wymianę tylnego elementu tracąc wiele czasu.

Powracające na tor Porsche #2 z Neelem Jani za kierownicą i oponami przejściowymi nie miało szans z szybką Toyotą, co dało ostatecznie czwartą lokatę.

Rywalizacji natomiast nie ukończył skład Toyoty Gazoo Racing z numerem #5. Jadącego na zmianie Kazuki Nakajimę dopadły problemy techniczne, które okazały się awarią napędu hybrydowego.

Zwycięstwo RGR Sport by Morand na własnej ziemi

W klasie LMP2 zwycięsko z sześciogodzinnej batalii wyszedł zespół RGR Sport by Morand #43, choć prowadzenie odzyskał dopiero na czterdzieści minut przed zakończeniem rywalizacji.

U jadącego na pierwszej lokacie Romana Rasta w prototypie G-Drive Racing #26 doszło do awarii hamulca w przednim prawym kole, co spowodowało spadek na dalszą pozycję i ukończenie wyścigu dopiero na trzynastym miejscu w klasyfikacji ogólnej.

Oba składy powalczyły jednak na początku rywalizacji, kiedy prowadzący RGR Sport by Morand #43 wstrzymywał G-Drive Racing, jednak jadący na zmianie Rene Rast nie dał szans swojemu rywalowi i wyszedł na prowadzenie.

Druga lokata ostatecznie przypadła zespołowi Signatech Alpine #36, który mimo kary przejazdu przez boksy, za kolizję z Porsche #2, zdołał powalczyć o podium i minął linię mety ze stratą zaledwie 1.985 sekundy do pierwszego RGR Sport by Morand #43.

Dobre tempo zaprezentował również zespół Extreme Speed Motorsports, który mimo nacisków ekip Strakka Racing i Graves Motorsport zdołał utrzymać trzecią pozycję i wywalczyć najniższy stopień podium.

Aston Martin #97 na czele klasy LMGTE Pro

Swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie odniósł natomiast zespół Aston Martin Racing, którego skład z numerem #97 minął linię mety na pierwszej lokacie w klasie LMGTE Pro.

Darren Turner i Richie Stanaway utrzymali za sobą zespół AF Corse #51 i mocno walczących Gianmarię Bruni oraz James Calado, którzy zjawili się na mecie ze stratą 9.437 sekundy.

Trzecia lokata należała ostatecznie do drugiego składu Aston Martina oznaczonego numerem #95. Wszystko wskazywało na to, że brytyjski producent będzie cieszył się z podwójnej wygranej, jednak wypadnięcie z toru Nickiego Thiima i uderzenie w bariery spowodowało, że zespół stracił szansę na taki sukces. Thiim i Sorensen zdołali jednak powalczyć o podium i po wyprzedzeniu AF Corse #71 zakończyli rywalizację na trzeciej pozycji ze stratą 18.242 sekundy.

Zaciętą rywalizację można było również śledzić w klasie LMGTE Am, w której prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Ostatecznie na pozycji lidera znalazł się zespół Abu Dhabi-Proton Racing #88, który kontrolował sytuację i pokonał swoich rywali z przewagą jednego okrążenia.

Mimo problemów w zakręcie Peraltada, na drugiej lokacie linię mety minęli Emanuel Collard, Francois Perrodo i Rui Aguas z zespołu AF Corse #83, którzy utrzymali za sobą ekipę KCMG #78 w składzie Ried, Henzler i Camathias.

Rywalizacji nie ukończyły ekipy Aston Martina #98 oraz Larbre Competition #50.

Image © Porsche AG

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE