Menu

Podsumowanie GP Singapuru: Ferrari pokpiło sprawę

Sebastian Vettel

Los potrafi płatać różne figle. Sebastian Vettel miał podstawy do tego, aby oczekiwać, że czeka go łatwe zwycięstwo na ulicach Singapuru. Jednak już na starcie w wyniku incydentu został wyeliminowany z wyścigu. Lewis Hamilton wykorzystał nadarzającą sytuację i triumfował na torze Marina Bay. Tak właśnie w telegraficznym skrócie przebiegał miniony weekend.

Po dwóch całkowicie zdominowanych przez siebie Grand Prix, Mercedes przyjechał na tor, na którym miał mieć spore problemy. Potwierdziło się to podczas sesji treningowych i przede wszystkim kwalifikacji. Co ciekawe spadek formy także zaliczyły dwie niefabryczne ekipy korzystające z silników niemieckiego producenta, czyli Williams i Force India. Reprezentanci tych trzech ekip modlili się o deszcz i stało się!

Pierwsza w historii nocna Grand Prix na mokrej nawierzchni

Pomimo, że GP Singapuru odbywa się przez dziesięć lat i jej położenie geograficzne powoduje ryzyko tropikalnych deszczy, to jednak do sezonu 2017 zdołano uniknąć opadów deszczu. Skoro nigdy w takich warunkach wyścigi Formuły 1 nie były rozgrywane, to istniała masa obaw, jednak udało się. Nie musieliśmy czekać w nieskończoność na przeschnięcie asfaltu, a kierowcy punktualnie wystartowali do wyścigu o GP Singapuru 2017.

Vettel przegrał tytuł?

To tutaj na torze Marina Bay kierowcy Ferrari mieli odrobić stracone punkty z dwóch poprzednich wyścigów. Obiekt uliczny w Singapurze naprawdę odpowiadał ich maszynie SF70-H, co potwierdziły kwalifikacje. Sebastian Vettel po naprawdę świetnym okrążeniu sięgnął po 49. w swojej karierze pole position.

Lewis Hamilton startując z piątej pozycji zdawał sobie sprawę, że w normalnych warunkach nie ma szans i narażony jest na stratę wielu punktów. Jednak już na pierwszym okrążeniu otrzymał ogromny prezent od swojego rywala, którego nie sposób byłoby nie wykorzystać.

Przeanalizujmy kolizję ze startu. Najszybciej ruszył Kimi Raikkonen, który z lewej strony zrównał się z Maxem Vestappenem. Reakcja startowa Sebastiana Vettela nie była najlepsza. Niemiec w obawie przed utratą prowadzenia odbił w kierunku Holendra. Mógł myśleć, że ten ma jeszcze kilka metrów zapasu z lewej strony, ale tak nie było.

Po zderzeniu przedniej lewej opony w aucie Verstappena i tylnej prawej w Ferrari Raikkonena, w maszynie Fina urwało się zawieszenie, a jego samochód bezwładnie pomknął w kierunku Sebastiana Vettela. Tym samym dwaj kierowcy Ferrari wyeliminowali się z wyścigu.

Ogólnie rzecz biorąc można się zgodzić z decyzją sędziów, że był to incydent wyścigowy. Niemniej jednak należy dodać do tego kontekst walki o tytuł mistrzowski. Sezon nieubłagalnie zmierza ku końcowi, a Sebastian Vettel nie ma bezpiecznej przewagi nad Lewisem Hamiltonem, teraz traci już 28 punktów do Brytyjczyka! W takiej sytuacji nie można myśleć impulsywnie, trzeba być ostrożnym i unikać niepotrzebnego ryzyka. Tego zabrakło.

Sebastian Vettel mógł uniknąć kolizji z Maxem Verstappenem. Niemiec pod wpływem chwili próbował desperacko utrzymać pierwsze miejsce na starcie, a przecież stare porzekadło mówi, że wyścig na pierwszym zakręcie można tylko przegrać. Szkoda, że widowisko na tym ucierpiało...

Fuks Hamiltona i Mercedesa

Niesamowite jest to, że Sebastian Vettel dał taki prezent Lewisowi Hamiltonowi podczas GP Singapuru. Brytyjczyk jednak nie mógł zrobić nic innego niż pojechać kolejnego perfekcyjnego wyścigu i zwiększyć swoją przewagę w klasyfikacji generalnej.

Może jest jeszcze za wcześnie na to, aby kogokolwiek przekreślać z walki o mistrzowski tytuł, ale w tym momencie Lewis Hamilton ma bufor bezpieczeństwa. Brytyjczyk nie jest już pod presją, może spokojnie pracować w kolejnych wyścigach i nawet, jeśli przytrafi mu się gorszy wynik, to nic złego się nie stanie, bo to nie skreśli go z walki o mistrzowski tytuł.

Dobre pożegnanie Palmera i Sainza z Toro Rosso

Jolyon Palmer najprawdopodobniej nie znajdzie dla siebie miejsca w Formule 1 na sezon 2018. Jak powszechnie wiadomo jego miejsce w Renault zajmie Carlos Sainz. Ekipa z Enstone pracuje nawet nad tym, aby Hiszpan dołączył do nich wcześniej.

Mówi się, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy i chyba Jolyon Palmer wziął sobie to do serca. Trochę szczęścia, ale także bezbłędnie przejechany wyścig pozwolił mu na minięcie mety na szóstej pozycji. Brytyjczyk sobie na taki wynik zasłużył biorąc pod uwagę pecha, który uniemożliwił mu ukoronować dobrego weekendu w Belgii i oby jak najlepiej sobie poradził w pozostałych sześciu.

Nie będzie to nadużyciem, jeśli powiemy, że Carlos Sainz pojechał równie dobry lub może nawet odrobinę lepszy wyścig od Jolyona Palmera. Hiszpan również zdobył najlepszą pozycję w swojej karierze, oczywiście nie bez pomocy szczęścia, lecz sztuką jest wykorzystać sprzyjający los.

Już za dwa tygodnie kolejny wyścig. Formuła 1 pozostaje w klimacie tropikalnym, ponieważ przed nami GP Malezji na torze Sepang. Ciekawe, który z kierowców będzie miał tam więcej szczęścia...

Image © Scuderia Ferrari

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE