Menu

Wywiad z Patrykiem Krutyjem

Patryk Krutyj

Dzielnie walczył w półfinale inauguracyjnych zawodów eSportowych mistrzostw świata Formuły 1 i znalazł się w najlepszej dwudziestce wirtualnych kierowców świata. Jako jedyny będzie reprezentował Polskę w wielkim finale tych nowatorskich, sygnowanych przez F1 rozgrywek. Jego marzeniem jest stać się kierowcą Formuły 1, ale jak sam mówi najpierw trzeba skupić się na walce o miano eSportowego mistrza świata.

O nowych możliwościach na spełnienie swoich aspiracji za pomocą nowoczesnej technologii, nie tylko dla tych, którzy znajdują się na liście stu najbogatszych ludzi świata porozmawialiśmy z Patrykiem Krutyjem.

Zaczniemy od najbardziej oczywistego pytania, jakie można zacząć na początku naszej rozmowy. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z Formułą 1 i wirtualnymi wyścigami?

Patryk Krutyj: Od momentu, gdy zobaczyłem wyścig o GP Turcji 2010, zdałem sobie sprawę z tego, że ten sport jest niesamowity i zupełnie nieprzewidywalny. Regularnie zacząłem śledzić całe weekendy Grand Prix, a więc nie tylko wyścigi, ale także sesje treningowe i kwalifikacje. Wkrótce też wziąłem się za próbowanie swoich sił w różnych grach wyścigowych. Najpierw korzystałem z trybu jednoosobowego, a potem znalazłem różne ligi online, które wprowadziły mnie w świat wyścigów wirtualnych. Zacząłem odnosić tam sukcesy i tak właśnie się złożyło, że powołano do życia eSportowe mistrzostwa świata...

Próbowałeś swoich sił w kartingu, który dla kierowców jest pierwszym krokiem w długiej drodze do Formuły 1?

Patryk Krutyj: Tak, miałem okazję startować w kartingu amatorskim. Przejechałem się również wyczynowym gokartem. Jednak jest to bardzo droga zabawa i trudno brać udział w profesjonalnych zawodach bez odpowiedniego budżetu. Dlatego też obrałem inną drogę, którą są wyścigi wirtualne i mam nadzieję, że dzięki nim uda mi się przejść do realnych wyścigów.

Można więc powiedzieć, że śledzenie Formuły 1 zainspirowało Cię do tego, aby samemu w jakiś sposób spróbować poczuć się jak kierowca wyścigowy i być może pewnego dnia zadebiutować w Grand Prix...

Patryk Krutyj: Mam już 22 lata i realistycznie rzecz biorąc, trudno byłoby mi teraz dostać się do Formuły 1, ale mamy teraz takie możliwości jak eSport. Myślę, że to jest świetna okazja dla ludzi, którzy nie mają możliwości finansowych, aby startować w prawdziwych wyścigach. Można ominąć na przykład karting i próbować awansować do bardziej poważnych serii wyścigowych. Muszę sobie zdawać sprawę z tego, że na chwilę obecną będzie trudno znaleźć się w jakieś realnej serii wyścigowej, ale skoro jestem wśród najlepszych 20 kierowców gry F1 2017, to mam nadzieję, że pojawi się na to szansa. Nie będzie to łatwe, jednak postaram się wykorzystać wszystkie okazje, które otrzymam.

Co Cię skłoniło do tego, aby wziąć udział w mistrzostwach eSportowych? Z Twoich dotychczasowych wypowiedzi można odnieść wrażenie, że była to bardziej zaplanowana niż spontaniczna decyzja.

Patryk Krutyj: To nie był mój plan. Dostałem się do tych mistrzostw w zupełnie inny sposób niż wszyscy. Jako jedyny uczestnik otrzymałem tak zwaną dziką kartę. Eksperci wybierali spośród dziesięciu najlepszych osób, które na torach Formuły 1 podczas Grand Prix w wydzielonej dla kibiców strefie symulatorów, uzyskiwali najlepsze wyniki. Pomimo tego z ciekawości próbowałem również w sposób taki sam, jak inni awansować do ćwierćfinału i muszę powiedzieć, że było naprawdę trudno. Wynikało to chociażby z tego, że nie każdy ma w domu tak dobrą kierownicę czy komputer, co niektórzy... To naprawdę ma spore znaczenie.

Czyli awans do ćwierćfinałów zapewniłeś sobie wyjeżdżając na Grand Prix Formuły 1 w roli kibica. Mógłbyś trochę więcej o tym opowiedzieć...

Patryk Krutyj: Od kilku lat Formuła 1 zapewnia fanom wiele atrakcji w specjalnej, wydzielonej dla nich strefie. Są tam również symulatory. Zobaczyłem, że do wygrania są bilety VIP na niedzielny wyścig i w ten sposób znalazłem swoją drogę do padoku Formuły 1. Jestem wdzięczny organizatorom za udostępnienie takiej możliwości.

Ilokrotnie udało Ci się wygrać wejściówkę do padoku na Grand Prix Formuły 1?

Patryk Krutyj: Z tego co pamiętam w okresie trzech lat zwyciężyłem dziewięciokrotnie, a w padoku byłem jedenaście razy. Wynikało to z tego, że najszybszy kierowca w rozgrywkach otrzymuje dwa bilety i może podzielić się nimi na przykład z drugim zawodnikiem. Dwa razy trafiła mi się taka okazja. Przegrałem trzy lub cztery razy, więc byłem dobrze przygotowany do tych zawodów.

Przejdźmy do samej gry F1 2017, która była platformą do rozgrywania eSportowych mistrzostw świata. Część osób może sobie przypominać inną produkcję, na bazie której powoływano do życia różne lokalne ligi wyścigowe. Mowa o rFactorze. Jakbyś porównał te dwie pozycje?

Patryk Krutyj: Dla mnie rFactor to symulator wyścigów, a produkcje z serii F1 od Codemasters to bardziej gra typu arcarde. Na rFactorze spędziłem sześć lat w różnych ligach wyścigowych. W jednej z nich odniosłem wiele sukcesów. Dlatego też jestem przywiązany do tej gry. Oddaje ona wrażenie prawdziwej jazdy i potwierdzają to również profesjonalni kierowcy wyścigowi, którzy go testowali. Jest to dla mnie jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza gra wyścigowa, która powstała. Różni się ona od serii F1 Codemasters, lecz z roku na rok jest coraz bliższa realizmu prowadzenia aut. W najnowszej odsłonie - F1 2017 mogę powiedzieć, że obie te platformy są porównywalne.

10 pażdziernika odbył się półfinał eSportowych mistrzostw świata. Jak oceniasz poziom rywalizacji?

Patryk Krutyj: Sam byłem zszokowany tym, jak wysoki i bardzo wyrównany poziom prezentowali kierowcy podczas półfinałów. Różnice czasowe były niezwykle małe. Wynik pole position w kwalifikacjach wyniósł 1:08,7. Rezultat 1:09,0 zapewnił mi szesnastą pozycję. To jest coś niesamowitego, bo tego nie mamy w prawdziwych zawodach, w Formule 1 można o tym tylko pomarzyć. W samych wyścigach kierowcy naprawdę świetnie się spisywali, zostawiali sobie miejsce, dzięki temu było mało kolizji. Było to atrakcyjne dla kibiców, ponieważ rywalizacja trzymała w napięciu do samego końca i fantastycznie się to oglądało. Z tego co słyszałem prawie półtora miliona osób wyświetliło relację z półfinału.

Wyścigi wirtualne mogą otworzyć szansę na awans do Formuły 1 potencjalnym kierowcom, którzy nie mają na to budżetu, w pewnym sensie na skróty spełnić swoje marzenia. Jednak tak czy inaczej pewne inwestycje trzeba poczynić...

Patryk Krutyj: Trzeba zaopatrzyć się w dobrą kierownicę oraz komputer odpowiedniej specyfikacji. W sumie będzie to kosztować od 5 do 10 tysięcy złotych. Porównując to z wydatkami sięgającymi 200-300 tysięcy złotych za sezon w kartingu, to jednak są to relatywnie niskie koszty, na które więcej osób może sobie pozwolić. Myślę, że jest to bardziej opłacalne i ktoś, kto nie ma pieniędzy, a ma talent może spróbować swoich sił właśnie w ten sposób. To jest dla nas dobra okazja, żeby potem się wybić. Jego popularność jest dość wysoka i to dla nas jest szansą.

Kilka lat temu Nissan organizował Akademię GT na platformie PlayStation. Za pośrednictwem tego projektu kierowcy wirtualni otrzymali możliwość znalezienia się w motorsporcie. Spośród tego projektu najbliżej Formuły 1 był Jann Mardenborough. Startował w GP3 w latach 2014-2015. Raz zwyciężył, a dwukrotnie stał na najniższym stopniu podium. Jednakże prezentowany przez niego poziom nie był na tyle dobry, aby otrzymał angaż w Formule 1. Jakie są tego przyczyny? Czy nie jest trochę tak, że kierowcy wirtualni nie mają wyczucia gabarytów samochodów i okazuje się, że rzeczywistość jest zupełnie inna niż gra?

Patryk Krutyj: Z pewnością tych, którzy z wirtualnego ścigania awansują do prawdziwych wyścigów, czekać będzie duży szok. Będzie trzeba uważać na pewne rzeczy, są przeciążenia, to jest już wysiłek fizyczny. Należy również zwracać uwagę na to, co dzieje się dookoła. W grze, gdy uderzymy w bandę czy rozbijemy się, to zawsze możemy kliknąć restart. Oczywiście podczas rozgrywek w trybie wieloosobowym tego się nie da zrobić. Niemniej jednak można sobie pozwolić na wiele rzeczy, które w realnym świecie nie przejdą. Tam trzeba być mentalnie przygotowanym do tego, że należy być bardzo uważnym. Osobiście nie miałem jeszcze takiego doświadczenia. Myślę jednak, że jeśli kierowca w wyścigach wirtualnych potrafi szybko jeździć, to i w realnych zawodach także jest w stanie udowodnić swój talent.

Formuła 1 to dość hermetyczne środowisko. Szefowie zespołów to przeważnie starsi ludzie, dla których zatrudnienie kierowcy wirtualnego może być czymś absolutnie nie do pomyślenia. Czy jest potrzebna jedna osoba, która przetrze wszystkim szlaki i przy okazji zamaże stereotypowe myślenie o tak zwanym pokoleniu PlayStation?

Patryk Krutyj: Szefowie zespołów mogą nas, kierowców eSportowych brać pod uwagę, ale na tą chwilę nie myślą o nas jako o potencjalnych zawodnikach F1. Do tego jest jeszcze daleka droga, ponieważ to jest najwyższy szczebel sportów motorowych. Trudno powiedzieć, czy jest szansa na to, aby którykolwiek z nas się tam znalazł. Potrzebne jest szczęście, które pozwoli zyskać rozgłos, a co za tym idzie sponsorów. Na jednym z wyścigów Grand Prix spotkałem Toto Wolffa, porozmawiałem z nim dużo o wyścigach wirtualnych. Miałem okazję pochwalić się swoimi wynikami, a on wyglądał na zainteresowanego. Zaproponował mi nawet, żebym wysyłał mu maile w sprawie swojej przyszłości, ale do dziś mi nie odpisał... Formuła 1 to jednak zbyt wysokie progi dla nas. Musimy stąpać twardo po ziemi. Gdy ktoś z nas wygra, wtedy być może pojawi się dla tej osoby szansa.

Przejdźmy na moment do aktualnych wydarzeń w sezonie 2017 Formuły 1. Lewis Hamilton właśnie przypieczętował sobie mistrzowski tytuł. Uważasz, że Brytyjczyk naprawdę zapracował na ten sukces i również po wyłączeniu pewnych perturbacji jego rywali, był absolutnie najlepszy?

Patryk Krutyj: Kibicuję Lewisowi od czasu, gdy zacząłem oglądać Formułę 1, więc jestem jak najbardziej zadowolony z jego rezultatu. Obiektywnie patrząc zasłużył sobie na ten tytuł. Cały sezon był niemal bezbłędny w jego wykonaniu. Trzeba pamiętać o tym, że miał poważnego rywala, jakim niewątpliwie jest Sebastian Vettel. Gdyby to Niemiec zdobył ten tytuł, to też powiedziałbym, że jest to należna mu nagroda. Awarie pogrzebały jego szanse na mistrzostwo, nie ustrzegł się błędów w Baku i Singapurze, ale pojedynek toczy się o wysoką cenę i należy to zrozumieć. Ten sezon w ich wykonaniu był fantastyczny i mam nadzieję, że w przyszłym do tej rywalizacji włączy się więcej zawodników.

Z Twojego punktu widzenia, jakie są słabe i mocne punkty Sebastiana Vettela i Lewisa Hamiltona?

Patryk Krutyj: Lewis, gdy ma swój dzień, jest nie do pokonania, ale w przeciwnym wypadku, ma problem ze znalezieniem właściwych ustawień, w efekcie pozostaje wtedy w cieniu. Słabym punktem Sebastiana Vettela jest to, że ma tak zwaną gorącą głowę, zdarza mu się przesadzić, ale należy mu oddać to, że jest równym kierowcą. Dlatego też obaj mieli swoje wzloty i upadki, ale jestem zdania, że są to najlepsi kierowcy.

Czy oglądasz może czasem tak zwane "onboardy", czyli zapis wideo okrążenia kierowcy z kamery pokładowej? Wyciągasz na podstawie tego jakieś wnioski?

Patryk Krutyj: Uwielbiam widok z kamery pokładowej. Oglądam wiele nagrań z wyścigów i jestem w stanie wyłapać, jaki kto ma styl jazdy. Dla przykładu, gdy Lewis Hamilton zdobywa pole position, zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak pomimo takiej presji jest w stanie pokonać idealne okrążenie, co do milimetra. Każdy kierowca ma inny styl jazdy, każdy z nich inaczej trzyma kierownicę, co także nie jest bez znaczenia. W przypadku tych najlepszych widać to, jak trafiają we wszystkie wierzchołki i co za tym idzie płynnie jeżdżą.

Jest może jakiś manewr wyprzedzania, który zaczerpnąłeś od kierowców Formuły 1 i później wykorzystałeś w wirtualnym ściganiu?

Patryk Krutyj: Chyba wiele osób zna ten manewr. Daniel Ricciardo atakując Sebastiana Vettela podczas GP Włoch 2014 najpierw zjechał do prawej, a następnie w ostatniej chwili zmienił tor jazdy i wyprzedził swojego ówczesnego kolegę z zespołu z lewej strony. Ta sytuacja powoduje uśmiech na twarzy u każdego kibica. Sam próbowałem skorzystać z tego pomysłu. Początkowo mi nie wychodziło, gdyż trzeba w odpowiednim momencie zmienić linię jazdy. Należy dokonać tego przed hamowaniem, a ja zawsze dokonywałem tego za późno i uderzałem w wyprzedzanego kierowcę. Trzeba to wyczuć i kierowca taki jak Daniel Ricciardo zna to perfekcyjnie. Liczę na to, że taki manewr uda mi się wykonać w finale.

Już za dwa tygodnie finał eSportowych mistrzostw świata w Abu Zabi. Od półfinału trochę czasu już minęło, więc pewnie zdążyłeś odpocząć. Jaki masz plan przygotowań do finału? Nad czym jeszcze musisz popracować?

Patryk Krutyj: Mamy do pokonania 25% dystansu wyścigowego, więc na suchej nawierzchni będziemy zobligowani do jednego zjazdu na wymianę opon. Dlatego też będą musiał popracować nad strategią, aby wiedzieć, na którym okrążeniu mam zjechać na pit stop tak, żeby było to najkorzystniejsze. Również muszę wyrobić sobie trochę lepsze tempo na domyślnych ustawieniach. To jest do znalezienia i ruszamy do Abu Zabi. W domu mam ograniczone pole do treningu, ponieważ nie dysponuję tak zaawansowanym sprzętem, z którego będziemy korzystali w finale. Z tego, co słyszałem w półfinale, to Ci najlepsi kierowcy mają kierownice z kosmosu, wirtualne okulary, więc trudno to porównać. Dlatego też w domu faktycznie mogę tracić trochę tempa, ale jestem przekonany, że na tym samym sprzęcie mogę z nimi rywalizować o najwyższe cele.

Finał eSportowych mistrzostw świata zostanie rozegrany w dniach 24 i 25 listopada w Abu Zabi. Najlepszych dwudziestu wirtualnych graczy świata zmierzy się na torach w Montrealu, Spa-Francorchams oraz Yas Marina. Do swojej dyspozycji będą mieli sesję treningową oraz kwalifikacje, aby przygotować się do 25 minutowego wyścigu, który będzie transmitowany na żywo w Internecie. Życzymy powodzenia Patrykowi i już dziś zapraszamy do śledzenia jego występów.

Image © Patryk Krutyj

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE