10 najbardziej kontrowersyjnych wyścigów sezonu 2021 (Część 3)

Grand Prix Belgii 2021 - Spa-Francorchamps

Trzecia i finalna część naszego zestawienia objęła GP Belgii, Abu Zabi oraz Arabii Saudyjskiej, które na długo zapadną w pamięci wszystkich fanów Formuły 1.

3. Grand Prix Belgii

Kontrowersyjne Grand Prix, które żartobliwie nazwano „najszybszym Grand Prix w historii”, ponieważ oficjalnie wyścig na torze Spa-Francorchamps trwał tylko – i być może aż – jedno okrążenie, pokonane w czasie trzech minut i 27 sekund, dodatkowo w pełni za samochodem bezpieczeństwa.

Już od pierwszej sesji treningowej wiadomo było, że cały weekend odbędzie się przy akompaniamencie ulewnego deszczu. Po przerwie letniej wyniki piątkowych sesji wskazywały na to, że w lepszej formie w deszczowych warunkach jest Red Bull i Max Verstappen, który w trzeciej sesji treningowej był aż o sekundę szybszy od Lewisa Hamiltona.

Holender był szybki także w kwalifikacjach, w których jako jedyny kierowca w Q3, wykręcił czas okrążenia poniżej dwóch minut. Jednak to nie Verstappen był gwiazdą w trzeciej sesji – George’owi Russellowi z Williamsa udało się rozdzielić dwóch pretendentów do tytułu mistrzowskiego, dzięki czemu do wyścigu startował z pierwszego rzędu.

Jednak w niedzielę wszystko potoczyło się w niepożądany dla FIA sposób. Start wyścigu przewidziany na godzinę 15:00 został opóźniony o 30 minut po wypadku Sergio Pereza w trakcie okrążeń rozgrzewkowych. Po naprawie barierek kierowcy przejechali serię okrążeń za samochodem bezpieczeństwa, ale nie musieliśmy wówczas długo czekać na wywieszenie czerwonych flag z powodu silnych opadów deszczu.

Na ponowny wyjazd kierowców musieliśmy czekać aż do godziny 18:17, kiedy cała stawka przejechała trzy okrążenia za samochodem bezpieczeństwa, po czym dyrektor wyścigowy, Michael Masi, zadecydował o zakończeniu wyścigu, dodając, iż kierowcy z pierwszej dziesiątki otrzymają połowę liczby punktów.

Cały wyścig był dowodem na pełny brak kontroli FIA, gdy chodzi o trudne sytuacje na torze. Dodatkowo od początku weekendu wiadomo było o wystąpieniu sporych ulew deszczu w trakcie wyścigu, jednak organizacja kontrolująca Formułę 1 nie przejęła się prognozami, przez co byliśmy świadkami wyścigu, który w praktyce nie może być nazwany wyścigiem. Bez dwóch zdań weekend w Belgii był jednym z najbardziej kontrowersyjnych Grand Prix nie tylko sezonu 2021, a także w całej historii tego sportu.

Grand Prix Abu Zabi 2021 - Yas Marina Circuit

2. Grand Prix Abu Zabi

Na drugim miejscu w naszym rankingu jest rozstrzygający wyścig kampanii 2021. Max Verstappen oraz Lewis Hamilton do ostatniego Grand Prix w kalendarzu startowali z tą samą liczbą punktów (369.5), przez co zawodnik, który uplasowałby się wyżej w rywalizacji, zostałby mistrzem. Holender miał przed sobą trudne zadanie – musiał przełamać serię zwycięstw Hamiltona, który na dodatek miał świeższy i mocniejszy silnik.

Mimo tego wszystko wskazywało na to, że Verstappen nie przestraszył się swojego zadania – w kwalifikacjach zdobył pole position, pokonując Hamiltona aż o 0,3 sekundy. Jednak kierowca Red Bulla nie miał podobnego szczęścia na początku wyścigu – Brytyjczyk popisał się szybszą reakcją po zgaśnięciu czerwonych świateł, dzięki czemu już po pierwszym zakręcie przewodził stawce. Holender, wiedząc, że musi jak najszybciej wyprzedzić Hamiltona, aby kontrolować tempo wyścigu, szukał okazji do odzyskania pozycji jeszcze na pierwszym okrążeniu.

Swoją szansę znalazł na dojeździe do szóstego zakrętu, w którym to Hamilton zostawił lukę po wewnętrznej stronie toru, co wykorzystał Verstappen, przejeżdżając „szóstkę” koło w koło z kierowcą Mercedesa. Jednak ten (pod pretekstem bycia wypchniętym z toru) całkowicie ściął siódmy zakręt, utrzymując swoją lokatę. Sędziowie uznali, że Brytyjczyk nie zrobił nic niezgodnego z zasadami, mimo tego, że nawet nie zaczął się składać do pokonania zakrętu.

Mimo tego Hamilton udowodnił, że miał lepsze tempo w tym wyścigu – na 38. okrążeniu miał aż 17-sekundową przewagę nad drugim Verstappenem. Jednak, w przeciwieństwie do Brytyjczyka, zawodnik Red Bulla zjechał po swój trzeci zestaw opon – tym razem miękkich – dzięki czemu miał przewagę świeższego, a tym samym szybszego ogumienia.

Verstappenowi nie udało się jednak nadrobić wystarczająco dużo czasu – na 51. kółku był wciąż jedenaście sekund za Hamiltonem. Szczęśliwie dla Holendra, dwa okrążenia później, Nicholas Latifi, w trakcie walki o pozycję z Mickiem Schumacherem, wjechał w barierę, wywołując samochód bezpieczeństwa na ostatnie okrążenia zmagań. Verstappen, w przeciwieństwie do kierowcy Mercedesa, wykorzystał neutralizację na zmianę opon, licząc, że zielone flagi zostaną wywieszone jeszcze przed zakończeniem wyścigu.

W czasie, gdy Holender zmieniał opony, został wyprzedzony przez pięciu zdublowanych kierowców, którzy w czasie jazdy za samochodem bezpieczeństwa rozdzielali dwóch pretendentów do tytułu. Tym samym pojawiło się jedno zasadnicze pytanie – czy Michael Masi pozwoli na oddublowanie się kierowców, dzięki czemu Hamilton oraz Verstappen mogliby powalczyć o tytuł na kilku ostatnich okrążeniach. Po krótkim czasie dyrektor wyścigowy wydał oficjalne oświadczenie mówiące, że kierowcy zostaną na swoich pozycjach na torze, tym samym prawie całkowicie uniemożliwiając walkę między Brytyjczykiem i Holendrem. Po przejechaniu kierowców kolejnego okrążenia za samochodem bezpieczeństwa Masi zmienił zdanie, pozwalając oddublować się tylko piątce zawodników, którzy jechali między Verstappenem i Hamiltonem. Walka o tytuł miała się zatem rozstrzygnąć na jednym, ostatnim okrążeniu.

Michael Masi w trakcie całego wyścigu pokazał, że jedyne, na czym mu zależy, to na stworzeniu z Formuły 1 widowiska, w czym miałyby mu pomóc decyzje wywołujące coraz to większą dramaturgię, a co za tym idzie – także i oglądalność oraz większe wpływy finansowe. Jako fani królowej sportów motorowych możemy czuć się pokrzywdzeni, że tak wyrównany sezon został rozwiązany w tak kontrowersyjnych, kuriozalnych warunkach, pozostawiających sporą rysę na wizerunku tak zaawansowanego technicznie i jednego z najniebezpieczniejszych sportów świata.

Grand Prix Arabii Saudyjskiej 2021 - Jeddah Corniche Circuit

1. Grand Prix Arabii Saudyjskiej

Na najwyższym miejscu w naszym rankingu znalazło Grand Prix Arabii Saudyjskiej, które budziło dysonanse na długo przed rozpoczęciem weekendu wyścigowego. Sam wybór miejsca na wyścig był, mówiąc delikatnie, dziwny. Hasła Formuły 1 takie jak „równość”, „sport ponad podziałami”, „sport, który jednoczy”, są sprzeczne z polityką Arabii Saudyjskiej, o czym trudno było zapomnieć, gdy patrzyło się na cały (może niepotrzebny?) przepych Grand Prix.

Na dodatek tor – jego układ oraz budowa. Zacznę od tego drugiego. Budowa całego kompleksu została zakończona dopiero na kilka dni przez samym wydarzeniem. Już samo to rodziło pewne wątpliwości co do bezpieczeństwa kierowców mających się na nim ścigać. Za to układ budzi zarówno podekscytowanie, jak i strach. Średnia prędkość kierowcy na okrążeniu pomiarowym osiągała 252 km/h, przez co tor w Dżuddzie został uznany za drugi najszybszy tor w całym kalendarzu F1, uznając wyższość jedynie obiektu Monza. Jednak, jeśli weźmiemy pod uwagę to, iż Jeddah Circuit jest torem ulicznym, wartości te – zamiast być imponujące – budzą wręcz przerażenie. Zawodnicy, jadąc z prędkością osiągającą 300 km/h, z szeregiem bolidów przed sobą, mają niesamowicie mało czasu na reakcję w przypadku jakiegokolwiek incydentu. Taki wypadek wydarzył się w trakcie rywalizacji, gdy Nikita Mazepin nie zdołał wyhamować, przez co prawie staranował Russella, jadącego przed nim. Patrząc na to wszystko, można dojść do wniosku, że osoba projektująca tor stawiała widowiskowość ponad bezpieczeństwo zawodników.

Kierowcy, którzy najprawdopodobniej mieli podobne wątpliwości, jak fani, wystartowali w tym Grand Prix, które chcę teraz w kilku zdaniach przybliżyć.

Treningi podzielone zostały między Mercedesem i Red Bullem – obie sesje w piątek wygrali kierowcy ekipy z Brackley, a trzecią sesje treningową zdominował Verstappen. Kwalifikacje ostatecznie wygrał Hamilton, z Bottasem na drugim miejscu. Warto zaznaczyć, że Max na swoim ostatnim okrążeniu pomiarowym zaryzykował absolutnie wszystko, zyskując prawie 0,3 sekundy w pierwszych dwóch sektorach i gdyby tylko ukończył okrążenie, zapisałby się w historii Formuły 1 jako autor jednego z najszybszych i najbardziej spektakularnych czasów okrążeń kwalifikacyjnych. Jednak na drodze ku temu stanął niewielki błąd zawodnika, kończący jego zmagania uderzeniem w ścianę, co zmusiło Holendra do startu za zawodnikami Srebrnych Strzał.

Po zgaśnięciu czerwonych świateł w niedzielę sytuacja w stawce niewiele się zmieniła – pierwsza piątka pozostała w tej samej kolejności, a Lando Norris oraz Esteban Ocon odpowiednio awansowali na szóstą i siódmą pozycję. Valtteri Bottas skutecznie blokował Verstappena na wąskim torze, dzięki czemu Hamilton na bardziej zużytych oponach zdołał odjechać stawce na kilka sekund. Jednak na dziesiątym okrążeniu, w 23. zakręcie, Mick Schumacher wjechał w barierkę, wywołując samochód bezpieczeństwa, co wykorzystał Hamilton, zjeżdżając po nowy zestaw twardych opon. W tym samym czasie Bottas specjalnie zwolnił, aby Verstappen nie mógł zjechać po świeży zestaw ogumienia. Tym manewrem rozwścieczył Holendra oraz szefostwo Red Bulla, które pełne pretensji zwracało się do Michaela Masiego o upomnienie Fina.

Max jako jeden z nielicznych został na torze i przewodził stawce przed Hamiltonem, Bottasem i Oconem. Jednak szczęśliwie dla Red Bulla, Masi zadecydował o wywieszeniu czerwonych flag, aby porządkowi mogli naprawić szkody spowodowane wypadkiem Schumachera. Oznaczało to, że Verstappen, zgodnie z zasadami, może zmienić swoje opony bez straty pozycji.

Po kilkunastu minutach kierowcy ustawili się na polach startowych na drugi, ale nie ostatni start tego dnia. Tuż po ponownym zgaśnięciu czerwonych świateł Verstappen zrównał się z Hamiltonem, który w pierwszej szykanie zostawił mu za mało miejsca, przez co Holender ściął drugi zakręt, zyskując pozycję. Manewr Maxa pomógł także Oconowi, który zgodnie z powiedzeniem «gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta», wykorzystał sytuację i wyprzedził Hamiltona, awansując na drugie miejsce. Jednak nie było nam dane zobaczyć pełnego okrążenia, po tym, jak Perez, ściśnięty przez Leclerca, wjechał w ścianę, powodując absolutny chaos na torze, który wywołał kolejną czerwoną flagę.

W czasie przerwy w wyścigu Michael Masi zwrócił się do Red Bulla z propozycją oddania miejsca Hamiltonowi, jednak po przebiegu konwersacji można było zauważyć, że dyrektor wyścigowy nie skonsultował swoich „ofert” ze składem sędziowskim (przykładowo Masi całkowicie zapomniał o Oconie w swoich propozycjach), co tylko dodało absurdu całej sytuacji. Po kilkuminutowych negocjacjach ostatecznie kierowcy na starcie ustawili się w kolejności Ocon-Hamilton-Verstappen, każdy z nich na świeżym zestawie opon.

Po restarcie Verstappen szybko zrównał się z Hamiltonem i Oconem, których wyprzedził doskonałym manewrem w pierwszej szykanie. Holender robił wszystko, aby oddalić się od Brytyjczyka, jednak kilkukrotnie nałożony okres wirtualnej neutralizacji oraz zużyte opony sprawiły, że na 36. okrążeniu Hamilton był już w zasięgu DRS-u Verstappena. Kółko później kierowca Mercedesa spróbował swoich sił na prostej startowej, jednak Holender ściął zakręt, dzięki czemu utrzymał pierwsze miejsce.

Verstappen kilka okrążeń później dostał polecenie przepuszczenia Hamiltona, co chciał zrobić przed strefą detekcji DRS, aby mógł szybko odzyskać swoją pozycję. Dyrekcja wyścigowa nie uprzedziła jednak Brytyjczyka o zamianie miejsc, przez co kierowca Mercedesa wjechał w tył Holendra. Kierowca Red Bulla ostatecznie oddał pozycję okrążenie później i przegrał wyścig z jedenastosekundową stratą do Hamiltona.

Sędziowie przyjrzeli się całej sytuacji i podjęli kuriozalną decyzję o nałożeniu na Verstappena aż 15-sekundowej kary: 5 sekund za nieoddanie pozycji Hamiltonowi, 10 sekund za spowodowanie wypadku. Jednak, jeśliby dokładnie przyjrzeć się całemu incydentowi, można by dojść do wniosku, że całego tego zamieszania można było uniknąć, gdyby tylko dyrektor wyścigu na początku skontaktował się z Mercedesem, a następnie z Red Bullem. W ten sposób Hamilton wiedziałby, że jest przepuszczany, dzięki czemu mógłby bezpiecznie ominąć Verstappena i odzyskać swoją lokatę.

Całe Grand Prix było gwoździem do trumny dla składu sędziowskiego i Michaela Masiego w roli dyrektora wyścigowego. Na każdym etapie wyścigu pojawiały się kontrowersje, które nie miałyby miejsca, gdyby istniała pełna komunikacja na linii sędziowie-dyrektor wyścigowy. Dziwne targowanie się z Red Bullem bez konsultacji z sędziami, brak wystarczającej komunikacji z zespołami to tylko dwie z wielu rzeczy, o które można oskarżyć Masiego po tym wyścigu. Nie mam żadnej wątpliwości, iż Grand Prix Arabii Saudyjskiej jest ostatecznym dowodem wskazującym na to, że Formuła 1 potrzebuje gruntownych zmian, także w wśród decydentów.

Cały sezon był jedyny w swoim rodzaju – wyrównana walka między dwoma kierowcami i zespołami, wiele zwrotów akcji, ale także mnogość niezrozumiałych i sprzecznych decyzji wywołujących swoiste ekscentryczne zjawiska, które zapadną każdemu na długie lata w pamięci. Jednak każdy przyzna, że zarówno Verstappen, jak i Hamilton, w pełni zasłużyli na ten tytuł, a jedyne, czego my – fani – możemy sobie życzyć, to kolejne, tak pasjonujące i pełne prawdziwego ścigania sezony.