24H Le Mans: Godz. 05-06: Toyota utrzymuje prowadzenie w wyścigu

Toyota Gazoo Racing #8 / © Toyota Motorsport GmbH

Po sześciu godzinach wyścigu na torze Le Mans na prowadzeniu znajdowała się załoga Toyoty oznaczonej numerem 8. Drugie miejsce zajmował siostrzany skład z „siódemki”, a prowizoryczne podium zamykał Rebellion #1.

Krótko po upływie czterech godzin rywalizacji na siódmy postój zjechał Brendon Hartley z Toyoty #8. Tym samym na prowadzenie powrócił Kamui Kobayashi z siostrzanego składu oznaczonego numerem 7. Trzecie miejsce utrzymywał za to Rebellion #1.

Ciekawiej było w klasie GTE Pro, gdzie pojedynek o drugie miejsce toczył Daniel Serra (AF Corsce #51) z Harrym Tincknellem (Aston Martin Racing #97). Walka rozgrywała się około 10 sekund za prowadzącym w kategorii Samem Birdem, który siedział za kierownicą Ferrari ekipy AF Corse #71. Do garażu – z powodu uszkodzenia po kolizji – musiał za to zjechał Felipe Fraga z zespołu Team Project 1 #57. Ekipa ta rywalizuje w kategorii GTE Am.

Mniej więcej o godzinie 19 w mechaników pojawił się Kamui Kobayashi z Toyoty #7. Japończyk miał wystarczającą przewagę nad Brendonem Hartleyem, dzięki czemu po powrocie na tor wciąż zajmował pierwsze miejsce. Z kolei w klasie LMP2 znów na prowadzeniu był zespół United Autosports #32. Wszystko za sprawą postoju ekipy Jackie Chana, która była w boksach już po raz ósmy.

W kolejnych minutach mogliśmy pasjonować się walką o prowadzenie w klasie GTE Pro. Davide Rigon z zespołu AF Corse #71 wykorzystał drobny błąd Harry’ego Tincknella prowadzącego Astona Martina oznaczonego numerem 97 i wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Brytyjski kierowca chwilę później stracił również i drugie miejsce, gdyż wyprzedził go Daniel Serra z zespołu AF Corse #51. Tym samym na czele znajdowały się dwa samochody Ferrari 488 GTE.

W międzyczasie błąd popełnił Nobuya Yamanaka z zespołu Eurasia Motorsport #35. Japończyk nie zmieścił się w zakręcie i uderzył w bandę. Konieczne było więc użycie ciężkiego sprzętu, by zabrać uszkodzony samochód. Tym samym na torze pojawiły się w tym miejscu żółte flagi i kierowcy musieli zwolnić. W boksach wciąż pozostawało natomiast Porsche 911 RSR oznaczone numerem 92. Niestety, Kevin Estre musiał po chwili znów zjechać do alei serwisowej – wciąż więc był problem ze wspomaganiem kierownicy.

Żółte flagi sprawiły, że w pewnych miejscach na torze stawka bardzo mocno się zbiła. Prototypu miały wówczas dużo pracy, by wyprzedzić wolniejsze auta kategorii GTE. Musieli też bardzo uważać, bo różnice w tych klasach były niewielkie.

Przez strefy spowolnienia sporo straciła prowadząca w wyścigu Toyota #7. Mająca jeden postój więcej siostrzana załoga z „ósemki” traciła nieco ponad pół minuty, co dawało im możliwość wyjścia na prowadzenie w momencie zjazdu Kobayashiego.

Krótko po upływie 5 godzin do rywalizacji powrócił zespół Porsche GT Team #92. Mechanikom w końcu udało się naprawić samochód, jednak ekipa miała stratę ponad 9 okrążeń do poprzedzającego go Ferrari 488 GTE oznaczonego numerem 63. Chwilę później swoją zmianę zakończył natomiast Kamui Kobayashi. W Toyocie numer 7 siadł wówczas Jose Maria Lopez. Argentyńczyk powrócił na tor na drugim miejscu, ponad 30 sekund za Brendonem Hartleyem z Toyoty #8.

Tuż przed dojazdem do mostu Dunlopa panowanie nad Ferrari 488 GTE stracił Duncan Cameron z zespołu Spirit of Race #55. Uszkodzenia samochodu były dość poważne. W klasie GTE Am emocjonowaliśmy się również walką o prowadzenie pomiędzy dwoma Astonami. Augusto Farfus z zespołu Aston Martin Racing #98 próbował znaleźć miejsce, by wyprzedzić Jonathana Adama z ekipy TF Sport #90. Wszystko to działo się w pięknej scenerii zachodzącego Słońca.

Ok. 19:50 do alei serwisowej zjechał prowadzący w klasyfikacji Brendon Hartley. Dla Nowozelandczyka był to też koniec zmiany, gdyż za kierownicą Toyoty #8 zasiadł Kazuki Nakajima. Podczas wymiany prawego przedniego koła mechanik musiał też podjąć się dodatkowej pracy, gdyż pojawił się problem z kanałami chłodzącymi hamulce. Dla ekipy była to też dziewiąta wizyta w boksach.

Krótko po godzinie 20 nastąpił zachód Słońca, a więc rozpoczęła się nocna część rywalizacji na Circuit de la Sarthe. Wtedy też w alei serwisowej znalazły się czołowe zespoły kategorii GTE Pro. Prowadzenie utrzymał jednak Davide Rigon z Ferrari 488 GTE oznaczonego numerem 71. Około 5 sekund tracił do niego James Calado z zespołu AF Corse #51. Będący na trzecim miejscu Alexander Lynn z ekipy Aston Martin Racing #97 jechał już ponad 15 sekund za liderem klasy.

O 20:15 na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa. Wszystko za sprawą wypadku Alexandra Westa, który bardzo mocno uderzył w bandę w zakrętach Porsche. Neutralizację wykorzystał Jose Maria Lopez, który zjechał do alei serwisowej na dziewiąty postój. Argentyńczyk musiał jednak poczekać z wyjazdem na tor, gdyż na wyjeździe znajdowało się czerwone światło. Gdy już mógł powrócić na tor, zrobił to za plecami Nakajimy z Toyoty #8. W międzyczasie na stanowisku serwisowym pojawił się także Norma Nato z Rebelliona #1. Nie wpłynęło to jednak na kolejność miejsc po sześciu godzinach rywalizacji. Prowadziła więc Toyota #8, przed „siódemką” i Rebellionem #1.

W klasie LMP2 na prowadzeniu po sześciu godzinach rywalizacji znajdował się zespół Jackie Chan DC Racing #37, który wyprzedzał ekipę G-Drive Racing #26 i United Autosports #32. Polski zespół Inter Europol Competition #34 zajmował 21. miejsce w klasyfikacji generalnej i 17. w swojej klasie.

W kategorii GTE Pro prowadzenie utrzymywał Davide Rigon z zespołu AF Corse #71, przed ekipą AF Corse #51 i Aston Martin Racing #97.

W klasie GTE Am na pierwszym miejscu znajdował się Aston Martin Racing #98 przed TF Sport #90 i Iron Lynx #75. Cała trójka mieściła się w mniej niż trzech sekundach.

Image: © Toyota Motorsport GmbH