Ciekawe co u niej? – Ostatnie dziesięć lat Alfy Romeo

Ciekawe co u niej? – Ostatnie dziesięć lat Alfy Romeo

Po latach spotykacie znajomą ze szkoły średniej. Przez ten czas zmieniła się, nie nosi już panieńskiego nazwiska. Ciekawe, co się u niej działo? Podobne pytanie mogą zadać sobie kibice Roberta Kubicy, który po ponad 10 latach wraca do zespołu z Hinwil, Alfy Romeo.

I choć w międzyczasie z nazwy zespołu zniknęło nazwisko założyciela, Petera Saubera, to Polak wraca do swojego matecznika, z którego w 2009 roku odchodził do Renault. Uciekał z tonącego okrętu, jakim był zespół BMW Sauber. "Chcemy walczyć o mistrzostwo z najsilniejszymi ekipami" – zapewniał dzień po prezentacji auta na sezon 2009 Mario Theissen, szef ekipy, cytowany w książce „Niezniszczalny. Niesamowita historia Roberta Kubicy”. Niemiecko-szwajcarski zespół walczył jednak głównie z własnym bolidem, którego konstrukcja, stworzona głównie pod system KERS, odbiegała znacznie od najszybszych w sezonie bolidów Brawn GP i Red Bulla. Już pod koniec lipca koncern BMW, dodatkowo szargany światowym kryzysem, decyduje się opuścić Formułę 1 po 2009 roku. Początkowo informowano, że 80 % udziałów niemieckiego producenta zostanie sprzedane funduszowi inwestycyjnemu Qadbak Investments Ltd., zarejestrowanemu na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Do transakcji jednak nie doszło. Kilka miesięcy później fundusz przestał istnieć, a wszystkie udziały zostały odkupione przez założyciela zespołu – Petera Saubera. Sam nie był w stanie utrzymać wszystkich pracowników, dlatego przed kolejnym sezoniem fabryka w Hinwil straciła ponad 100 osób. Przedtem Szwajcar poszukiwał nowego współwłaściciela, niewiele brakowało, aby sygnowany jego nazwiskiem zespół w ogóle przestał istnieć. Po długich negocjacjach BMW zeszło jednak z ceny, co ucieszyło nie tylko Saubera, ale także władze F1, które liczyły na 14-zespołową stawkę w sezonie 2010.

Start od zera

Tym sposobem w Hinwil powrócono do korzeni… chociaż nie całkiem. Oficjalnie w nazwie na 2010 rok pozostał człon „BMW”, ponieważ w przeciwnym razie szwajcarski zespół nie miałby praw do pieniędzy za sezon 2009. Saubera układano jednak na nowo, dostawcą silników zostało Ferrari. Do kwietnia dyrektorem technicznym pozostawał Willy Rampf, którego zastąpił James Key - obecnie pełniący tę funkcję w McLarenie. Ze swojego stanowiska zrezygnował Mario Theissen, a z ekipą pożegnał się także Nick Heidfeld, który od 2006 roku był podstawowym kierowcą BMW. Symbolem ponownego otwarcia był wolny od sponsorów bolid, przy którym na prezentacji fotografowali się zawodnicy szwajcarskiego zespołu na sezon 2010 – doświadczony Hiszpan, Pedro de la Rosa i utalentowany Japończyk, Kamui Kobayashi. "Na początku musieliśmy walczyć o to, by zespół mógł przetrwać. Dopiero później mogliśmy skupić się na pracach nad nowym samochodem" – mówił na konferencji prasowej Peter Sauber.

Model C29 okazał się niezłą konstrukcją. Co prawda start sezonu nie był najłatwiejszy dla Kobayashiego, przedwcześnie ukończył pierwsze cztery wyścigi sezonu (awarie auta i wypadki), ale już w siódmym zdobył pierwszy punkt. To właśnie Japończyk wywindował się na czołowego kierowcę ekipy, a nie 39-letni wówczas Pedro de la Rosa. "Kamui jechał wybitnie!" – zachwycał się dyrektor techniczny Key, po udanym dla reprezentanta Kraju Kwitnącej Wiśni wyścigu o GP Europy. W nim zajął siódme miejsce, ale już dwa tygodnie później na brytyjskim Silverstone pojechał po szóstą lokatę – najlepszą dla Saubera w 2010 roku. Gorzej radził sobie De la Rosa, punktujący tylko raz – na Hungaroringu. Decyzją władz zespołu, urodzonego w Barcelonie kierowcę zastąpił od Grand Prix Singapuru Nick Heidfeld. Krótko zatem trwał rozbrat Niemca ze szwajcarską ekipą. Były garażowy sąsiad Kubicy zdążył przez te kilka miesięcy pracować w roli rezerwowego kierowcy Mercedesa oraz wspólnie z Pirelli pracować nad oponami przygotowywanymi na sezon 2011. Krótki rozbrat, jeszcze krótsza przygoda. Po sezonie Heidfeld ponownie pożegnał się z Peterem Sauberem. Tym razem ostatecznie.

Szwajcarzy w sombrero

Agresywny i efektowny styl jazdy Japończyka Kobayashiego imponował szefom zespołu, co zaowocowało przedłużeniem z nim kontraktu. O jego zatrudnieniu decydował wyłącznie talent, ponieważ Kamui nie pociągał za sobą pieniędzy partnerów. Ci przypłynęli do Petera Saubera z drugiej strony Oceanu Spokojnego. Sponsorem szwajcarskiego zespołu została firma Telmex, której właścicielem jest jeden z najbogatszych ludzi na świecie - Carlos Slim. Nie była to jednak transakcja wyłącznie biznesowa, ponieważ na podstawowego kierowcę stajni zatrudniono Meksykanina Sergio Pereza, ówczesnego wicemistrza serii GP2 (dzisiaj Formuły 2). Choć Slim nie został jednym ze współwłaścicieli Saubera, to zawarta umowa pozwalała mu przez kilka lat być decyzyjną postacią w szwajcarskim zespole. Gdy rok później Checo, jak nazywają Pereza Meksykanie, przeszedł do McLarena, fotel wyścigowy przejął po nim rodak - Esteban Gutierrez, który utrzymał go do 2014 roku.

Zatrzymajmy jednak wehikuł czasu na roku 2012. To najlepszy sezon Saubera ostatnich 10 lat, a spory wkład w ten sukces miała dobra współpraca dyrektora technicznego Jamesa Key’a, głównego projektanta Matta Morrisa i szefa aerodynamiki Willema Toeta. Na pierwsze podium nie trzeba było długo czekać, bo już w drugim wyścigu, w Malezji, Sergio Perez zajął drugie miejsce. Do tego dołożył jeszcze najniższy stopień pudła w Kanadzie i kolejną drugą pozycję - na Monzy. Również Kobayashi stanął na podium i to przed własną publicznością, na legendarnym torze Suzuka, po znakomitej, agresywnej jeździe i charakterystycznych manewrach wyprzedzania na hamowaniu do zakrętu numer 11 (nawrotu). "Rzeczywiście w większości obszarów Sauber nie wydaje się niczym niezwykłym, ale to zaprzecza bogactwu drobnych szczegółów wokół samochodu" – rozpoczął analizę bolidu szwajcarskiego zespołu z 2012 roku Craig Scarborough, obecnie jeden z najważniejszych analityków w dziennikarskim świecie F1. Drobną nie można określić zmiany na stanowisku szefa ekipy. Jeszcze przed zakończeniem świetnego sezonu, Peter Sauber powierzył tę rolę Monishy Kaltenborn, która przedtem piastowała funkcję dyrektora zarządzającego i posiadała jedną trzecią udziałów zespołu. W temacie pieniędzy warto wspomnieć o Kobayashim. Z Japończykiem nie przedłużono umowy, choć ten uzbierał nawet 8 milionów euro od sponsorów i fanów, aby pozostać w Formule 1. Wróci jeszcze w 2014, ale do zespołu Caterham.

Ach ta hybryda

Dobra forma Nico Hulkenberga uratowała sezon 2013 dla szwajcarskiego zespołu. Jego partner z ekipy, Esteban Gutierrez, punktował tylko raz, w Japonii. "Przejście do Saubera nie było najlepszym w mojej karierze" – powiedział w wywiadzie udzielonym portalowi GPToday.net Niemiec. Po roku odszedł, a Sauber rozpoczął erę silników hybrydowych V6 z problemami finansowymi. Sezon 2014 zakończył bez punktów, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii. "Nie byliśmy w stanie zdobyć punktu" – powiedziała po ostatnim wyścigu, w Abu Zabi szefowa zespołu Monisha Kaltenborn nieświadoma kuriozalnej sytuacji, w jakiej znalazł się zespół z siedzibą w Hinwil przed samym początkiem sezonu 2015. Pod koniec 2014 roku Sauber podpisał kontrakt z holenderskim kierowcą Giedo van der Garde. Ostatecznie jednak zawodnikami ekipy na 2015 rok byli Szwed Marcus Ericsson i Brazylijczyk Felipe Nasr. Holender dochodził swoich praw w wymiarze sprawiedliwości i jeszcze w marcu Sąd Najwyższy Stanu Wiktoria przyznał rację kierowcy, a zatem formalnie Szwajcarzy rozpoczynali sezon z trzema podstawowymi kierowcami. Powodem zamieszania były potrzebne ekipie pieniądze. Te zapewnili sponsorzy Nasra (w niebiesko-żółte kolory loga brazylijskiego banku pomalowany był bolid Saubera) i Erikssona. Wielokrotnie w trakcie sezonu szefowa Saubera apelowała o obcinanie kosztów prowadzenia zespołu w Formule 1.

Nowi właściciele

W połowie 2016 roku szwajcarski zespół znalazł się na skraju bankructwa. Podjęto decyzję o sprzedaży udziałów, a Peter Sauber przeszedł na emeryturę. Te wykupił szwajcarski fundusz inwestycyjny Longbow Finance, który jest powiązany z Markusem Ericssonem. Do czerwca 2017 roku szefową ekipy pozostała Kaltenborn, ale konflikt Austriaczki z nowymi właścicielami spowodował, że była ona zmuszona po 17 latach opuścić Saubera. Nieoficjalnie nie zgadzała się na faworyzowanie Ericssona. Obok życia biznesowego toczyło się też to sportowe. W 2016 roku szwajcarska ekipa zdobyła dwa punkty i była przedostatnia w tabeli konstruktorów, a rok później z pięcioma oczkami uplasowała się na ostatnim miejscu. Następcą Kaltenborn został sympatyczny Francuz Frederic Vasseur, który w 2016 roku przestał pełnić funkcję szefa zespołu Renault.

W listopadzie 2017 roku ogłoszono, że po 30 latach przerwy razem z Sauberem do Formuły 1 wraca Alfa Romeo. Legendarna włoska marka jest ściśle związana z początkami królowej sportów motorowych. To właśnie w samochodzie z namalowaną trójlistną koniczyną Nino Farina został pierwszym mistrzem świata Formuły 1. Powrót Alfy marzył się zmarłemu w 2018 roku Sergio Marchionne, ówczesnemu szefowi Ferrari "Była częścią historii tego sportu, znów dołączy do wielkich firm, które biorą udział w wyścigach" – mówił. Umowa zawiera w sobie zapisy o wielopłaszczyznowej współpracy, m.in. w skład zespołu w 2018 roku wszedł junior Ferrari, Charles Leclerc, mistrz Formuły 2. Dzięki związkom z Alfą, Sauberowi udało się wyjść z finansowego kryzysu, a w sezonie 2018 w większości wyścigów plasować co najmniej jeden z bolidów w czołowej dziesiątce. Rok później Alfa Romeo powiększyła pakiet sponsorski, a z nazwy zespołu zniknął człon „Sauber”. W zakończonym w grudniu sezonie Kimi Raikkonnen i Antonio Giovinazzi - który podobnie jak awansowany do Ferrari Leclerc, jest juniorem stajni spod znaku czarnego konia - ścigali się pod szyldem Alfa Romeo Racing. "Nasz zespół dokonał wielkiego postępu technicznego i komercyjnego" – powiedział Frederic Vasseur, który podkreśla, że celem jest dalszy rozwój.

Od sezonu 2020 zespół będzie nosił nazwę Alfa Romeo Racing Orlen, a Robert Kubica jako kierowca rezerwowy, wraca do zespołu z siedzibą w Hinwil.