Czy zmiany na sezon 2021 są konieczne?

Czy zmiany na sezon 2021 są konieczne?

Ileż to razy słyszeliśmy, że Formuła 1 potrzebuje gruntownej rewolucji, aby widowisko stało się bardziej emocjonujące? Czy jednak jest to dobra droga do „uzdrowienia” sportu, który patrząc na trzy ostatnie wyścigi ma się naprawdę dobrze?

Tak naprawdę od zawsze w Formule 1 był problem z wyprzedzaniem i zaciętą walką na torze. W zależności od epoki przyczyny takiego stanu rzeczy były różne. Do czasów Ayrtona Senny, czyli lat 80-tych kierowcy byli świadomi ceny, jaką mogą przypłacić za najmniejszy błąd, więc z reguły nie podejmowali nadmiernego ryzyka, ponieważ w przeciwnym razie mogło to skończyć się tragicznie.

Brazylijczyk nie brał jeńców rywalizując na torze i naturalnie spotkało się to z gigantyczną krytyką, ale wówczas Formuła 1 stała się zdecydowanie bezpieczniejsza. To sprawiło, że można było podjąć znacznie większe ryzyko. W związku z ograniczoną aerodynamiką aut z tamtej epoki, nie brakowało wyścigów, które zapisały się na kartach historii. Niewątpliwie zaliczyć do nich należy GP Węgier 1989, podczas którego Nigel Manesell startując z dwunastej pozycji koncertowo wyprzedzał kolejnych rywali aż wreszcie dogonił Ayrtona Sennę. Korzystając z chwilowej nieuwagi Brazylijczyka, który dublował wolniej jadącego kierowcę, uporał się również i z nim, zapewniając sobie zwycięstwo.

Wyścig ten miał miejsce na wąskiej pętli Hungaroringu, która dziś oczywiście jest zmodernizowana względem tamtych czasów. Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie do wyprzedzania na tym obiekcie może dojść naprawdę tylko dzięki sprzyjającym okolicznościom.

Nie trzeba być specjalistą z dziedziny fizyki, aby określić przyczynę tego problemu. Auta o tak rozbudowanych, wymyślnych częściach aerodynamicznych są projektowane z myślą o jeździe w niezakłóconej strudze powietrza, a gdy dochodzi do najmniejszych nieprawidłowości, nie działają one tak jak powinny. Do takiej sytuacji dochodzi, gdy kierowca podąża tuż za innym rywalem. Wówczas samochód nie jest w stanie tak szybko pokonywać zakrętów i w efekcie, kiedy różnica w tempie nie jest tak duża, o wyprzedzaniu można zapomnieć.

Tyle teorii, z którą od lat zmagają się tęgie głowy padoku Formuły 1. Życie pokazało, że praktyka jest zupełnie inna. Od sezonu 2009 maszyny były ogołacane z części aerodynamicznych i faktycznie rok 2014 pokazał, że wyprzedzanie stało się łatwiejsze. Dziś można zastanawiać się, czy takiego stanu rzeczy przynajmniej trochę nie spowodowały nowe hybrydowe jednostki napędowe V6 turbo, które wówczas nie zawsze płynnie oddawały moc…

Prawda jest jednak taka, że F1 z lat 2014-2016 zupełnie nie przypadła nam, jako fanom tego sportu do gustu. Co z tego, że mamy mnóstwo manewrów wyprzedzania, jeśli tak naprawdę nie mają one większego znaczenia dla losów wyścigu? To nie dodaje emocji.

W związku z tym uważam za błędne rozumowanie, zgodnie z którym w Formule 1 trzeba byłoby na siłę forsować kolejne, duże zmiany w przepisach technicznych. Kompletnie nie o to chodzi, ponieważ w ten sposób różnice między zespołami prawdopodobnie się pogłębią i otworzą się drzwi do kolejnej dominacji jednej ekipy.

Potrzebna jest stabilność, aby wszyscy osiągnęli mniej więcej ten sam poziom. Jednak w obecnych realiach jest to jedynie utopia. Czy Williams lub Force India kiedykolwiek dogonią Ferrari, Mercedesa i Red Bulla, które dysponują kilkukrotnie większym budżetem? Może być o to trudno.

Pierwszą rzeczą, którą trzeba zmienić w Formule 1 jest sposób podziału pieniędzy przekazywanych zespołom przez FOM każdego roku. Dziś jest on zupełnie niesprawiedliwy i dostatecznie dużo na ten temat zostało już przekazane.

Liberty stawiało sobie poprawienie tego jako jedno z najważniejszych zadań, lecz po ogólnym zarysie zmian na sezon 2021, które otrzymaliśmy, można przypuszczać, że jest to bardziej ewolucja niż rewolucja. Owszem system ma być bardziej sprawiedliwy, bazować na wynikach, ale nadal część zespołów będzie otrzymywała około 40 milionów gratyfikacji za wieloletnią obecność w mistrzostwach.

Jest to do zaakceptowania tylko i wyłącznie w takim przypadku, gdy taka kwota miałaby w całości być przeznaczona na cele marketingowe, zbliżenie się do fanów. Niewątpliwie każdy chciałby móc sobie pozwolić na kupno i założenie koszulki Ferrari. Czemu by nie zrobić akcji umożliwiających rozdanie kibicom obecnym na torze przynajmniej niektórych gadżetów za darmo? Znowu, niestety pozostaje to raczej utopią.

Za nami trzy wyścigi sezonu 2018. Auta produkują gigantyczny docisk aerodynamiczny, którego od lat w Formule 1 nie było. Manewrów wyprzedzania jest trochę mniej, a pomimo tego nadal wszyscy są pod wrażeniem rywalizacji. Czemu? Bo nareszcie mamy element nieprzewidywalności. To miał być kolejny sezon Mercedesa, a tymczasem ani Valtteri Bottas ani Lewis Hamilton jeszcze nie stali na najwyższym stopniu podium. O zwycięstwa walczą na stałe dwie ekipy – Ferrari i Mercedes, a przy sprzyjających okolicznościach w zanadrzu jeszcze zostaje Red Bull.

Nie mieliśmy żadnych znaczących zmian, po prostu przepisy są stabilne, a zespoły zaczynają zbliżać się do siebie. W środku stawki o ostatecznych wynikach decydują najmniejsze detale. To właśnie nas ekscytuje.

Można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli w trakcie kolejnych trzech lat w Formule 1 będziemy mieli tylko kosmetyczne zmiany, to w czołówce znajdzie się również ekipa fabryczna Renault oraz kto wie, może jeszcze McLaren…

Tymczasem Liberty proponuje kolejne znaczące zmiany w kontekście budowy aut. Znamy tylko ogólny zarys, ale pod tym, że nowe samochody muszą umożliwiać lepsze ściganie oraz zapewnić lepsze warunki do wyprzedzania, kryje się kolejna rewolucja. Czy po raz pierwszy w najnowszej historii okaże się ona sukcesem i dominacja w Formule 1 stanie się przeżytkiem? Szczerze mówiąc wątpię, bo najbogatsze ekipy tuż po oficjalnym ogłoszeniu przepisów, zaczną swoje prace nad maszyną na sezon 2021, a pozostałe nie będą miały na to wystarczających zasobów i skończy się jak zwykle. Trzeba być jednak dobrej myśli, bo może tym razem czeka nas miła niespodzianka.