Dixon: Treningi przed wyścigiem nie pokazały prawdziwego tempa zawodników

Scott Dixon - Chip Ganassi Racing / © IndyCar

Podczas zeszłotygodniowych sesji treningowych przed 105. edycją wyścigu Indy 500 mieliśmy okazję przyglądać się bolidom z najnowszymi pakietami aerodynamicznymi wprowadzonymi po niedawnych zmianach. Co więcej, praktycznie za każdym razem (pomijając trzecią i piątą sesję) zwycięzcą poszczególnych treningów był inny zawodnik.

Zdaniem zwycięzcy legendarnego wyścigu na torze Indianapolis Motor Speedway z 2008 roku, Scotta Dixona, sytuacja ta w doskonały sposób pokazuje, jak wyrównana jest cała stawka.

„Jest jasne, że nie można jednoznacznie wskazać lidera. Zawodnik prowadzący w trakcie wyścigu będzie się wielokrotnie zmieniał. Na pewno zobaczymy dużo manewrów wyprzedzania” - powiedział Scott Dixon.

„Podczas długich przejazdów na treningach można było zobaczyć, jak wiele błędów popełniali kierowcy. Wynikało to głównie ze zużycia opon, które z każdym kolejnym okrążeniem były coraz wolniejsze, a samochód stawał się trudniejszy w prowadzeniu.”

„Rzecz w tym, że jeśli podczas sesji treningowej ktoś ma problem z bolidem, często zjeżdża do boksów po nowy komplet ogumienia. W trakcie wyścigu nie możemy jednak pozwolić sobie na zjazd w dowolnym momencie. Obowiązuje nas ścisła strategia, a to sprawia, że musimy jechać rozważnie i dbać o stan opon, by jak najdłużej zachować optymalną przyczepność” – podkreślił.

Dixon zwrócił także uwagę na różnice w zużyciu paliwa, wynikające z aktualnie zajmowanej pozycji w wyścigu.

„Odpowiednie zarządzanie strategią to również pilnowanie spalania. Jeśli jedziesz na czele zbyt długo, zużycie jest bardzo duże, ponieważ cały czas rozbijasz powietrze przed sobą. Tymczasem rywale za twoimi plecami, mimo że utrzymują takie samo tempo, mają znacznie niższe zużycie. Może to mieć kluczowe znaczenie na ostatnich okrążeniach.”

Podczas rywalizacji w zeszłorocznej edycji Indy 500, Scott Dixon kilkukrotnie zamieniał się miejscem na czele stawki z Alexandrem Rossim, co miało wpływ na zużycie paliwa podczas rywalizacji.

„W zeszłym roku jazda za innym samochodem działała na naszą korzyść. Jadąc za Rossim, widzieliśmy wyraźny spadek spalania. Po kilku okrążeniach przechodził on jednak w tryb mniejszego zużycia, przez co jego tempo spadało, a my mogliśmy go wyprzedzić” – tłumaczył Dixon.

„Tak więc wyścig podzielony jest na kilka etapów. Na początku starasz się zdobyć prowadzenie, później walczysz o jak najlepsze spalanie, aby w końcówce rywalizacji znowu wystrzelić do przodu.”

Zapytany o to, jak wiele szczegółów związanych ze strategią podczas wyścigu zespół ustala przed jego rozpoczęciem, a jakie decyzje podejmuje w trakcie, Dixon wyjaśnił, że wszystko zależy od okoliczności.

„Najważniejsza jest ciągła komunikacja z zespołem. Każdy wyścig to co najmniej kilka scenariuszy do wypróbowania. Od aktualnej sytuacji na torze i zachowania innych zawodników zależy, który z nich okaże się zwycięski.”

Dixon do tegorocznego wyścigu na torze Indianapolis Motor Speedway wystartuje z pierwszej pozycji. Jego koledzy z ekipy Chip Ganassi Racing – Tony Kanaan, Alex Palou i Marcus Ericsson zajmą na polach kolejno piąte, szóste i dziewiąte miejsce. 40-letni zawodnik z Nowej Zelandii przyznał, że cała czwórka będzie ze sobą ściśle współpracować w ramach strategii wyścigowej, aby zdobyć jak najlepszy wynik dla zespołu.

„Nasze samochody są naprawdę szybkie. Patrząc na wyniki treningów, zawsze byliśmy na czele, niezależnie od warunków pogodowych. Oczywiście jest kilku bardzo szybkich zawodników z konkurencyjnych ekip jak np. Pato O’Ward z Arrow McLaren SP. Jednak bardzo ważna jest praca zespołowa, a my świetnie się dogadujemy” – podkreślił zwycięzca kwalifikacji.

„Pamiętajmy, że podczas rywalizacji wszystko może się zdarzyć. Jest tak wiele czynników, które będą miały wpływ na dobry wynik. Zwycięży kierowca, który popełni najmniej błędów i wybierze odpowiednią strategię” – podsumował.

Image: © IndyCar