Esportowocy pomogą Formule 1

Pat Symonds opowiedział na motorsportowych pokazach Autosportu o wirtualnym testowaniu nowych rozwiązań w F1. "Używaliśmy do symulacji sztucznej inteligencji, ale nie możemy stworzyć czynnika ludzkiego" – przyznał szef techniczny F1 i dodaje, że w 2020 roku sprawdzającymi będą kierowcy startujący w serii F1 Esports.

Liberty Media szybko po przejęciu Formuły 1 z rąk Berniego Ecclestone’a dostrzegło potencjał, tłumiony w komputerowej grze sygnowanej oficjalnym znakiem F1. Choć firma Codemasters od ponad dziesięciu lat produkuje serię gier traktującą o królowej sportów motorowych, to dopiero w 2017 roku kibice doczekali się oficjalnych mistrzostw esportowych. Te od razu osiągnęły sukces. Sześćdziesiąt tysięcy graczy walczyło o wygranie F1 Esports Series, a zorganizowany w Abu Zabi finał dla dwudziestu najlepszych kierowców, obserwowało w Internecie ponad 6 milionów widzów. "Dokonaliśmy dobrego wyboru, decydując się na rozpoczęcie nowej przygody w Formule 1" – powiedział wówczas Frank Arthofer, dyrektor cyfrowych i nowych biznesów F1.

Czynnik ludzki

Ta przygoda ma za sobą już trzeci sezon i właśnie doszła do przełomowego momentu. Pat Symonds, szef techniczny Formuły 1, już rok temu na łamach "F1 Racing" zachwycał się wirtualnymi wyścigami: "uważam, że wiele możemy się nauczyć dzięki e-sportowi, a od pewnego czasu twierdzę, że powinniśmy korzystać z tego świata jak z wirtualnego środowiska testowego" – pisał Brytyjczyk. Teraz Symonds spełnia swoje słowa i ma nadzieję, że do końca roku esportowcy pomogą przy testowaniu nowych rozwiązań w F1.

Szef techniczny królowej sportów motorowych wspomniał m.in. o nowym sposobie ustawienia kierowców na starcie. W historii Formuły 1 zdarzało się, że zawodnicy ruszali ustawieni po dwóch, albo nawet i czterech w jednym rzędzie. Nie jest to rzecz łatwa do symulacji i zaprogramowania, dlatego potrzebni są kierowcy wirtualni, którzy zapewnią czynnik ludzki.

"Nie ma potrzeby, aby chłopaki przejeżdżali dystans całego wyścigu. Wystarczą pierwsze 3 okrążenia" – zapewnił Symonds, jednocześnie zastanawiając się, czy początkowe kółka będą bardziej emocjonujące w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Nikomu nie zależy na wykluczeniu się połowy stawki zaraz po starcie. W zeszłym roku użyto sztucznej inteligencji do symulacji wyścigów sprinterskich z odwróconą kolejnością na starcie. Te zawetowały jednak zespoły.

Wirtualna współpraca

Pomocna w całym przedsięwzięciu jest firma Codemasters. Producent ostatnich kilkunastu gier traktujących o F1 wspiera Liberty Media i władze serii w wirtualnym testowaniu nowych rozwiązań. Dzięki sztucznej inteligencji możliwa jest organizacja setek wyścigów i wprowadzania do rozgrywki zmiennych warunków oraz odmiennej charakterystyki toru.

"Wszystkim, co musimy zrobić, jest dodanie analizy statystycznej itp. Wierzę, że w tym roku będziemy w stanie robić tego typu rzeczy" – powiedział Symonds.

Dla zawodników F1 Esports to kolejny krok w drodze do ścigania się po prawdziwych torach. Dotychczas do samochodu wyścigowego zaproszono tylko dwukrotnego zwycięzcę wirtualnej serii, Brendona Leigh. Brytyjczyk brał udział w zawodach Race of Champions 2018 oraz wyścigach Formuły Ford. Przed tą pierwszą imprezą Leigh nie miał wcześniej okazji prowadzić auta drogowego. Mistrzem F1 Esports w sezonie 2019 został Włoch David Tonizza. Rywalizację śledziło na oficjalnych kanałach F1 ponad 27 milionów osób, a informacje związane z serią zostały wyświetlone 169 milionów razy w mediach społecznościowych.