Grand Prix Turcji pod dużym znakiem zapytania

GP Turcji 2020 / © Aston Martin F1 Team

Umieszczenie Turcji na czerwonej liście, przygotowanej przez rząd Wielkiej Brytanii, może uniemożliwić rozegranie wyścigu na torze Istanbul Park.

Pod koniec kwietnia władze Formuły 1 poinformowały w oficjalnym komunikacie, że z powodu obostrzeń epidemiologicznych tegoroczne Grand Prix Kanady nie dojdzie do skutku. GP Turcji okazało się naturalną alternatywą dla tego wydarzenia, uwzględniając zwłaszcza położenie geograficzne, ponieważ poprzedzająca runda odbędzie się w stolicy Azerbejdżanu.

Problemem dla lokalnych organizatorów i promotorów jest jednak piątkowa decyzja władz w Londynie. Na jej mocy Turcja została wpisana na czerwoną listę, co oznacza, że obywatele brytyjscy powracający z tej części świata zobowiązani są do odbycia obowiązkowej, 10-dniowej kwarantanny.

„Kraje umieszczone na czerwonej liście nie powinny być odwiedzane. Wyjątek stanowią jedynie ekstremalne sytuacje” – powiedział sekretarz transportu, Grant Shapps.

Kluczową kwestią jest w tym przypadku lokalizacja siedzib większości zespołów. Siedem na dziesięć ekip posiada bowiem swoje fabryki na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii.

„Jesteśmy świadomi oświadczenia rządu brytyjskiego dotyczącego ograniczeń w podróżowaniu do Turcji. Obecnie oceniamy sytuację i w ciągu najbliższych dni przedstawimy więcej szczegółów” – czytamy w komunikacie F1.

Pod wątpliwość poddawana jest również organizacja wyścigów w Brazylii i Meksyku, gdzie obecnie występuje wysoki wskaźnik zakażeń. Natomiast w przypadku zawodów w Japonii, Australii i Singapurze mankamentem mogą okazać się lokalne restrykcje.

Image: © Aston Martin F1 Team