Hamilton i Verstappen obwiniają się wzajemnie za wypadek na Monzy

Lewis Hamilton i Max Verstappen / © Mercedes AMG Petronas F1 Team / LAT Images

Lewis Hamilton i Max Verstappen po Grand Prix Włoch zrzucali na siebie winę za kolizję, która przedwcześnie zakończyła ich rywalizację na torze Monza. Kierowcy komentowali także incydent z pierwszego okrążenia.

Do kolizji pomiędzy faworytami do mistrzowskiego tytułu doszło na dwudziestym szóstym okrążeniu w pierwszej szykanie. Wyjeżdżający z alei serwisowej Hamilton bronił się przed nadjeżdżającym Verstappenem. Bolid Holendra finalnie podbiło na krawężnikach w zakręcie numer dwa, co doprowadziło do kolizji obu aut. Kierowcy Mercedesa i Red Bulla oskarżali się wzajemnie za ten incydent.

„Wyjechałem, widziałem Lando, który mnie minął, nadjeżdżał Max, więc upewniłem się, że zostawiłem mu miejsce po zewnętrznej” - przyznał Lewis Hamilton.

„Wszedłem w pierwszy zakręt i byłem przed nim, tak samo, kiedy wchodziłem w drugi zakręt, a potem nagle znalazł się na mnie.”

„Mam trochę sztywną i obolałą szyję, po tym, jak wylądował na mojej głowie, ale nic mi nie będzie” - wyjaśnił 36-latek.

Siedmiokrotny mistrz świata odniósł się też do incydentu między nim a Holendrem w szykanie Roggia (zakręty numer 4 i 5) na pierwszym okrążeniu. Kierowca ekipy z Brackley porównał do siebie obie sytuacje i starał się pokazać, że Verstappen powinien był trochę odpuścić w feralnym wirażu.

„To była dokładnie taka sama sytuacja, jak w czwartym zakręcie, w którym wyszedłem na zewnętrzną, byłem dokładnie w tej samej pozycji, ale ustąpiłem. Takie są wyścigi. On po prostu nie chciał dzisiaj odpuścić” – stwierdził.

„W drugim zakręcie wiedział, co się wydarzy. Wiedział, że przejedzie przez krawężnik, a i tak to zrobił” – dodał Brytyjczyk.

Max Verstappen był innego zdania niż jego rywal. Według 23-latka nie można porównywać tych dwóch incydentów.

„Nie sądzę, że można oceniać je dokładnie tak samo. W tej drugiej sytuacji mocno mnie przyciskał, podczas gdy ja naprawdę byłem tuż obok niego” - wyjaśnił Verstappen.

„Do tego, by pokonać zakręt, potrzebna jest wspólna praca dwóch kierowców, którzy walczą o pozycję. Niestety doszło między nami do kontaktu” – kontynuował Holender.

Kierowca Red Bulla spodziewał się też porównań do wypadku na Silverstone w lipcu, po którym trafił do szpitala na badania kontrolne. Zapewnił jednak, że między nim a Hamiltonem nie ma żadnych negatywnych emocji czy wrogiego nastawienia.

„Oczywiście ludzie zaczynają automatycznie mówić o Silverstone. Takie rzeczy się zdarzają, oczywiście nie było wtedy przyjemnie. Myślę, że wszyscy jesteśmy na tyle profesjonalni, by po prostu się tym nie zajmować i dalej ścigać się ze sobą.”

Verstappen uważa jednak, że to kierowca Mercedesa sprokurował kolizję, która zmusiła obu zawodników do wycofania się z dalszej jazdy.

„Nie spodziewałem się, że będzie aż tak mnie przyciskał. Bo nawet nie musiał. Gdyby zostawił mi tylko szerokość bolidu, wyjechalibyśmy z drugiego zakrętu i myślę, że prawdopodobnie i tak nadal byłby z przodu.”

„Jednak on zostawiał mi coraz mniej miejsca i w pewnym momencie nie miałem już wyjścia – wepchnął mnie na krawężniki, po czym doszło do kontaktu między naszymi tylnymi oponami” - podsumował kierowca Red Bulla.

Verstappen finalnie został uznany za winnym kolizji z Lewisem Hamiltonem i do Grand Prix Rosji będzie cofnięty na polach startowych - Verstappen ukarany za kolizję z Hamiltonem.

Image: © Mercedes AMG Petronas F1 Team / LAT Images