Jack Miller najszybszy w treningach GP Europy. Pechowy piątek Mavericka Vinalesa

Jack Miller - Pramac Racing / © Pramac Racing MotoGP

Piątkowe treningi na torze w Walencji odbywały się w trudnych warunkach pogodowych. W obu jednak najszybszy okazał się Jack Miller, który już niejednokrotnie w takich czuł się świetnie. Weekend pechowo rozpoczął się natomiast dla Mavericka Vinalesa, który wciąż liczy się w walce o mistrzowskich tytuł.

Mokry trening GP Europy dla Jacka Millera

Zgodnie z prognozami pogody pierwszy trening na torze im. Ricardo Tormo odbywał się na mokrej nawierzchni. Wielu zawodników zbytnio więc nie ryzykowało. Łatwiej bowiem o upadek i jakąś kontuzję, a na jej wyleczenie nie ma już czasu.

Niemniej w takich warunkach najlepiej poradził sobie Jack Miller (1:42,063). Australijczyk na mokrej nawierzchni czuje się jak ryba w wodzie i z prawie półsekundową przewagę zajął pierwsze miejsce w porannej sesji treningowej. Drugi był jeden z pretendentów do mistrzowskiego tytułu Franco Morbidelli, a czołową trójkę dość niespodziewanie zamknął Stefan Bradl, który zastępuję w tym roku kontuzjowanego Marca Marqueza.

W czołowej dziesiątce, która zmieściła się w jednej sekundzie, znaleźli się jeszcze: Johann Zarco, Alex Marquez, Danilo Petrucci, Pol Espargaro, Miguel Oliveira, Andrea Dovizioso i Maverick Vinales.

Na mokrej nawierzchni po raz kolejny nie potrafili odnaleźć się Joan Mir i Fabio Quartarar. Dwaj czołowi zawodnicy klasyfikacji generalnej znaleźli się poza czołową piętnastką i zanotowali pokaźną stratę. Hiszpan był siedemnasty (+1,665), natomiast Francuz ostatni, dwudziesty pierwszy (+2,728). Był więc wolniejszy od Garettta Gerloffa (szesnaste miejsce), który w piątkowych sesjach zastępował Valentino Rossiego, jak i Lorenzo Savadoriego (dwudziesty), który dokończy sezon w Aprilii w miejsce Andrei Iannone.

W pierwszym treningu, w zakręcie numer 2, przewrócił się Francesco Bagnaia. Włoch nie doznał jednak żadnej kontuzji.

Jack Miller najszybszy również na przesychającym torze

Już w końcówce drugiego treningu kategorii Moto3 zaczęła pojawiać się sucha linia przejazdu. Mimo to pierwsze minuty popołudniowej sesji były dość zdradliwe i trzeba było uważać. Nie przeszkadzało to jednak zawodnikom, by notować lepsze rezultaty niż w pierwszym treningu. Musieli bowiem to wykorzystać, gdyż trzecia sesja może także odbyć się na mokrym torze i nie będzie już możliwości poprawy wyników w kontekście sesji kwalifikacyjnej. Nic więc dziwnego, że z minuty na minutę zawodnicy notowali coraz lepsze rezultaty. Warunki się poprawiały i można było to wykorzystać.

Najciekawiej było w ostatnich momentach treningu, kiedy to wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Na pierwszym miejscu sesję zakończył jednak ponownie Jack Miller, który już na w pełni suchej nawierzchni odnotował czas 1:32,528. Nie było to żadnym zaskoczenie, gdyż Australijczyk lubi ryzykować i w takich warunkach świetnie się odnajduje. Niespodzianką była natomiast druga pozycja. Na niej znalazł się Aleix Espargaro, który do zawodnika Ducati stracił 0,092 sekundy. Czołową trójkę uzupełnił Franco Morbidelli (+0,276). Włoch najlepiej więc rozpoczął weekend w Walencji spośród zawodników czołówki klasyfikacji generalnej.

Na czwartym miejscu uplasował się najszybszy zawodnik Hondy, Takaaki Nakagami (+0,338), na piątym najlepszy KTM Pola Espargaro (+0,424), a na szóstym najszybsze Suzuki – Alex Rins (+0,629). Tym samym w czołowej szóstce znaleźli się wszyscy producenci.

W drugim treningu GP Europy lepiej wypadli dwaj czołowi zawodnicy klasyfikacji generalnej, jednak dziewiąte miejsce Fabio Quartararo i dziesiąte Joana Mira jest z pewnością poniżej ich oczekiwań. Niemniej, jeśli tylko nawierzchnia w trakcie trzeciego treningu będzie mokra, to mogą być pewni udziału w drugim segmencie sesji kwalifikacyjnej.

Poza wspomnianą ósemką, w czołowej dziesiątce znaleźli się jeszcze Brad Binder, który był siódmy oraz Andrea Dovizioso plasujący się na ósmej pozycji.

W drugim treningu wywrotkę w ostatnim zakręcie zaliczył Danilo Petrucci. Włochowi nic się nie stało, ale kamery uchwyciły jego szalony bieg do alei serwisowej. W pamięci kibiców od razu przypomniały się pamiętne kwalifikacje do GP Ameryk, gdzie Marc Marquez w końcówce sesji zatrzymał swój motocykl na prostej start/meta i niczym sprinter pobiegł do swojego garażu po drugi motocykl.

Pechowy piątek Mavericka Vinalesa

Maverick Vinales przyjechał do Walencji jako trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej. Hiszpan traci do swojego rodaka Joana Mira jedynie 19 punktów i wciąż ma realne szanse na mistrzowski tytułu. Piątek w Walencji był jednak dla niego bardzo pechowy.

W drugim treningu uplasował się poza czołową dziesiątką i ani przez chwilę nie imponował swoim tempem. Nie czuł się zbyt komfortowo w popołudniowej sesji i próżno go było szukać w czołówce. To nie jest jednak jego największy problem – tym jest start do wyścigu z alei serwisowej. Wszystko za sprawą wykorzystania szóstego silnika, co przekroczyło regulaminową alokację pięciu jednostek. Biorąc więc pod uwagę problemy Yamahy w walce z rywalami, GP Europy może być dla Vinalesa bardzo kosztowne w kontekście walki o mistrzostwo.

Na domiar złego po południu pojawiła się również informacja, że jeden z inżynierów wyścigowych Hiszpana otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Tym samym zawodnik poddał się badaniu i czeka na rezultat. Jednocześnie zapewnił, że nie miał on bezpośredniego kontaktu z zakażonym inżynierem. Jeśli jednak Maverick Vinales otrzyma pozytywny wynik testu, marzenia o mistrzowskim tytule legną w gruzach.

Image: © Pramac Racing MotoGP