Kierowcy wzywają do sprawiedliwszego przyznawania punktów karnych

Grand Prix Eifelu 2020 / © Pirelli Motorsport

Kierowcy Formuły 1 chcą, aby FIA przyjrzała się zasadom przyznawania punktów karnych, które ich zdaniem są przyznawane nieadekwatnie do przewinień na torze.

Temat ten stał się przedmiotem dyskusji, po podwójnej karzę dla Lewisa Hamiltona podczas Grand Prix Rosji. W efekcie Brytyjczykowi brakowało tylko dwóch punktów, by zostać wykluczonym z rozgrywek. Ostatecznie sędziowie zdecydowali się na ich anulowanie. Zgodnie z regulaminem "zdobyte" punkty pozostają na koncie kierowcy przez dwanaście miesięcy. Jeśli w tym czasie uzbiera się ich w sumie dwanaście, następuje zawieszenie zawodnika na jeden wyścig.

Dla kierowców problemem jest tu przede wszystkim kwestia incydentów, za które są one przyznawane. Ich zdaniem większość zdarzeń na torze jest zbyt łagodnych, by dostawać tego typu karę.

Romain Grosjean, którego pamiętny karambol w sezonie 2012 był zresztą powodem do wprowadzenia zasady przyznawania karnych "oczek", skomentował jedno ze swoich przewinień: "Dostałem punkty za blokowanie, nie pamiętam kogo. W kwalifikacjach w Bahrajnie na początku sezonu 2018. Nie powiedziano mi przez radio, że ktoś się zbliża. To nie tak, że zrobiłem to celowo. W efekcie dostałem za to punkt."

Francuz uważa, że punkty są często przyznawane za błahe i dość typowe dla rywalizacji sytuacje: "Kiedy zbliżasz się do dwunastu, jesteś ostrożny ze wszystkim, ale zawsze jest ryzyko, że blokujesz kogoś w kwalifikacjach, albo przekraczasz limity prędkości wjazdu do boksu i jedziesz za szybko w alei serwisowej lub ignorujesz żółtą flagę. To daje dwa punkty. Ilość jednak w tym wypadku szybko rośnie. Może również dojść do kolizji podczas wyścigu. Więc tak, kiedy masz wiele punktów na swojej licencji, po prostu jesteś ostrożny. Jazda pod taką presją jednak to nie to samo."

Również Daniił Kwiat ma wątpliwości co do wyszczególnienia, za które przypadki punkty są wpisywane do licencji. Rosjanin poruszył już temat na odprawie kierowców.

"W 2017 byłem blisko zawieszenia i szczerze mówiąc, nie czułem się wtedy świetnie. Myślę, że niektóre z tych punktów są przyznawane sprawiedliwie. Kiedy jedziesz zbyt niebezpiecznie, narażasz innych kierowców na ryzyko, ale niektóre nie są uzasadnione. Więc myślę, że ten system wymaga przeglądu, żeby było uczciwie."

Kierowca AlphaTauri nie rozumie sytuacji związanej właśnie z Lewisem Hamiltonem, kiedy punkty ostatecznie zostały mu anulowane.

"Nie wiem dokładnie, co wydarzyło się w Soczi z Lewisem i jak włodarze usprawiedliwiają niektórych kierowców, że zachowują punkty karne, a niektórym jednak je wycofują."

"W Hiszpanii, przy incydencie z niebieskimi flagami, czułem, że tak naprawdę nie jest to naruszenie przepisów, które naraża inny samochód na niebezpieczeństwo. A i tak otrzymałem punkty karne. Mogę też równie dobrze powiedzieć: 'Wiecie co, chcę z powrotem moje punkty karne'" - dodał Kwiat.

Hamilton został ukarany za wykonanie dwóch startów treningowych na końcu zjazdu w Soczi. Kwiat, który mijał wtedy kierowcę Mercedesa, powiedział, że był zaskoczony, że wybrał on to miejsce, ponieważ wiedział, iż jest to niedozwolone.

"Po pierwsze jedziesz tam bardzo szybko z prędkością 250 km/h, więc nie było to dobre miejsce. Byłem zaskoczony. Wiedziałem, że naprawdę tutaj nie można tego zrobić."

"Jeśli dostaniesz punkty karne (ponieważ - przyp. red.) doprowadzisz do niebezpiecznej kolizji lub bardzo niebezpiecznego manewru i jest to ewidentnie czyjaś wina, to ok, to jest uzasadnione. Jednak ignorowanie niebieskiej flagi, jak wszystkie tego rodzaju wykroczenia, to nie sądzę, że naprawdę konieczne są te punkty. To nie jest parking dla taksówek. Musimy być w stanie zawsze przekraczać granice" - podsumował kierowca.

Również Lando Norris twierdzi, że rozmowa z sędziami pomoże wyjaśnić problem.

"Mamy lepszą możliwość zrozumienia tej sytuacji i mam nadzieję, że sędziowie i inni lepiej rozumieją, kto zasługuje na punkty karne, a kto nie" – powiedział Brytyjczyk.

"Istnieją zasady, według których kierowca otrzymuje punkty karne, podczas gdy tak naprawdę nie powinien ich dostawać. Regulamin musi dotyczyć tylko rzeczy naprawdę niebezpiecznych dla nas. Takie, które będą związane z poważnymi awariami lub rzeczami naprawdę niebezpiecznymi. Więc myślę, że zostało to nieco wyjaśnione, ale zobaczymy w przyszłości, kiedy sytuacja znów się powtórzy."

Obecny dyrektor wyścigowy, Michael Masi, odmówił komentarza na temat tego, co omówił z kierowcami na odprawie: "Nadal będziemy prowadzić wszelkie dyskusje, pozytywne, negatywne lub inne w tym środowisku i nie będziemy ich komentować."

Image: © Pirelli Motorsport