Kierowcy zgodnie o dźwigu na torze podczas GP Japonii: To nie do zaakceptowania

Grand Prix Japonii / © Pirelli Motorsport

Pojawienie się na torze pojazdu porządkowego w czasie, gdy kierowcy pokonywali jeszcze tor z pełną prędkością, wywołało szereg kontrowersji. Zawodnicy zgodnie potępiają całe zajście, tym bardziej że zagrożone było ich życie i zdrowie.

Kilkadziesiąt sekund po starcie Grand Prix Japonii Carlos Sainz stracił panowanie nad swoim samochodem na mokrej nawierzchni w zakręcie numer dwanaście i wpadł w poślizg, po czym uderzył w barierę. Incydent spowodował konieczność wyjazdu na tor dźwigu, aby uprzątnąć bolid Hiszpana, ale stało się to zdecydowanie za wcześnie.

Sainz startował jako trzeci, więc w momencie kraksy znajdowała się za nim większość kierowców. W deszczu, przy słabej widoczności i z dużą prędkością mijali oni rozbity bolid 28-latka i przejeżdżali obok dźwigu zmierzającego do miejsca zdarzenia. Takie obrazki na Suzuce przywoływały na myśl feralne Grand Prix Japonii z 2014 roku, kiedy to doszło do wypadku, w wyniku którego późniejszą śmierć poniósł Jules Bianchi. Francuz wypadł wtedy z toru i uderzył w pojazd porządkowy pracujący na poboczu.

Daniel Ricciardo, jeden z kilku kierowców w obecnej stawce, którzy brali udział w tamtym wyścigu, tak skomentował całe wydarzenia: „To, że nie musimy wracać do tragedii z 2014 roku, wydawało się oczywiste. Jednak to, co wydarzyło się teraz, było po prostu nie do zaakceptowania.”

„Nie może być ciężkich pojazdów na torze, kiedy my po nim jeździmy, bez względu na to, z jaką prędkością się poruszamy.”

Swoją opinię wyraził również przewodniczący Stowarzyszenia Kierowców, George Russell. Brytyjczyk wspomniał też o rozmowie, jaką odbył z przedstawicielami FIA na temat podobnego incydentu w Grand Prix Singapuru.

„Naszym zdaniem to całkiem proste: w czasie wyścigu po torze nie mogą jeździć dźwigi i inne pojazdy porządkowe. A jeśli potrzeba, żeby się pojawiły, powinna być pokazana czerwona flaga. Wszyscy będziemy rozmawiać o tym z FIA.”

„Dyskutowaliśmy o tym trochę podczas odprawy w tym tygodniu, ponieważ coś podobnego miało miejsce w Singapurze. W czasie pełnej neutralizacji dźwig zabierał samochód Tsunody, a my w tym czasie zakładaliśmy slicki.”

„Przedstawiliśmy nasz pogląd na tę sytuację i mówiliśmy, że nie chcemy, aby coś takiego się powtórzyło. No i tydzień później znów mamy podobny incydent. To dość rozczarowujące.”

Jeszcze mocniej całe zamieszanie krytykował Sebastian Vettel, który także pamięta tragiczne wydarzenia w Japonii sprzed ośmiu lat.

„Musimy po prostu zrozumieć, że był to jeden z tych dziwnych dni, w których coś mogło pójść nie tak i ktoś mógł zapłacić za to cenę. Porządkowi, kierowcy… Nawet najmniejsza kontuzja nie ma prawa się przydarzyć. Osiem lat temu mieliśmy tutaj dramat, teraz było blisko, aby to się powtórzyło. Zbyt blisko.”

„Sam też się bałem. W takich warunkach, gdy musisz zmienić ustawienia na samochód bezpieczeństwa, zadbać o opony i je dogrzać, łatwo o jakieś nieszczęście. Z kamery pokładowej kibice widzą więcej, niż tak naprawdę my widzimy.”

„Taka sytuacja jest po prostu nie do przyjęcia, rozmawialiśmy o tym na odprawie. Pojazdy porządkowe nigdy nie powinny być na torze w czasie, gdy my tam jesteśmy.”

Fernando Alonso z kolei przyznał, że z powodu ulewnego deszczu nawet nie zauważył rozbitego bolidu Sainza ani dźwigu.

„Widoczność była zerowa. Za samochodem bezpieczeństwa nie widziałem pojazdu porządkowego ani Carlosa.”

„Jesteśmy tutaj po to, aby pomagać FIA, ale po 2014 roku ustaliliśmy, że to się nigdy więcej nie powtórzy, a znów się wydarzyło. Musimy więc współpracować i raz na zawsze upewnić się, że to był naprawdę ostatni taki incydent” – zakończył Hiszpan.

Image: © Pirelli Motorsport