Magnussen powróci do Formuły 1 tylko z realnymi szansami na zwycięstwo

Kevin Magnussen / © IMSA / LAT Images

Kevin Magnussen, były kierowca Formuły 1, przyznał, że powróci do królowej sportów motorowych jedynie wtedy, gdy będzie miał realne szanse na regularne wygrywanie wyścigów.

Duńczyk rozpoczął swoją karierę w Formule 1 w 2013 roku, gdy dołączył do McLarena w roli kierowcy testowego. Jednak dopiero sezon później, już jako etatowy zawodnik, udało mu się zadebiutować w Grand Prix Australii, które zakończył na drugim miejscu.

Magnussen pożegnał się z Formułą 1 w 2020 roku, po starcie w 119 Grand Prix, gdy zadecydował o nieprzedłużeniu kontraktu z zespołem Haas.

Od tego czasu 29-latek startuje w IMSA WeatherTech SportsCar Championship w Stanach Zjednoczonych, reprezentując barwy Chip Ganassi Racing, gdzie udało mu się już wygrać wyścig, a także cztery razy stanąć na podium.

Swoich sił próbował też w IndyCar, startując w REV Group Grand Prix na Road America z zespołem Arrows McLaren SP.

„Szansa na start w wyścigu IndyCar pojawiła się dwa dni przed weekendem i ją wykorzystałem. Wiedziałem, że będzie ciężko bez testów, a na dodatek w pierwszym treningu wyjechałem po raz pierwszy na tor, na którym nigdy się nie ścigałem” – wspomina Magnussen.

„Nie mogłem powiedzieć nie. Wiedziałem, że będzie to trudne, ale pomyślałem, dlaczego nie? To była najlepsza część tego rozdziału mojego życia.”

Duńczyk, po latach walki z tyłu i w środku stawki, po raz pierwszy poczuł się konkurencyjny w swoim aucie, przez co przekazał, że nigdy nie przejdzie do zespołu, który nie ma szans na wygrywanie wyścigów.

„Reszta mojej kariery to już tylko wyścigi z nadzieją na wygraną. Nie będę już przechodził tam, gdzie wiem, że nie mogę wygrać. Nigdy więcej” – kontynuował.

„Cokolwiek robię, chcę się zaangażować. Zwycięstwo jest moim głównym celem i priorytetem. Nie chcę niczego robić połowicznie.”

Tym samym Magnussen niemal wyklucza ewentualny powrót do Formuły 1, w której mała liczba zespołów jest zdolna do regularnej walki o zwycięstwa.

„Byłem, widziałem” – tak Magnussen skwitował krótko swój pobyt w Formule 1. „Spędziłem tam siedem lat i przez większość czasu bardzo mi się podobało. Jednak pod względem sportowym, jako sportowiec, nie było to wystarczająco satysfakcjonujące, aby być w pozycji, w której byłem.”

„To było niesamowite doświadczenie. Cieszę się, że mogłem to zrobić. Marzyłem o Formule 1 od dziecka, więc czuję się zaszczycony, że mogę spełnić swoje marzenie i zrobić karierę w F1.”

„Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Jestem jeszcze dość młody i mam nadzieję, że zostało mi wiele lat w motorsporcie, w trakcie których będę mógł zrealizować niektóre z moich motoryzacyjnych fantazji.”

Jednak mimo wielu ofert z innych kategorii sportów motorowych, Magnussen jest spełniony wyścigami w USA.

„Naprawdę dobrze jest być tutaj i mieć z powrotem tę iskrę. W każdy weekend mogę wejść i poczuć słabość przeciwników. Daje ci to pewien rodzaj dodatkowej energii, której nie miałem od dłuższego czasu.”

Magnussen weźmie udział w 24-godzinnym wyścigu Le Mans w nowym prototypie Peugeota Le Mans Hypercar, jednak nie ma żadnych innych potwierdzonych planów na rok 2022.

„Mam możliwość po prostu dobrze się bawić tym, co robię. Nie muszę nic robić, po prostu robię to, ponieważ kocham wyścigi i cały czas dobrze się bawię.”

„Obserwuję wszystko. Pewnego dnia budzę się i myślę: «Dakar jest całkiem fajny!». Na tym polega piękno motorsportu, że to świetna zabawa. Nie ma rzeczy, której nie chciałbym spróbować.”

Były kierowca Haasa, poza sportem, ma wiele na głowie, ponieważ kilka tygodni po swoim ostatnim występie w F1 został po raz pierwszy ojcem.

„To był naprawdę dobry czas, jeśli chodzi o to. Urodziło nam się dziecko w styczniu ubiegłego roku, zaraz po zakończeniu sezonu F1.”

„Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem spędzić pierwszy rok [z moją córką] z taką ilością czasu. Urodziła się w naprawdę dobrym czasie i jestem bardzo szczęśliwy, że tak się stało” – dodał.

Image: © IMSA / LAT Images