MotoGP HOT3 #3: GP Czech

GP Czech 2020 / © KTM / Polarity Photo

Tegoroczne GP Czech w klasie MotoGP na zawsze zapisze się w pamięci kibiców. Takich rozstrzygnięć, do jakich doszło, nie spodziewał się chyba nikt. Brad Binder odniósł historyczne zwycięstwo dla KTM-a, Franco Morbidelli po raz pierwszy stanął na podium, a Johann Zarco mimo kary wywalczył trzecie miejsce. Oj, to będzie dosłownie gorąca trójka! Zaczynamy.

1. Brad Binder napisał historię podczas GP Czech

Tuż przed startem sezonu można było sądzić, że w tym roku tzw. czarnym koniem będzie KTM. Austriacy, którzy dołączyli do MotoGP w 2017 roku, zimą pracowali bardzo mocno, by usprawnić model RC16. Szczególnym modyfikacjom poddano ramę, która choć pozostała stalowa, tak zmieniła swój kształt. Efekty tych prac można było już zauważyć podczas testów, gdzie całkiem przyzwoite rezultaty uzyskiwali wszyscy czterej zawodnicy. Nie byłyby one jednak możliwe, gdyby nie świetna praca Daniego Pedrosy, który został ich kierowcą testowym.

Dobre występy w przygotowaniach potwierdziły również dwie rundy w Jerez, gdzie szczególnie imponował Pol Espargaro. Interesująco prezentował się również Brad Binder, który mimo błędów i niezbyt obiecującego ostatecznego wyniku, dysponował świetnym tempem. Występ ten, jak i również komentarze zawodników zwiastowały, że GP Czech może być dla nich bardzo udane. I rzeczywiście, tak też się stało.

Przedsmak dobrego wyniku mieliśmy już w kwalifikacjach. Niewiele brakowało, a Pol Espargaro wywalczyłby miejsce w pierwszym rzędzie, jednak anulowany czas sprawił, że wyścig musiał rozpocząć z szóstego pola startowego. Tylko nieco słabiej wypadł Brad Binder, który uzyskał siódmy czas. Mimo to można było spodziewać się po duecie KTM-a świetnego występu w GP Czech.

Obaj szybko przebili się do czołowej grupy i walczyli o najwyższe laury. Szczególnie fenomenalnie spisywał się Brad Binder, który od samego początku dysponował świetnym tempem. Reprezentant RPA bezproblemowo wyprzedził m.in. Pola Espargaro, Johanna Zarco i Fabio Quartararo, aż w końcu ruszył w pogoń za prowadzącym Franco Morbidellim. Debiutant szybko nadrobił do Włocha sekundę i bez najmniejszych kłopotów przypuścił skuteczny atak. Binder po chwili odjechał od zawodnika Yamahy i mógł spokojnie kontrolować przebieg GP Czech. Zawodnik KTM-a nie popełnił już żadnego błędu i z przewagą ponad 5 sekund triumfował w swoim zaledwie trzecim wyścigu w MotoGP. Dzięki temu przesunął się na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej.

Brad Binder swoim zwycięstwem w GP Czech zapisał się na stałe w historii „królewskiej” klasy motocyklowych mistrzostw świata. Przede wszystkim został pierwszym zawodnikiem KTM-a, który odniósł triumf w MotoGP. Jego sukces świętować może również RPA, bowiem reprezentant tego kraju nigdy nie świętował tutaj takiego sukcesu. Co więcej, Binder dołączył do elitarnego grona zawodników, którzy pierwsze zwycięstwo odnieśli w swoim debiutanckim sezonie. Do niego zaliczają się m.in. Marc Marquez (2013), Jorge Lorenzo (2008), Dani Pedrosa (2006) czy Valentino Rossi (2000).

2. Franco Morbidelli ratuje honor Yamahy i w GP Czech zdobywa pierwsze podium w karierze

Rundy na torze w Jerez, gdzie w ostatnich latach zawodnicy Yamahy mieli wiele problemów, tym razem były bardzo udane. Dwa zwycięstwa odniósł Fabio Quartararo, dwa razy na drugim miejscu był Maverick Vinales, Valentino Rossi po ponad roku powrócił na podium, a Franco Morbidelli w GP Andaluzji jechał po historyczny dla siebie wynik w pierwszej trójce, jednak awarii uległ silnik w jego motocyklu. Z optymizmem więc cała czwórka wybierała się na GP Czech, nawet jeśli spodziewali się problemów ze względu na słabość jednostki napędowej.

W piątek i w sobotę wydawało się, że Yamaha może pokusić się o dobry wynik w niedzielnym wyścigu. Fabio Quartararo był szybki, Maverick Vinales utrzymywał się w czołówce, a Fabio Quartararo miał dobre tempo. Jedynie Valentino Rossi nieco odstawał w momencie, gdy robiło się gorąco. Mimo to mogli liczyć na solidne punkty.

Niestety, wyścig o GP Czech to już pasmo porażek dla Mavericka Vinalesa i Fabio Quartararo, liderującej w tabeli dwójki. Szczególnie nie radził sobie Hiszpan, który dojechał do mety na czternastej pozycji. Ogromne problemy z tylną oponą nie pozwoliły mu na solidną zdobycz punktową. Z kolei Francuz w początkowej fazie wyścigu próbował walczyć, ale jak sam przyznał, od początku nie widział „potencjału” w pośredniej tylnej oponie. Ostatecznie więc finiszował na siódmej pozycji, blisko 12 sekund za Bradem Binderem. Jedynym, który zanotował dobry wynik na Yamasze w fabrycznej specyfikacji na rok 2020, był Valentino Rossi. To Włoch zwykle miał największe problemy, jednak tym razem poczynione zmiany w ustawieniach okazały się korzystne. Dzięki nim mógł zanotować awans z dziesiątego na piąte miejsce, z którego był nawet bardziej zadowolony niż z podium w Jerez.

Dużo lepiej w GP Czech zaprezentował się natomiast Franco Morbidelli, który korzysta z Yamahy w niefabrycznej specyfikacji A. Dzięki temu Włoch miał zdecydowanie najmniej problemów i od początku był w stanie narzucić niesamowite tempo. Ostatecznie jednak musiał ulec Bradowi Binderowi, ale i tak utrzymał drugą pozycję. Dla niego było to pierwsze podium w klasie MotoGP. Wynik szczególnie ważny po pechu z Jerez, jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Honor Yamahy uratowany.

3. Starcie między Johannem Zarco a Polem Espargaro

Johann Zarco po sensacyjnym wywalczeniu pole position wcale nie odstawałem tempem wyścigowym. Francuz utrzymywał się w czołowej grupie i walczył o swoje pierwsze podium od dwóch lat. Taki sam cel miał też Pol Espargaro, który w pewnym momencie wyprzedził zawodnika Avintii.

Problemy zaczęły się jednak pod koniec dziewiątego okrążenia GP Czech. Hiszpan popełnił wówczas błąd i stracił miejsce na rzecz Johanna Zarco. Podrażniony tym faktem szybko próbował nadrobić utratę pozycji, jednak w pierwszym zakręcie dziesiątego „kółka” pojechał bardzo szeroko. Chciał więc wrócić wtedy na linię wyścigową i zjeżdżał do wewnętrznej, po której jechał już francuski zawodnik. Doszło więc między nimi do kontaktu, który skończył się upadkiem Pola Espargaro.

Sędziowie przeanalizowali ten incydent i nałożyli na Johanna Zarco karę tzw. „długiego okrążenia”. Francuz wykonał ją perfekcyjnie i dowiózł trzecie miejsce do mety. Z decyzją panelu sędziowskiego jednak się nie zgodził, podobnie jak Paolo Ciabatti z Ducati oraz wielu ekspertów i byłych zawodników.

„Kara jest sprawiedliwa z tymi zasadami, które mamy, ale on pojechał szeroko, a ja wjechałem w przestrzeń, którą zostawił” – wyjaśniał Johann Zarco. „Myślałem, że zrobiłem to całkiem dobrze, sądząc, że mnie widział, ale wygląda na to, że nie”.

„W wyścigu musisz próbować różnych rzeczy – nie zawsze mamy duży margines do wyprzedzania. On bardzo opóźnia hamowanie i szybko wchodzi w zakręt, więc bardzo trudno go wyprzedzić, ale dlatego też pojechał szeroko”.

„Spodziewałem się, że coś może się wydarzyć i byłem naprawdę szczęśliwy, że nie stało się to od razu, ponieważ długo im [sędziom] zajęło, aby dać mi tę karę. Dobrze, że nie straciłem żadnej pozycji. To część wyścigów – nie jest łatwo, gdy wszyscy mamy wojownicze nastawienie. Zasłużyłem na podium, ale przykro mi z powodu Pola”.

Zupełnie odmienne zdanie – co zrozumiałe – ma Pol Espargaro. Hiszpan uważa, że Zarco zniszczył mu wyścig o GP Czech, który mógł nawet wygrać.

„To, co się stało, było naprawdę niesprawiedliwe dla naszej strony” – powiedział Pol Espargaro. „Wyścig był dobry, a ja tylko tam siedziałem i używając elektroniki, patrzyłam jak chłopaki palą swoje opony, wiedząc, że mogłem walczyć o zwycięstwo na ostatnich okrążeniach”.

„Mógł uniknąć kontaktu, ale nie chciał tego zrobić. Dodał trochę gazu, kiedy nie musiał, zabrał nam zwycięstwo. Dostał za to wszystko karę długiego okrążenia na torze, na którym jest to żart, a i tak dostał się na podium”.

Patrząc jednak na ujęcia z wielu kamerę, ja winy Johanna Zarco nie widzę. Jechał swoją linią, ba, nawet mógł nie dostrzec szeroko jadącego Pola Espargaro. To właśnie większą winę ponosi Hiszpan, który próbował szybko nadrobić swój błąd i wrócić na optymalną linię. Nie wiem, na co liczył. Moim zdaniem – i chyba nie tylko moim – był to incydent wyścigowy. Szkoda tylko, że zakończył się upadkiem jednego z zawodników.

Image: © KTM / Polarity Photo