MotoGP HOT3 #4: GP Austrii. Centymetry od tragedii

GP Austrii 2020 / © Yamaha Motor Racing

GP Austrii miało przysporzyć kibicom wielu emocji, jednak tego, co się wydarzyło, nie można było przewidzieć. Niewiele brakowało, a bylibyśmy świadkami śmiertelnego wypadku. Na szczęście skończyło się dobrze, a wyścig był interesujący do samego końca. Pora więc na HOT3.

Przed weekendem wyścigowym na torze Red Bull Ring spodziewałem się wielu ekscytujących wydarzeń. GP Austrii przyzwyczaiło nas do tego w poprzednich lat, wiec można było sądzić, że i tym razem będzie podobnie. To, co się jednak wydarzyło, wprawiło mnie w osłupienie. Najpierw dramatycznie wyglądająca kraksa w Moto2, a później wypadek Johanna Zarco i Franco Morbidellego, który mógł doprowadzić do wielkiej tragedii – centymetry dzieliły Valentino Rossiego i Mavericka Vinalesa od lecących motocykli.

Trochę w cień odeszły za to inne wydarzenia z minionego weekendu. Działo się jednak sporo, i na torze, i poza nim. Pora więc rozpocząć kolejny już HOT3.

1. Jeden z najbardziej przerażających wypadków

Na dziewiątym okrążeniu wyścigu o GP Austrii Johann Zarco postanowił zaatakować Franco Morbidellego. Francuz wyprzedził Włocha na prostej prowadzącej do trzeciego zakrętu, jednak tuż przed strefą hamowania, zjechał do prawej strony toru. Kompletnie się tego nie spodziewający Morbidelli, został „wessany” w cień aerodynamiczny i nie było szans, by mógł zapobiec wypadkowi. Uderzył więc w tylne koło Ducati i obaj za chwilę znaleźli się na żwirowym poboczu. Wydawało się, że zawodnik Yamahy może nabawić się poważnej kontuzji, jednak wszystko skończyło się na kilku siniakach i otarciach.

Sam upadek nie był jednak jedyną chwilą grozy. Po wypadku motocykle nie zdołały się bowiem zatrzymać, więc sunęły wzdłuż prostej. Gdy tylko skończyła się trawa, one po prostu podskoczyły i o centymetry minęły Valentino Rossiego i Mavericka Vinalesa. Wiele już widziałem przez ponad 15 lat oglądania sportów motorowych, jednak tak przerażony nie byłem od dawna. Śmierć zajrzała w oczy zawodnikom Yamahy i tylko cudem udało im się uniknąć tragedii. Wymowne było też zachowanie Valentino Rossiego, który był zszokowany tym, co się stało, w jego oczach było widać strach.

Po tym wypadku wrócił też temat bezpieczeństwa na torze Red Bull Ring. Szczególnie niebezpieczny jest dojazd do zakrętu numer trzy, do którego prowadzi prosta zakończona łukiem. Bardzo łatwo tam o wypadek, a w dodatku motocykle nie mają wystarczająco miejsca, by się zatrzymać. To niestety może nie być jedyny raz, gdy po upadku maszyna przecina tor tuż przed przejeżdżającymi zawodnikami. Również niebezpieczeństwo stwarza bliskość ściany. Nic więc dziwnego, że zawodnicy proszą o zmiany w tej części obiektu.

„Za każdym razem, gdy jest taki układ, to normalne, jeśli coś się wydarzy. Wtedy można uderzyć w innych, więc nie jest to takie bezpieczne, ale nie zawsze można tworzyć tory w ten sam sposób” – mówił Andrea Dovizioso.

„Aby poprawić bezpieczeństwo, rozmawialiśmy z Komisją Bezpieczeństwa. Ściana po lewej stronie zwykle jest nieco bardziej niebezpieczna”.

„Kiedy widzimy tego typu sytuacje jak dzisiejsza, to prawda, że jest to niebezpieczny punkt. Jednak jest wiele torów, które mają taką charakterystykę, z hamowaniem pod kątem i nie możemy zmienić wszystkich” – dodawał Joan Mir. „Tak, jak powiedział Dovi, ważne jest, aby przesunąć ścianę po lewej stronie, by było bardziej bezpiecznie, ale nie można zmienić wszystkiego”.

Konfiguracja toru z pewnością nie jest jedynym powodem tego, do czego doszło. Należy się bowiem zastanowić, czy Johann Zarco nie pojechał zbyt agresywnie. Z powtórek wydaje mi się, że właśnie tak było. Zachowanie Francuza było dość egoistyczne i mogło doprowadzić do tragedii. Choć nie chciał zrobić tego celowo - kto by przecież chciał - ale przez chwilę zapomniał chyba o konsekwencjach swojego działania. 

2. Andrea Dovizioso zwycięzcą GP Austrii. Koniec przygody z Ducati

W ostatnich tygodniach jednym z najgorętszych tematów była przyszłość Andrei Dovizioso w Ducati. Mówiło się o tym, że Włoch nie może dojść do porozumienia ze swoim obecnym pracodawcą ze względów finansowych. Jako trzykrotny wicemistrz świata MotoGP miał się nie godzić na proponowaną obniżkę pensji, która byłaby podyktowania pandemią koronawirusa. Wiedzieliśmy jednak, że chwila decyzji jest coraz bliżej, możliwości było bowiem coraz mniej.

Niespodziewanie informację usłyszeliśmy już w sobotni poranek - Andrea Dovizioso postanowił zakończyć współpracę z Ducati po sezonie 2020. Chciał mieć spokojną głowę, by skupić się na tegorocznych mistrzostwach i nie chciał jej zaprzątać pertraktacjami kontraktowymi. Nie wiadomo jednak, jak dalej potoczy się jego kariera. Opcji pozostania w MotoGP jest niewiele. Aprilia wydaje się jedyną możliwą opcją.

Andrea Dovizioso nie przyjechał do Austrii jedynie po to, by ogłosić swoje rozstanie z Ducati, przede wszystkim chciał odnieść swój trzeci triumf na Red Bull Ringu i poprawić swoją pozycję w klasyfikacji generalnej. Austriacki obiekt miał bowiem służyć specyfikacji Desmosedici GP20 i nawet mimo problemów, Włoch uważany był za głównego faworyta do zwycięstwa. I rzeczywiście. Dovizioso przejechał bardzo dobry wyścig i finalnie o ponad sekundę wyprzedził Joana Mira. Dzięki temu awansował na drugie miejsce w tabeli mistrzostw, podtrzymał passę Ducati na Red Bull Ringu i zapewnił zespołowi 50. triumf w klasie MotoGP.

Andrea Dovizioso ma teraz spokój i nie musi przejmować się negocjacjami z obecnym zespołem, więc może skupić się tylko na sobie. Może to mu nawet pomóc w dalszej części sezonu i być może wywalczy upragniony tytuł. Pytanie tylko, czy Ducati nie będzie mieć już tylu problemów z nową tylną oponą. Przede wszystkim za tydzień musi odnieść drugie zwycięstwo, a na pozostałych torach zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Na pewno wraz z ekipą będzie chciał podjąć jakieś działania, które pozwolą poprawić wyniki. W GP Austrii pomogła zmiana jego podejścia do treningu. Być może w tym jest recepta na sukces.

3. Pierwsze podium Joana Mira podczas GP Austrii

Joan Mir zadebiutował w kategorii MotoGP w ubiegłym sezonie. Początek jego przygody w „królewskiej” kategorii nie należał do najprostszych, jednak poradził sobie całkiem nieźle. Zdobył 92 punkty, które dały mu 12. pozycję w klasyfikacji generalnej. Dało się więc zauważyć duży potencjał w młodym Hiszpanie.

Na potwierdzenie tych słów nie trzeba było długo czekać, bo już podczas GP Austrii zaprezentował się ze swojej najlepszej strony. Choć przed startem weekendu wyścigowego ciężko było oczekiwać po reprezentantach Suzuki dobrego wyniku, tak Joan Mir spisał się doskonale. Hiszpan utrzymywał się w czołówce przez cały dystans wyścigu i w samej końcówce wykorzystał drobny błąd Jacka Millera. W zakręcie numer 9 wyprzedził Australijczyka i nie dał już sobie odebrać drugiej pozycji. Dzięki temu mistrz świata klasy Moto3 z 2017 roku po raz pierwszy stanął na podium MotoGP.

Jestem pod wielkim wrażeniem jego występu z toru Red Bull Ring, gdzie popisał się dojrzałą, bezbłędną jazdą. Dał radę stoczyć piękny pojedynek z Jackiem Millerem, który dysponował zdecydowanie mocniejszą maszyną. Ponadto pierwsze podium przyszło w idealnym momencie – Joan Mir miał bowiem w tym roku dwa nieukończone wyścig i wydawał się być nieco zestresowany. Drugie miejsce w wyścigu o GP Austrii da mu sporo pewności siebie, która zaowocuje w kolejnych rundach, tego można być pewnym.

Image: © Yamaha Motor Racing