MotoGP HOT3 #5: GP Styrii. Jeden z najwspanialszych finiszów w historii

Miguel Oliveira - Red Bull KTM Tech3 / © Gold & Goose / Red Bull Content Pool

Tegoroczne GP Styrii było 900. wyścigiem w „królewskiej” klasie Motocyklowych Mistrzostw Świata, a spektakl, jaki urządzili nam zawodnicy na ostatnim okrążeniu, był godny tego jubileuszu. To była jedna z najbardziej emocjonujących końcówek w historii, która zakończyła się niespodziewanym triumfem Miguela Oliveiry. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak tylko zaprosić Was do lektury HOT3.

Wyścig o GP Styrii był 900. w historii „królewskiej” klasy Motocyklowych Mistrzostw Świata. Nic więc dziwnego, że oczekiwaliśmy wspaniałego spektaklu, godnego jubileuszu. Wydawało się jednak, że będziemy świadkami zwycięstwa Joana Mira z dość dużą przewagą nad rywalami. Na to też zanosiło się po szesnastu okrążeniach.

Wtedy naszym oczom ukazały się dramatyczne sceny. W motocyklu Mavericka Vinalesa doszło do awarii hamulców, co zmusiło go do ucieczki z maszyny jadącej 230 km/h. Hiszpan zeskoczył w ostatnim możliwym momencie, a później mógł już tylko patrzeć, jak jego Yamaha uderza w bandę i się zapala. Wtedy doszło więc do przerwania rywalizacji, celem naprawienia uszkodzonych zabezpieczeń.

Wyścig o GP Styrii finalnie wznowiono. To była iście sprinterska rywalizacja – zawodnicy mieli do pokonania ledwie 12 okrążeń toru Red Bull Ring, czyli dokładnie 51 kilometrów i 816 metrów. Kto miał, to mógł założyć komplet nowych opon, nawet i obu miękkich, chociażby jak zrobił to Jack Miller.

Dzięki restartowi byliśmy świadkami jednego z najwspanialszych pojedynków w MotoGP, gdzie walkę o zwycięstwo w GP Styrii stoczyło trzech zawodników. To było godne zwieńczenie 900. Grand Prix. Zacznijmy więc kolejne już HOT3.

1. Gdzie dwóch się bije, tam Miguel Oliveira korzysta

Przez cały weekend można było zaobserwować solidne tempo Miguela Oliveiry. Po trzech treningach zapewnił sobie bezpośredni awans do drugiego segmentu kwalifikacji, w których ostatecznie wywalczył ósme pole startowe. Co prawda wiele w pierwszym wyścigu nie zyskał, jednak po szesnastu okrążeniach zajmował siódmą pozycję i właśnie też z takiej wyruszył do wznowionej rywalizacji o GP Styrii.

W niej radził sobie znacznie lepiej. Szybko wyprzedził kilku rywali i przesunął się na trzecie miejsce. Przed nim znajdowali się już tylko Pol Espargaro i Jack Miller, lecz ich przewaga była niewielka. Miguel Oliveira czekał więc tylko na najlepszą możliwą okazję, wiedział, że na ostatnim okrążeniu walka na torze Red Bull Ring na pewno będzie toczyć się do ostatniego zakrętu, musiał tylko trzymać odpowiednio, niewielki dystans.

I rzeczywiście, Portugalczyk się nie pomylił. Chcąc utrzymać się na prowadzeniu, Pol Espargaro pojechał bardzo defensywną linią przez trzeci zakręt, co chwilę później wykorzystał Jack Miller. Australijczyk dzięki większej mocy Ducati wyprzedził hiszpańskiego zawodnika w „czwórce” i nie dał sobie tej pozycji odebrać w łuku numer 5. Zawodnik fabrycznego zespołu KTM był jednak mocno zmotywowany i chcąc odnieść upragnione zwycięstwo w MotoGP, zaatakował Millera w zakręcie dziewiątym. Hiszpan nie utrzymał wewnętrznej, co wykorzystał Miller i przypuścił atak w „dziesiątce”. Wtedy obaj pojechali bardzo szeroko, a Espargaro wyjechał nawet poza tor. To skrupulatnie wykorzystał Miguel Oliviera. Portugalczyk perfekcyjnie wyszedł z ostatniego zakrętu i przejechał obok dwójki rywali. Tym samym to on mógł się cieszyć ze zwycięstwa w wyścigu o GP Styrii, 900. w „królewskiej” klasie Motocyklowych Mistrzostw Świata.

Miguel Oliveira napisał więc piękną historię na torze Red Bull Ring. Przerwał on bowiem serię pięciu zwycięstw Ducati, zapewnił triumf marce KTM na domowym obiekcie, został pierwszym Portugalczykiem, który wygrał wyścig w „królewskiej” klasie Motocyklowych Mistrzostw Świata, ale stał się również pierwszym triumfatorem dla ekipy Tech3. Poza trofeum otrzymał też nowe BMW M4, które było dodatkową nagrodą za zwycięstwo w wyścigu o GP Styrii.

2. GP Styrii rozczarowaniem dla Joana Mira

Po czterech treningach i sesji kwalifikacyjnej uważałem, że w gronie potencjalnych zwycięzców wyścigu o GP Styrii znajduje się siedmiu-ośmiu zawodników. Największe szanse dawałem jednak Joanowi Mirowi. Hiszpan świetnie spisał się tydzień wcześniej podczas GP Austrii, a w miniony weekend imponował swoim tempem. Sądziłem więc, że to jemu uda się przerwać hegemonię Ducati na Red Bull Ringu i dzięki temu odniesie swój pierwszy triumf w MotoGP.

Gdy tylko wyścig o GP Styrii wystartował, byłem już pewny, że miałem rację. Joan Mir szybko poradził sobie z Jackiem Millerem i już po czterech okrążeniach wyszedł na prowadzenie. Hiszpan zbudował sobie pół sekundy przewagi, a gdy widział, że jego opony są w dobrym stanie, zaczął coraz bardziej odjeżdżać Australijczykowi, który musiał jeszcze walczyć z Takaakim Nakagamim.

Z okrążenia na okrążenie jego przewaga była coraz większa, by po szesnastu okrążeniach urosnąć do dokładnie 2,415 sekundy nad Nakagamim i kolejnych dwóch dziesiątych nad Millerem. Trzeci Pol Espargaro tracił wówczas 4,5 sekundy, a jadący na siódmym miejscu Miguel Oliveira nawet 6,7. Wydawało się więc, że Joan Mir już za 50 kilometrów będzie mógł cieszyć się ze swojego pierwszego zwycięstwa i to w dodatku w tak wyjątkowym wyścigu, jakim było tegoroczne GP Styrii.

Wtedy jednak pojawiła się czerwona flaga po uszkodzeniu bandy przez motocykl Mavericka Vinalesa. Wyścig musiał zostać przerwany, wszystko zaczynało się od nowa, bez żadnych różnic. Kompletnie nowe rozdanie. Joan Mir miał już tylko jedną, drobną przewagę – startował z pole position. Rywale byli jednak znacznie bliżej, niż to było przed restartem.

Niestety, Hiszpan nie posiadał już świeżej pośredniej, przedniej opony, w związku z czym wystartował na tej, na której jechał przed czerwoną flagą. Z tyłu natomiast założył już nowe ogumienie. Mimo to, przez słabszą przyczepność przodu, nie liczył się w walce o zwycięstwo. Ostatecznie więc w wyścigu o GP Styrii zajął czwarte miejsce.

Ponadto Joan Mir był bardzo zniesmaczony werdyktem sędziów, którzy nie nałożyli na Pola Espargaro żadnej kary za wyjazd poza obszar toru w ostatnim zakręcie. Wcześniej bowiem za takie coś karali, nawet i Jorge Martina, który jako pierwszy przekroczył linię mety w wyścigu klasy Moto2. Tutaj jednak możemy nieco usprawiedliwić zawodnika KTM-a, który został wypchnięty przez Jacka Millera. Sytuację tę możemy też porównać do finałowej walki Valentino Rossiego i Marca Marqueza na torze w Assen w 2015 roku, gdzie obaj zderzyli się przed ostatnią szykaną, a Włoch przeciął tor przez żwirowe pobocze i wygrał wyścig. Wówczas również nie nałożona na niego żadnej kary.

Możemy więc teraz dywagować, dlaczego Maverick Vinales, wiedząc o problemach z hamulcem, kontynuował jazdę. Również można się zastanowić, czy w przypadku restartu nie powinno być innych reguł, np. dodatkowej opony albo po prostu nakazania wszystkim ruszania na tym samym ogumieniu. Jest jednak jak jest i przepisy niczego takiego nie zabraniają. W końcu mieliśmy tak naprawdę dwa różne wyścigi i najbardziej poszkodowanymi tej sytuacji byli właśnie Joan Mir i Takaaki Nakagami, który do mety dojechał na siódmej pozycji.

3. Problemy z hamulcami i skok Mavericka Vinalesa podczas GP Styrii

Nie jest tajemnicą, że tor Red Bull Ring bardzo obciąża hamulce. Są tutaj trzy proste, po których zawodnicy muszą mocno hamować z prędkości rzędu 300 km/h. Wielu więc zawodników po prostu je przegrzewa. Najbardziej jednak robili to reprezentanci Yamahy.

Chcąc zniwelować straty poniesione przez niższe prędkości maksymalnej, często opóźniali hamowanie. Wiedzieli bowiem, że jest to ich mocna strona i mogą sobie na to pozwolić. Niestety, takie działanie powodowało ich przegrzanie. Przekonywali się o tym wszyscy, najczęściej chyba Fabio Quartararo, który w ciągu weekendu kilka razy wypadał na żwirowe pobocze.

Największego pecha miał jednak Maverick Vinales. Podczas GP Austrii centymetry dzieliły jego głowę od lecącego motocykla Johanna Zarco, a w trakcie wyścigu o GP Styrii awarii w Yamasze uległ przedni hamulec. Hiszpan rozpoczynał siedemnaste okrążenie i na prostej start/meta rozpędził się, jak zwykle, do prędkości ok. 300 km/h. Gdy zaczął hamować, nic się jednak nie działo. Motocykl zwalniał jedynie ze względu na tarcie i ukształtowanie terenu, lecz wejście w pierwszy zakręt było niemożliwe. Vinales musiał więc się ratować – zeskoczył z motocykla przy prędkości 230 km/h i na szczęście nic złego sobie nie zrobił. Maszyna później uderzyła w bandę i zapaliła się. Konsekwencję już dobrze wszyscy znany.

Yamaha musi teraz przyjrzeć się tej awarii i ocenić, czy była to tylko kwestia charakterystyki toru i opóźniania hamowania, czy może problem jest poważniejszy. W końcu wcześniej takie kłopoty z hamulcami Brembo się nie zdarzały. Czasu na to trochę jest, bo GP San Marino zaplanowano dopiero w dniach 11-13 września.

Pytanie jest jeszcze jedno, czy zawodnicy Yamahy nie stracą trochę zaufania. Kierowcy chcą mieć pewność, że w każdej chwili będą mogli szybko zahamować z ogromnych prędkości, nie narażając swojego życia, a podczas GP Styrii tak naprawdę tylko odważna i ryzykowna decyzja ocaliła Mavericka Vinalesa przed katastrofą. To na pewno wywoła jakiś wpływ na jego psychikę, bo wyglądało dramatycznie.

Image: © Gold & Goose / Red Bull Content Pool