MotoGP HOT3 #6: GP San Marino. Uczniowie pokonali swego mistrza

GP San Marino 2020 / © Petronas Yamaha SRT

Wyścig o GP San Marino zostanie zapamiętany przede wszystkim z pierwszego zwycięstwa Franco Morbidellego oraz pierwszego podium Francesco Bagnai. Obaj pokonali na torze Misano swojego mistrza, Valentino Rossiego. Czołową trójkę uzupełnił Joan Mir, który imponuje w ostatnich rundach.

Już w ostatnich latach MotoGP słynęło ze swojej konkurencyjności i nieprzewidywalności. Niemniej od 2016 roku nieprzerwanie mistrzowskie tytuły zdobywał Marc Marquez. Tym razem jednak Hiszpan uległ kontuzji podczas pierwszego wyścigu na torze w Jerez i na własne życzenie wydłużył swą rekonwalescencję, próbując przedwcześnie wrócić do rywalizacji. Jego absencja sprawiła, że walka o tytuł stała się otwarta i każdy z zawodników odnalazł swoją szansę. Lecz to, czego jesteśmy świadkami, przeszło najśmielsze oczekiwania. Po sześciu wyścigach liderem klasyfikacji generalnej – z dorobkiem 76 punktów – jest Andrea Dovizioso. Będący na dziewiątym miejscu w tabeli Brad Binder traci do niego tylko… 23 „oczka”. Sytuacja jest więc naprawdę otwarta i trudno wskazać jakiegokolwiek faworyta do tytułu.

Pokazał to również wyścig w o GP San Marino, gdzie swoje życiowe sukcesy odnieśli Franco Morbidelli i Francesco Bagnaia, Valentino Rossi zyskał drugą młodość, a Fabio Quartararo upadł dwukrotnie. Czas więc zacząć kolejne już HOT3.

1. Franco Morbidelli na szczycie MotoGP

Gdy w 2013 roku Franco Morbidelli zostawał mistrzem Europy w wyścigach klasy Superstock 600, nie sądził, że już 7 lat później stanie na najwyższym stopniu podium kategorii MotoGP, i to w dodatku na satelickim motocyklu, bo on nie ma takiego wsparcia fabryki, jakie ma Fabio Quartararo. Sukces ten przyszedł w dodatku na jego ziemi, we Włoszech, na torze Misano. To naprawdę piękna historia i w pełni zasłużona.

Franco Morbidelli perfekcyjnie rozpoczął wyścig o GP San Marino i po starcie z drugiego pola już jako lider wszedł w pierwszy zakręt. Włoch narzucił od samego początku wyborne tempo, które przez kilka okrążeń utrzymywał jedynie jego mentor, Valentino Rossi. 41-latek nie miał jednak szans ze swoim protegowanym i ostatecznie musiał odpuścić. Morbidelli natomiast powiększał swoją przewagę nad całą stawką i w pewnym momencie przekroczyła ona 3 sekundy.

Będąc na tak komfortowym prowadzeniu, rzymianin mógł kontrolować przebieg sytuacji i skupić się wyłącznie na swojej jeździe, a ta była bezbłędna przez dystans 27 okrążeń. Franco Morbidelli jechał niczym profesor, nie zostawiając żadnych złudzeń rywalom. W pięknym stylu dowiózł więc pierwsze miejsce do mety GP San Marino i z przewagą ponad 2 sekund nad Francesco Bagnaią mógł cieszyć się z debiutanckiego zwycięstwa w klasie MotoGP.

Triumf ten przyszedł w idealnym momencie, na idealnym torze. Po nieudanych rundach w Austrii i tym makabrycznym wypadku na Red Bull Ringu, Franco Morbidelli znalazł się na w końcu na szczycie MotoGP. Włoch stanął na najwyższym stopniu podium i mógł odśpiewać włoski hymn w swoim kraju. Dzięki temu też awansował na siódme miejsce w klasyfikacji generalnej i do prowadzącego Andrei Dovizioso traci jedynie 19 punktów.

2. Kontuzjowany Francesco Bagnaia zwycięzcą walki o drugie miejsce w GP San Marino

Podczas wyścigu o GP Andaluzji Francesco Bagnaia mógł mieć łzy w oczach, gdy jadąc po swoje pierwsze podium w karierze, awarii uległ jego motocykl. Mimo to Włoch świetnie się tam spisywał i wydawało się, że na torze w Brnie, gdzie maszyny Ducati są zwykle mocne, będzie miał kolejną okazję. Niestety, 23-latek złamał kość piszczelową w trakcie treningu i musiał odpuścić GP Czech oraz dwie rundy w Austrii.

Francesco Bagnaia rozpoczął jednak intensywną rehabilitację po operacji złamanej kości, chcąc powrócić na swoją domową rundę – na GP San Marino. Sztuka ta mu się udała i został dopuszczony do udziału w rywalizacji. Niemniej mało kto sądził, że zawodnik poruszający się jeszcze o kulach powalczy o podium podczas niedzielnego wyścigu.

Francesco Bagnaia zaskoczył jednak wszystkich oglądających wyścig o GP San Marino. Reprezentant zespołu Pramac Racing, który walczy o miejsce w fabrycznej ekipie Ducati, rozpoczął rywalizację na torze Misano z szóstego miejsce i po dość ospałym starcie, powoli podkręcał swoje tempo. 23-latek pokonywał kolejnych rywali aż w końcu dojechał do znajdującego się na drugim miejscu, Valentino Rossiego. „Pecco” był bezlitosny wobec swojego mentora i wykorzystując moc Ducati, wyprzedził go bez najmniejszego problemu. Wydawało się wówczas, że może nawet ruszyć w pogoń za Franco Morbidellim, ale nie miał na to żadnej szansy.

Im było bliżej mety, Francesco Bagnaia musiał natomiast uważać na to, co dzieje się za nim. Walczący z Rinsem Rossi był bardzo blisko, a co więcej szalone tempo miał jadący na piątym miejscu Joan Mir. Hiszpan na ostatnich okrążeniach wyprzedził nawet swojego zespołowego partnera i dziewięciokrotnego mistrza świata, co mogło być dla „Pecco” znakiem ostrzeżenia. Do mety było już jednak tylko kilka zakrętów, więc Bagnaia zdołał obronić swoją drugą pozycję. Tym samym mógł w końcu cieszyć się ze swojego pierwszego podium w karierze i to właśnie w swojej domowej rundzie. Co więcej wygrał pojedynek ze swoim mistrzem, Valentino Rossim, który rywalizację w GP San Marino finalnie zakończył na czwartej pozycji. Mimo to jest dumny ze swoich uczniów.

Jestem więc pewien, że to adrenalina i chęć odniesienia sukcesu przed własnymi kibicami – w końcu na trybunach po raz pierwszy w sezonie zasiadło blisko 10 tysięcy fanów – były kluczem do wywalczenia pierwszego podium w karierze Francesco. Co więcej, pokazał on tym występem, że Ducati nie powinno go skreślać w walce o miejsce w fabrycznej ekipie. Ja natomiast myślę, że to Włoch jest głównym faworytem, by zastąpić w zespole Andreę Dovizioso.

3. Fabio Quartararo dwukrotnie „na deskach” podczas GP San Marino

Wprowadzając cykl artykułów HOT3, objaśniałem, że niekoniecznie będą umieszczał tutaj pozytywne informacje. Dziś więc nadszedł ten moment, gdy muszę kogoś skarcić i tym kimś jest Fabio Quartararo.

Francuz w zeszłym roku imponował swoim kwalifikacyjnym tempem oraz dwoma pamiętnymi pojedynkami z Markiem Marquezem. Pierwszy z nich miał miejsce właśnie na torze Misano, gdzie zwycięstwo przegrał tak naprawdę na ostatnim okrążeniu. Nic więc dziwnego, że Fabio Quartararo uważany był w tym roku za jednego z faworytów Mistrzostw Świata, jak i również faworytów GP San Marino.

Od GP Czech jest to jednak cień zawodnika, który w Jerez odniósł dwa perfekcyjne zwycięstwa po bezbłędnej jeździe i był liderem klasyfikacji generalnej. W Brnie oraz w dwóch wyścigach w Austrii zgromadził natomiast raptem 20 punktów. Wydawało się więc, że gorzej już nie będzie, w końcu w GP San Marino Yamaha miała być mocna. I rzeczywiście, była, w kwalifikacjach okupowała pierwsze cztery miejsca. Miało więc nadejść odkupienie.

Fabio Quartararo rozpoczynał wyścig z trzeciego miejsca, jednak start nie był zbyt dobry. Uwikłał się bowiem w walkę i przegrał pozycje z Jackiem Millerem oraz Maverickiem Vinalesem. Chcąc więc szybko nadrobić i ruszyć w pogoń za odjeżdżającymi Franco Morbidellim oraz Valentino Rossim, musiał mocno naciskać. Wyprzedził więc na siódmym okrążeniu Mavericka Vinalesa i zbliżał się do Jacka Millera. Niestety, popełnił błąd i upadł w czwartym zakręcie. Był to już więc koniec jego marzeń o zwycięstwie w wyścigu o GP San Marino.

Fabio Quartararo powrócił na motocykl i chciał nadrobić nieco strat. Jego tempo było jednak słabe i co więcej, na osiemnastym okrążeniu popełnił dziwny błąd i upadł po raz drugi. Tym samym był do dla niego definitywny koniec rywalizacji, jak i prowadzenia w klasyfikacji generalnej. Mimo to zachował drugie miejsce w tabeli.

Pytanie tylko, czy Fabio Quartararo zdoła się podnieść, bo ja zaczynam mieć wrażenie, że brakuje mu chłodnej głowy. Po dwóch zwycięstwach przyszła pora na trzy trudne wyścigi, gdzie Yamaha miała sporo problemów przez swoją słabą jednostkę napędową. Nic więc dziwnego, że zawodnik mógł czuć się sfrustrowany. GP San Marino miało być już zupełnie inną historia, okazją do rewanżu. Lecz gdy tylko coś się nie układało, a sytuacja zaczęła się komplikować, Franco – w gorącej wodzie kąpany – popełnił pierwszy błąd. Drugi – moim zdaniem – jest już kompletnie niezrozumiały. Fabio musi więc wziąć się w garść i jak najszybciej wrócić do swojej dyspozycji, jak i nastawienia z toru Jerez.

Image: © Petronas Yamaha SRT