MotoGP HOT3 #7: GP Emilii-Romanii. Pierwsze hiszpańskie zwycięstwo

GP Emilii-Romanii 2020 / © Yamaha Motor Racing

Za nami już siódmy wyścig sezonu MotoGP - GP Emilii-Romanii. Mamy szóstego zwycięzcę, całe hiszpańskie podium, postęp Alexa Marqueza i wyrównaną czołówkę klasyfikacji generalnej. Czas więc na kolejne HOT3.

Tegoroczny sezon MotoGP nie przestaje zadziwiać. Pod nieobecność kontuzjowanego Marca Marqueza trudno wskazać jednego faworyta do zwycięstwa nie tylko mistrzostwa, ale również i pojedynczego wyścigu. Czasami można odnieść nawet wrażenie, że nikt nie chce zdobyć tego tytułu, w końcu lider klasyfikacji generalnej, Andrea Dovizioso, zgromadził po siedmiu rundach ledwie 84 punkty, a jego jazda pozostawia wiele do życzenia. 

Nieprzewidywalność tegorocznych mistrzostw potwierdził również wyścig o GP Emilii-Romanii. Działo się w nim sporo, były dramaty - chociażby upadek Valentino Rossiego, i chwile radości. Niemniej fani nie mają na co narzekać, a my zapraszamy do kolejnego HOT3.

1. Ważne zwycięstwo Mavericka Vinalesa podczas GP-Emilii Romanii

Już przed startem tegorocznego sezonu MotoGP wiadomo było, że jednym z faworytów do tytułu będzie Maverick Vinales. Gdy w dodatku okazało się, że kontuzjowanego Marca Marqueza czeka dłuższa przerwa, szanse 25-latka jeszcze urosły. On jednak nie potrafił tego wykorzystać. Jeździł bardzo nierówno – przeplatał świetne wyniki w sesjach kwalifikacyjnych z marnym tempem wyścigowym. Ponadto, miał sporo problemów na startach. Nic więc dziwnego, że jego frustracja zaczęła narastać.

Wtedy na ratunek przyszło GP Emilii-Romanii na torze Misano. Co prawda na początku Maverick Vinales czuł się nieco bezradny, nie wiedząc, co zrobić, by było lepiej, ale w końcu tempo przyszło. Również to na jedno okrążenie. Hiszpan wywalczył trzecie z rzędu pole position na tym włoskim obiekcie, dając sobie kolejną okazję na sukces.

Tym razem miał w końcu dobry start i nie stracił pozycji. Fakt, wyprzedził go Jack Miller, ale Maverick Vinales szybko go skontrował i przewodził stawce wyścigu o GP Emilii-Romanii. Na szóstym okrążeniu spadł jednak na drugie miejsce, gdyż wyprzedził go Francesco Bagnaia. Wydawało się więc, że Włoch zdoła odjechać Hiszpanowi i odniesie swój pierwszy sukces w MotoGP, lecz zawodnik Yamahy na to mu nie pozwalał. Trzymał dystans na poziomie 1-1,5 sekundy, czym wywierał presję. Jak się okazało, było to ważne działanie.

Na 21. okrążeniu wyścigu o GP Emilii-Romanii w zakręcie szóstym przewrócił się właśnie Francesco Bagnaia. Moment ten sprawił, że na bezpieczne, 4-sekundowe prowadzenie wyszedł Maverick Vinales. Hiszpan nie popełnił już żadnego błędu do mety i odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie 2020, i pierwsze dla Hiszpanii. Zapewniło mu to tym samym trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, ledwie punkt za Andreą Dovizioso.

Maverick Vinales swoim triumfem zamknął usta krytykom. Potwierdził, że wciąż może wygrywać i jest szybki nie tylko w kwalifikacjach. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że kluczem do zwycięstwa był dobry start. Nie walczył z innymi rywalami i nie tracił przez to czasu. Yamaha wciąż bowiem cierpi na niedostatek prędkości na prostych, co znacząco utrudnia wyprzedzanie. Gdy jednak nie musi konkurować z innymi, jest piekielnie szybka. Jeśli więc Vinales chce zdobyć tytuł mistrzowski, powinien kwalifikować się najwyżej, jak tylko się da i nie psuć startów. Ucieczka wydaje się jedynym sposobem na jego zwycięstwo.

2. Kolejna wspaniała pogoń Joana Mira

Odkąd Joan Mir wywalczył w GP Austrii swoje pierwsze podium w klasie MotoGP, jego szanse na mistrzowski tytuł rosną z wyścigu na wyścig. Zawodnik Suzuki dysponuje dobrym tempem i jeździ najrówniej z czołówki. Problemem są jednak kwalifikacji i sam początek rywalizacji. O dziwo, największe kłopoty ma na świeżych oponach. Gdy jednak zaczynają się zużywać, jego tempo rośnie i odrabia poniesione wcześniej straty. Tak też było podczas GP Emilii-Romanii.

W sesji kwalifikacyjnej Joan Mir nie istniał. Hiszpan nie był w stanie uzyskać konkurencyjnego czasu okrążenia i zajął odległe jedenaste miejsce – najgorsze w tegorocznym sezonie MotoGP. Zawodnik Suzuki nie zamierzał się jednak poddać i po starcie stopniowo przesuwał się w klasyfikacji. Wyprzedzał kolejnych zawodników i wykorzystał wywrotki rywali. W końcu – po upadku Francesco Bagnai – awansował na czwarte miejsce. Nie było to jednak szczytem jego możliwości.

Świetne tempo w końcówce i walka Fabio Quartararo z Polem Espargaro pozwoliła mu zbliżyć się do tego duet. Joan Mir dojechał do nich na końcowych okrążeniach i bez najmniejszych problemów wyprzedził najpierw Francuza, a chwilę później i Hiszpana. Tym samym w GP Emilii-Romanii wywalczył drugie miejsce i dzięki temu awansował na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Do prowadzącego w klasyfikacji Andrei Dovizioso traci zaledwie cztery punkty.

Jeśli tylko Joan Mir kończy wyścig (w dwóch nie dojechał do mety – przyp. red.), to znajduje się w czołowej piątce. Można więc nazwać go najrówniej jeżdżącym zawodnikiem z czołówki. Ważne, by tylko kwalifikował się do wyścigu wysoko, bo strata czasu z pierwszej fazy wyścigu może być za duża, aby odnieść pierwsze zwycięstwo w MotoGP. To jednak wydaje się już tylko kwestią czasu, bo forma jest, a tegoroczne Suzuki GSX-RR jest dla niego doskonałą bronią.

3. GP Emilii-Romanii iskierką nadziei dla Alexa Marqueza

Debiutujący w tym roku w MotoGP Alex Marquez miał bardzo trudny początek sezonu. Honda RC213V nie należy do łatwych motocykli, zważywszy na to, że budowana jest pod jego starszego brata Marca. Co więcej mistrz świata Moto2 zawsze był stawiany w jego cieniu, co nie ułatwiało mu aklimatyzacji w „królewskiej” klasie Motocyklowych Mistrzostw Świata.

W kolejnych rundach sezonu tempo Alexa Marqueza pozostawiało wiele do życzenia, trudno było zauważyć jakiś większy postęp. Ten jednak nadszedł na torze w Misano, po dniu testowym. Nagle Hiszpan odnalazł odpowiednie ustawienia, nabrał pewności i zaliczył bardzo duży progres. Efekt? Najlepszy czas podczas niedzielnej rozgrzewki, a w wyścigu o GP Emilii-Romanii awans z siedemnastego pola startowego na siódme miejsce.

Alex Marquez był więc jednym z najbardziej wyróżniających się zawodników minionego Grand Prix. W końcu był dość konkurencyjny i nie jechał w ogonie stawki. Zaprezentował solidne tempo i efekty nauki nowego motocykl, którym jest dla niego Honda RC213V. Szczególne wrażenie wywarł awans o dziesięć miejsc względem pozycji startowej, jak i względem lokaty, którą zajął w GP San Marino, ledwie tydzień wcześniej. Być może więc GP Emilii-Romanii będzie dla niego punktem zwrotnym sezonu i w kolejnych wyścigach będziemy go częściej obserwować w czołowej dziesiątce, a może nawet i w czołowej piątce. W końcu nie wygrał przecież w chipsach mistrzowskich tytułów w klasach Moto3 i Moto2. Hiszpan jeździć potrafi i nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Image: © Yamaha Motor Racing