MotoGP HOT3 #8: GP Katalonii. Fabio Quartararo bierze wszystko

GP Katalonii 2020 / © Petronas Yamaha SRT

Za nami GP Katalonii - ósmy wyścig tegorocznego sezonu MotoGP. Najlepszy w nim okazał się Fabio Quartararo, który powrócił na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Po raz kolejny ze świetnej strony zaprezentował się też Joan Mir, który wraz z Alexem Rinsem zapewnili Suzuki pierwszy taki wyczyn od 13 lat. Pecha mieli natomiast Andrea Dovizioso i Valentino Rossi. Czas więc na kolejny HOT3.

Ósma runda tegorocznego sezonu MotoGP potwierdziła, że choć ciężko jest przewidywać konkretne rozstrzygnięcia, tak Yamaha i Suzuki dysponują najbardziej uniwersalnymi motocyklami. GP Katalonii dało nam jeszcze jedną odpowiedź – kluczem do sukcesu jest równa jazda i wysokie punktowanie. Tytułu nie zdobędziesz, jeśli w jednym wyścigu wygrywasz, a tydzień później masz problem z wejściem do czołowej dziesiątki. Doskonale o tym przekonuje się Maverick Vinales, który z raju w Misano trafił do piekła w Katalonii.

1. Fabio Quartararo powraca na tron podczas GP Katalonii

Gdy Fabio Quartararo wygrał dwa pierwsze wyścigi sezonu z dość bezpieczną przewagą nad rywalami, wielu upatrywało w nim głównego faworyta do tytułu pod nieobecność kontuzjowanego Marca Marqueza. W pięciu kolejnych rundach Francuz był jednak cieniem zawodnika z toru Jerez. Błędy, problemy z motocyklem, niepotrzebna nerwówka i w efekcie jedynie wywalczone 33 punkty. Było to dla niego sporym rozczarowaniem, a dla kibiców znakiem, że być może ubiegłoroczny najlepszy debiutant nie daje sobie rady z presją i stawianymi przed nim oczekiwaniami.

Wtedy jednak przyszła kolej na GP Katalonii na torze Bercelona-Catalunya. To bardzo wyjątkowa runda dla Fabio Quartararo, bo w 2018 roku odniósł tutaj swoje pierwsze zwycięstwo w Motocyklowych Mistrzostwach Świata (Moto2), a sezon później wywalczył swoje pierwsze podium w klasie MotoGP (był drugi – przyp. red.). Nic więc dziwnego, że przed startem tegorocznej rywalizacji w Katalonii Francuz upatrywany był w gronie głównych faworytów do triumfu.

Już od początku weekendu wyścigowego Fabio Quartararo plasował się w ścisłej czołówce, pokazując bardzo dobre tempo, zarówno na dystansie jednego okrążenia, jak i na dłuższych przejazdach. Co prawda w kwalifikacjach przegrał ze swoim zespołowym kolegą, Franco Morbidellim, lecz wiedział, że będzie stać go na zwycięstwo w wyścigu. I rzeczywiście, nie pomylił się ani trochę.

Po nieco słabszym starcie i stracie pozycji na rzecz Jacka Millera oraz Valentino Rossiego szybko złapał swój rytm. Już na pierwszym okrążeniu udało mu się wyprzedzić Australijczyka i podążał śladem włoskiego zawodnika. Ostatecznie wyprzedził go na szóstym „kółku”, a kolejnych trzech potrzebował do awansu na pozycję lidera. Tej nie oddał już do końca, wypracowując sobie wystarczającą przewagę dopóki jego opony były w odpowiednim stanie. Gdyby jednak wyścig MotoGP trwał okrążenie dłużej, wynik mógłby być już inny, gdyż tempo Francuza drastycznie spadło w końcówce rywalizacji, co też przyznał w jednym z wywiadów.

Sukces w GP Katalonii był dla Fabio Quartaro bardzo ważny. Przede wszystkim wrócił na pozycję lidera klasyfikacji generalnej i wyprzedza Joana Mira o 8 punktów. Dał mu też zastrzyk pewności siebie, która po nieudanych rundach nie była na wysokim poziomie. Zawodnik zespołu Petronas Yamaha SRT znów więc wierzy w swoje możliwości i konkurencyjność. Kto wie, może zostanie mistrzem świata w satelickim zespole, pierwszym od czasu Valentino Rossiego, który tytuł w 2001 roku zdobył w ekipie Nastro Azzuro Honda.

Ciekawostką jest też fakt, że Fabio Quartararo w tym roku jeśli znajduje się na podium, to na jego najwyższym stopniu. Co więcej, dzieje się to tylko w hiszpańskich rundach. Może być to więc dobry znak na przyszłość, gdyż w Hiszpanii odbędą się jeszcze cztery z sześciu wyścigów.

2. Równa forma Joana Mira i sukces Suzuki

Od GP Austrii Joan Mir znajduje się w świetnej formie, czego dowodem jest jego równa jazda i meldowanie się w czołowej czwórce wyścigu. Nic więc dziwnego, że zaczyna wyrastać na poważnego kandydata do mistrzowskiego tytułu. Hiszpan wykazuje najrówniejszą formę niezależnie od toru i gdyby tylko notował lepsze wyniki kwalifikacjach, miałby łatwiejszą drogę do swojego pierwszego zwycięstwa w klasie MotoGP.

Najprawdopodobniej w GP Katalonii zabrakło mu do tego sukcesu jednego okrążenia. Mniej więcej od połowy wyścigu, czyli od momentu, gdy Suzuki zaczyna mieć przewagę w kwestii opon, zaczynał gonić czołówkę rywalizacji. Wyprzedził najpierw Jacka Millera, potem Franco Morbidellego, a na ostatnich okrążeniach w błyskawicznym tempie odrabiał ponad trzysekundową stratę do prowadzącego Fabio Quartararo – na mecie dzieliło ich już tylko 0,9 sekundy.

Joan Mir świetnie się spisuje w momencie, gdy inni mają problemy z oponami. Hiszpan wykorzystuje ten fakt i zaczyna nadrabiać straty z kwalifikacji i pierwszej fazy wyścigu. Nie wątpię więc, że lada chwila odniesie swój upragniony triumf w klasie MotoGP i kto wie, może to właśnie on zostanie mistrzem świata sezonu 2020. Jego jazda jest imponująca i przede wszystkim równa, a to jest kluczem do tytuły w tych jakże dziwnych mistrzostwach.

Po raz pierwszy w tym roku w czołowej trójce znalazł się również drugi zawodnik Suzuki, Alex Rins. Przed startem sezonu to właśnie starszy z Hiszpanów był uważany za lidera ekipy, jednak jego plany pokrzyżowała kontuzja podczas kwalifikacji do GP Hiszpanii. Od tego czasu nie potrafił wykazać dobrego tempa i próżno było go szukać na podium. Co prawda blisko takiego wyniku był w Czechach, jednak ostatecznie nieco zabrakło.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Po starcie z 13. pola sztuka ta udała mu się w GP Katalonii. Alex Rins stopniowo odrabiał straty i finalnie zajął trzecie miejsce. On również wykorzystał fakt, że Suzuki najlepiej radzi sobie z oponami i nie zużywa ich w takim tempie, jak chociażby Yamahy. Dało mu to więc przewagę w końcówce, którą wykorzystał.

Warto odnotować fakt, że podwójne podium zawodników Suzuki jest pierwszym takim wynikiem od wyścigu na torze w Misano w 2007 roku. Wtedy drugie miejsce wywalczył Chris Vermeulen, a trzecie John Hopkins. Co ciekawe, wówczas wyścigu nie ukończył – podobnie jak i tym razem – Valentino Rossi.

3. Włoski dramat w trakcie GP Katalonii

Już na pierwszym okrążeniu wyścigu o GP Katalonii Andrea Dovizioso musiał pożegnać się z marzeniami o obronie pozycji lidera w klasyfikacji generalnej. Wszystko za sprawą Johanna Zarco, który wystraszył się błędu Danilo Petrucciego i uślizg zaliczyło jego przednie koło. Upadając, zabrał ze sobą bezbronnego Doviego. Niby Włoch nie miał tu żadnej winy, ale gdyby tylko lepiej się zakwalifikował, a nie na 17. pozycji, to do takiej sytuacji najprawdopodobniej by nie doszło. Inną sprawą jest fakt, że trzykrotny wicemistrz świata ma w tym sezonie MotoGP ogromne kłopoty z nową tylną oponą Michelin. Jak sam przyznaje, nie może hamować tak, jak to zwykle robił i to jest jego największy problem. Niemniej trudno w nim upatrywać obecnie kandydata do mistrzowskiego tytułu.

To nie był jednak koniec włoskich dramatów. Przez 15 okrążeń wyścigu o GP Katalonii świetnie spisywał się startujący w swojej 350. rundzie „królewskiej” klasy Valentino Rossi. Dziewięciokrotny motocyklowy mistrz świata dysponował świetnym tempem i jechał na drugiej pozycji, mniej niż sekundę za liderującym Fabio Quartararo. Włoch wierzył w swoje doświadczenie i siłę, jaką prezentował w trakcie weekendu, chciał więc wywalczyć 200. podium, a może i nawet pierwsze od ponad trzech lat zwycięstwo. Niestety, na szesnastym okrążeniu w zakręcie numer dwa uślizgnęło się jego przednie koło. Jak sam przyznał, opona zbyt mocno schłodziła się na prostej start/meta i w lewym zakręcie nie było przyczepności, gdy pojechał delikatnie szybciej niż na poprzednich „kółkach”. Efekt? Spadek na jedenaste miejsce w klasyfikacji generalnej i strata 50 punktów do Fabio Quartararo. Jest więc to najprawdopodobniej koniec marzeń o mistrzowskim tytule, nawet biorąc pod uwagę nieprzewidywalność sezonu 2020.

To wygląda dość ironicznie, ale dwaj najbardziej doświadczeni zawodnicy mają w tym szalonym roku ogrom problemów. Wydawałoby się, że zawirowania mogą działać na ich korzyść, jednak rzeczywistość jest zgoła odmienna. Pocieszeniem dla Rossiego może być za to kontrakt z zespołem Petronas Yamaha SRT na sezon 2021. W przypadku Dovizioso jest inaczej, on wciąż jest bezrobotny i wydaje się, że tak może pozostać do końca. Upragniony tytuł w MotoGP może więc nigdy nie nadejść.

Image: © Petronas Yamaha SRT