Podsumowanie GP Belgii: Daniel Ricciardo bliski upragnionego podium

GP Belgii 2020 / © Renault Sport

Tegoroczny wyścig na torze Spa-Francorchamps nie wygenerował żadnych wielkich emocji i niespodziewanych rozstrzygnięć. Bez wielkiego zaskoczenia to Lewis Hamilton i Valtteri Bottas dyktowali tempo przez cały weekend, ale na szczególną uwagę zasługuje duet kierowców Renault, którzy dowieźli do mety rekordową liczbę punktów dla zespołu z Enstone.

Mercedes poza zasięgiem. Cichy weekend Red Bulla

Lewis Hamilton bez wielkiego zaskoczenia zdominował sobotnie kwalifikacje oraz niedzielny wyścig o GP Belgii. Jego partner z ekipy kolejny raz w tym sezonie okazał się jedynie tłem dla sześciokrotnego mistrza świata i potencjalne marzenia o mistrzowskiej koronie musi, już wręcz na pewno, kolejny raz przesunąć w czasie. Obecna przewaga Lewisa Hamiltona nad Valtterim Bottasem wzrosła do pięćdziesięciu punktów, a dwójkę kierowców Mercedesa w klasyfikacji generalnej nadal przedziela osamotniony reprezentant Red Bulla – Max Verstappen.

Bolidy Red Bulla i Mercedesa korzystały w miniony weekend z większej siły docisku względem reszty stawki, co miało przynieść spore korzyści w trakcie deszczowego wyścigu. Ostatecznie aura postanowiła nie podnosić nam poziomu emocji w trakcie niedzielnej rywalizacji i kierowcy przejechali cały dystans po suchej nawierzchni. Opór generowany przez samochody dwóch czołowych ekip odbijał się mocną czkawką w pierwszym oraz trzecim sektorze, gdzie najbardziej liczy się moc jednostki napędowej. Tor Spa słynie z tego, że jest nieprzychylny dla opon, a używanie większego docisku jeszcze bardziej potęguje na tym obiekcie zużycie ogumienia. W obu przypadkach kierowcy tych zespołów kończyli wyścig z ryzykiem samoistnego rozerwania opon, do którego ostatecznie nie doszło. To tylko świadczy o tym, że Mercedes nadal ma spory problem na tej płaszczyźnie, a świetne zarządzanie oponami przez Lewisa i Valtteriego jedynie go tuszuje.

Strategicznie GP Belgii bardzo przypominało pierwszy tegoroczny wyścig na torze Silverstone, gdzie również w pierwszej fazie wyścigu pojawił się samochód bezpieczeństwa, co całkowicie storpedowało plany zespołów. Red Bull bardzo zaryzykował ze strategią Maxa Verstappena, który jak przyznał po wyścigu, był bardzo bliski przebicia swoich opon w końcowej fazie wyścigu. Strata Daniela Ricciardo do Holendra mieściła się jednak w oknie postojowym, co uniemożliwiało Red Bullowi ściągniecie swojego podopiecznego na dodatkowy postój. Inżynierowie z Milton Keynes byli świadomi, jak szybkie są bolidy Renault w Belgii i nie chcieli ryzykować utraty miejsca na podium.

Mniej szczęścia kolejny raz miał Alex Albon, który chyba znów padł ofiarą swojego zespołu. Podczas jedynego postoju Taj otrzymał niespodziewanie pośrednią mieszankę opon, której użycie nie miało żadnego logicznego sensu. Taka innowacyjna strategia dała o sobie znać w końcowej fazie rywalizacji, gdzie kierowca Red Bulla dramatycznie walczył ze swoim ogumieniem, co momentalnie wykorzystał Esteban Ocon. Niewiele brakło, a śladem Francuza podążyłby Lando Norris, który był bliski zdegradowania tajskiego kierowcy na siódmą pozycję.

Renault i Ferrari - łzy szczęścia i smutku

Zespół Renault kolejny raz potwierdził tezę, że ich bolidy najlepiej czują się na obiektach silnikowych, gdzie siła docisku odgrywa mniejsze, a nawet minimalne znaczenie. Dla porównania na technicznym torze ulokowanym pod Barceloną ekipa Cyrila Abiteboula była tłem dla rywali i ostatecznie zarówno Daniel Ricciardo, jak i Esteban Ocon ukończyli rywalizację poza czołową dziesiątką. Weekend na torze Spa to jednak nowe rozdanie, zarówno pod kątem tempa wyścigowego i kwalifikacyjnego, gdzie francuska ekipa była trzecią siłą w stawce. To przełożyło się na ukończenie niedzielnej rywalizacji z dorobkiem 23 punktów, co jest rekordem dla zespołu z Enstone.

Bez żadnej wstrzemięźliwości można powiedzieć, że Daniel Ricciardo jechał po wymarzone miejsce na podium, ale na jego drodze stanęła ryzykowna strategia Maxa Verstappena, która finalnie przyniosła mu planowaną korzyść. Francuski zespół jest jednak świadomy, że największa szansa na podium wytwarza się przed nimi na torze Monza, gdzie królowa sportów motorowych zawita już w najbliższy weekend. Wydajność konstrukcji R.S.20 pozwala zakładać, że Daniel Ricciardo i Esteban Ocon mogą pokusić się na tym obiekcie o walkę o najniższy stopień podium.

Weekend w Belgii był jednym z najgorszych weekendów dla zespołu z Maranello w ostatniej dekadzie. Sebastian Vettel ukończył zmagania na trzynastej lokacie, a jego partner z zespołu finiszował na mecie tuż za nim. Problem bez wątpienia leży w silniku i jego małej wydajności, ale szef zespołu Mattia Binotto starał się upatrywać negatywnego czynnika w oponach, które nie chciały współgrać z bolidem Ferrari na przestrzeni całego weekendu. Tę tezę można jednak momentalnie obalić poprzez finalny układ stawki w wyścigu, gdzie bolidy napędzane jednostką napędową Ferrari ukończyły rywalizację w dolnych rejonach tabeli. Ciekawostką jest fakt, że lepszy od duetu kierowców Ferrari okazał się Kimi Raikkonen, który minął linię mety tuż przed Sebastianem Vettelem.

Bezbarwne Racing Point. Świetny Gasly

Tor Spa Historycznie leżał ekipie Racing Point, która świetnie spisywała się tutaj pod różnymi dotychczasowymi szyldami. Sezon 2020 i postęp, który dokonał się w tej ekipie za sprawą współpracy z Mercedesem, sugerował, że różowe bolidy mogą namieszać na podium. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo brutalna dla kierowców tego zespołu, którzy na przestrzeni całego weekendu walczyli z brakiem tempa oraz oponami, co przełożyło się na mizerny wynik w wyścigu i utratę trzeciego miejsca wśród konstruktorów na rzecz ekipy McLarena.

Kolejnym świetnym wyścigiem popisał się Pierre Gasly, który do rywalizacji wyruszył na twardej mieszance opon. Taki wybór ogumienia momentalnie dał mu przewagę nad rywalami, których hurtowo wymijał w pierwszej fazie wyścigu. Plan strategiczny pokrzyżował jednak Francuzowi wyjazd samochodu bezpieczeństwa, który spowodował, że kierowca AlphaTauri ukończył wyścig na ósmym miejscu. Gdyby nie ten incydent, wówczas Francuz mógł spokojnie zakończyć niedzielną rywalizację pomiędzy zawodnikami Renault. Na otarcie łez musi mu wystarczyć tytuł kierowcy dnia oraz manewr, którego dokonał na Sergio Perezie w zakręcie Eau Rouge, który bez wątpienia był ozdobą niedzielnego wyścigu.

Image: © Renault Sport