Podsumowanie GP Hiszpanii: Hamilton coraz bliżej siódmego tytułu

Lewis Hamilton - Mercedes AMG Petronas F1 Team / © Mercedes AMG Petronas F1 Team / LAT Images

Tegoroczny wyścig w Hiszpanii nie zaskoczył swoim przebiegiem i zaraz po starcie cała kawalkada bolidów uformowała się w jedną długą procesję, która z wyjątkiem Charlesa Leclerca dojechała w komplecie do mety. Lewis Hamilton od samego początku kontrolował tempo i wyraźnie zaznaczył jak wielka dysproporcja dzieli bolid W11 od konstrukcji RB16 prowadzonej przez Maxa Verstappena.

Mercedes – Red Bull 5:1

Zespół Mercedesa kolejny raz udowodnił, że eliminowanie problemów w krótkim odstępie czasu, jest ich mocną stroną - nie zważając na skomplikowanie danego problemu. Początkowe problemy z elektryką skrzyni biegów zostały rozwiązane w niecałe pięć dni. Kolejnym słabym punktem bolidu W11 było zarządzanie oponami. Z tym również inżynierowie z Brackley poradzili sobie w ciągu kilku dni dzielących wyścig na Silverstone i Circuit de Barcelona Catalunya. Swoje zrobiła również charakterystyka toru oraz twardsze mieszanki, których ciśnienie zostało przywrócone do standardowego poziomu. Dlatego też prawdziwy test czeka Mercedesa w Belgii, ponieważ tor Spa zalicza się do grona trzech najbardziej brutalnych dla opon obiektów w kalendarzu.

Analiza telemetrii wykazała, jak świetnie wyścig został rozplanowany przez Lewisa Hamiltona. Jego początkowe tempo nie było rewelacyjne, co było świadomą zagrywką, która miała umożliwić Brytyjczykowi lepsze wyczucie opon i zadbanie o nie w taki sposób, aby przejechały zaplanowany dystans. Gdy zaznajomienie się z ogumieniem osiągnęło odpowiedni pułap, wówczas Hamilton wykręcał czasy przeszło sekundę lepsze, co momentalnie wygenerowało dość bezpieczną przewagę nad Maxem Verstappenem i Valtterim Bottasem. Takiego komfortu nie miał jednak w niedzielę Max Verstappen, który momentalnie zużywał swoje opony i nie był w stanie podjąć walki z sześciokrotnym mistrzem świata. Mankamentem dla Holendra była również wymiana jednostki napędowej i jej komponentów tuż przed startem wyścigu. Powrót do używanych podzespołów znacznie obniżył wydajność bolidu Maxa Verstappena.

Kolejny raz niedziela okazała się bardzo brutalna dla typowych kierowców numer dwa. Mowa tutaj o Alexie Albonie i Valtterim Bottasie, którzy kolejny raz byli cieniem dla swoich partnerów zespołowych. Ósma pozycja Albona to w głównej mierze zasługa zespołu, który wykorzystał swojego drugiego kierowcę do testu twardych opon, przez co młody Taj stracił sporo czasu. Gdyby zespół pozostał przy optymalnej strategii, to wówczas Albon mógł ukończyć wyścig na czwartej lokacie.

W mniejszą obronę należy brać jednak fińskiego reprezentanta Mercedesa, który kolejny raz udowodnił, że sezon 2020 nie będzie jednak jego rokiem. Kolejny raz w przypadku Fina pojawił się oklepany schemat spóźnionego startu i odrabiania strat na przestrzeni wyścigu. Efekt? Ukończenie rywalizacji nie tylko za swoim partnerem z zespołu, ale również za Maxem Verstappenem, który dzięki temu utrzymał swoje drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Obecna strata Bottasa do Hamiltona to 43. oczka, co powoli nakreśla scenariusz siódmej mistrzowskiej korony dla lidera ekipy Mercedesa. Jeżeli Brytyjczyk w dalszej części sezonu nie doświadczy jakichś defektów, to osobiście nie widzę żadnej szansy na podjęcie równej walki o mistrzostwo.

Racing Point bez zaskoczenia najlepsze w środku stawki

"Bratni" zespół Mercedesa pierwszy raz w tym sezonie dowiózł do mety wynik, który realnie odzwierciedla ich pozycję w stawce. Mimo wielkich nadziei kolejny raz obyło się bez miejsca na podium, które w obecnej sytuacji może być możliwe jedynie w przypadku defektu bolidu Red Bulla lub Mercedesa. Na uwagę po wyścigu w Hiszpanii zasługuje Lance Stroll, który przejechał bardzo solidny wyścig. Dobrym tempem na przestrzeni weekendu popisał się również powracający z przymusowych wakacji Sergio Perez. Techniczny tor pod Barceloną wyraźnie ukazał różnice między czarnym a różowym Mercedesem na przestrzeni tempa wyścigowego, gdzie zarówno Perez, jak i Stroll tracili na każdym okrążeniu przeszło sekundę względem czasów Hamiltona.

Pech opuścił w końcu Carlosa Sainza, który w ostatnich wyścigach bardzo narzekał na przegrzewanie, a wprowadzane modyfikacje nie przynosiły zamierzonych rezultatów i powodowały, że Hiszpan musiał ścigać się z większym oporem aerodynamicznym. Wymiana jednostki napędowej w miniony weekend wyeliminowała jednak natychmiast dotychczasowy problem, co umożliwiło kierowcy McLarena powrót do pierwotnego szczelnego układu chłodzenia. Tempo przyszłego kierowcy Ferrari było w ten weekend bardzo dobre, co zaowocowało pokonaniem partnera z ekipy i ukończeniem zmagań tuż za kierowcami Racing Point.

Dużych problemów na przestrzeni weekendu doświadczyli natomiast kierowcy Renault, którzy kwalifikację zakończyli na etapie drugiego segmentu, a w trakcie wyścigu uplasowali się poza czołową dziesiątką. Techniczny tor w Hiszpanii dobitnie uwidocznił słabe punkty tegorocznej konstrukcji RS20, która zdecydowanie bardziej preferuje mniej kręte obiekty. Diametralnie inaczej powinien wyglądać weekend w Belgii oraz wyścig na torze Monza, gdzie Renault powinno powalczyć z Racing Point o prym w drugiej części stawki.

Role natomiast odwróciły się w zespole Ferrari. Sebastian Vettel dzięki podjęciu sporego ryzyka i przejechaniu czterdziestu kółek na oponach miękkich ostatecznie ukończył zmagania na siódmej lokacie. Pech tym razem dopadł jego partnera z ekipy, który pod koniec wyścigu doświadczył problemów z jednostką napędową, która niespodziewanie zgasła. Ciekawostką jest fakt, iż po ponownym odpaleniu silnika, Monakijczyk pokonał pełne dwa okrążenia z niepełnym zabezpieczaniem w postaci pasów, które rozpoczął odpinać zaraz po pojawieniu się problemu. W trakcie weekendu nie brakowało również cierpkich słów z obu stron garażu na zachowanie się bolidów, które kolejny raz mocno odstawały od tempa bezpośrednich rywali.

Image: © Mercedes AMG Petronas F1 Team / LAT Images