Podsumowanie GP Styrii: Popis Lewisa Hamiltona

Podium GP Styrii 2020 / © Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images

GP Styrii co prawda nie porwało kibiców tak, jak zrobiło to GP Austrii, ale w miniony weekend mieliśmy kilka smaczków. Byliśmy świadkami interesującej sesji kwalifikacyjnej, popisowej jazdy Lewisa Hamiltona, niesamowitej pogoni Sergio Pereza, fenomenalnej końcówki Lando Norrisa i kolejnego dramatu Ferrari. Czas więc na podsumowanie drugiego weekendu wyścigowego na torze Red Bull Ring.

Lewis Hamilton klasą samą dla siebie w GP Styrii

Po piątkowych treningach Lewis Hamilton nie mógł być zbytnio zadowolony. Brytyjczyk miał trochę problemów, a na domiar złego w jego samochodzie wykryto usterkę. Na jego szczęście mechanicy bardzo szybko zdiagnozowali przyczynę i już w sobotę mógł w pełni wykorzystać potencjał swojego Mercedesa W11, zwłaszcza że warunki pogodowe były bardzo trudne. Sesja kwalifikacyjna do GP Styrii odbyła się bowiem na mokrej nawierzchni. Nie od dziś jednak wiemy, że Lewis Hamilton jest wielkim mistrzem w takich warunkach. Jego umiejętności w połączeniu z doskonałym Mercedesem musiały dać więc tylko jeden rezultat – pole position. O ile jednak zwycięstwo sześciokrotnego mistrza świata nie dziwi, tak nieco szokująca była różnica. Brytyjczyk pokonał drugiego Maxa Verstappen – również świetnie radzącego sobie na mokrej nawierzchni – aż o 1,216 sekundy. To był po prostu nokaut.

Warunki pogodowe w niedzielę były już zgoła odmienne. Nad torem Red Bull Ring świeciło słońce, nie istniały żadne obawy o deszcz, a temperatura powietrza przez cały wyścig wynosiła ok. 20 stopni Celsjusza. Kierowcy nie musieli się również obawiać o nadmierną degradację opon, gdyż asfalt był rozgrzany do „ledwie” 40 stopni. Jasnym stało się więc, że kluczem do zwycięstwa w GP Styrii może okazać się start i odpowiednio dobrana strategia. Kierowcy z czołówki w większości jednak rozpoczynali rywalizację na miękkich oponach i planowali jeden postój.

Nie inaczej postąpił Lewis Hamilton. Sześciokrotny mistrz świata ruszył idealnie spod czerwonych świat i obronił swoją pierwszą pozycję. Szybko też zbudował bezpieczną przewagę nad Maxem Verstappenem, dzięki czemu mógł kontrolować przebieg rywalizacji. Nie przeszkodziła mu w tym nawet sprytna zagrywka ze strony zespołu Red Bull Racing, który zaryzykował wcześniejszy zjazd Holendra. Jak się później okazało, była to zbyt pochopna decyzja, przez co w końcówce wyścigu o GP Styrii opony w samochodzie Verstappena po prostu się zużyły. Tym samym stało się jasnym, że Lewis Hamilton odniesie swoje już 85. zwycięstwo w Formule 1. I rzeczywiście, Brytyjczyk dojechał do mety na pierwszej pozycji, ponad 13 sekund przed zespołowym kolegą, Valtterim Bottasem, który zdołał wyprzedzić holenderskiego kierowcę.

Triumf w GP Styrii oznacza więc, że Lewis Hamilton potrzebuje jeszcze tylko sześciu triumfów, by wyrównać rekord Michaela Schumachera w liczbie zwycięstw. Być może Brytyjczyk dokona tego już w tym sezonie, a kto wie, może i wyprzedzi legendarnego Niemca. W każdym razie miniony weekend – z wyłączeniem piątku – był dla obrońcy mistrzowskiego tytułu idealny, mistrz powrócił na swoje miejsce. Wystarczyło tylko skupić się na ściganiu, a nie na sprawach niezwiązanych z samymi wyścigami.

Valtteri Bottas utrzymuje prowadzenie w klasyfikacji generalnej 

Po zwycięstwie w GP Austrii Valtteri Bottas miał spory apetyt na powtórzenie tego sukcesu w GP Styrii. Fin prezentował się bardzo dobrze w piątkowych treningach i wydawało się, że może być faworytem sobotnich kwalifikacji. Szyki pokrzyżowała mu jednak pogoda i problemy z hamulcami. W takich warunkach Fin był bezradny i wywalczył dopiero – jak na możliwości samochodu – czwarte pole startowe. W wyścigu musiał więc odrabiać poniesione straty.

Valtteri Bottas już po kilku okrążeniach wyścigu o GP Styrii uporał się z Carlosem Sainzem i awansował na trzecią pozycję. Niestety, miał już wówczas dość pokaźną stratę do jadącego na drugim miejscu Maxa Verstappena. Fin nie zamierzał jednak odpuszczać i rozpoczął powolną pogoń. Pomógł mu w niej również jego zespół, który na wczesny zjazd Holendra zareagował natychmiastowo. Wiedząc, że kierowca Red Bulla może mieć w końcówce problem z oponami, Mercedes postanowił wydłużyć stint Bottasa. I choć po powrocie na tor Fin miał większą stratę, tak pod koniec wyścigu zaczęła ona maleć. Ostatecznie na 66. okrążeniu lider klasyfikacji generalnej przypuścił pierwszy atak. Holender nie zamierzał jednak odpuszczać, co stworzyło piękną walkę. Niestety, na kolejnym „kółku” Verstappen był już bezradny, a Bottas mógł cieszyć się z drugiej pozycji.

Dzięki temu finiszowi fiński kierowca zachował prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Valtteri Bottas zgromadził do tej pory 43 punkty i o 6 wyprzedza swojego zespołowego kolegę, Lewisa Hamiltona.

McLaren drugim zespołem klasyfikacji generalnej

Czy ktoś przed startem pierwszego Grand Prix sezonu przypuszczał, że po dwóch wyścigach drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów może zajmować McLaren? Chyba tylko najwięksi fani tego zespołu mogli zakładać taki scenariusz. Jednak to właśnie oni mieli rację. Za nami już dwie pierwsze rundy sezonu i z dorobkiem 39 punktów McLaren zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, wyprzedzając o 12 „oczek” Red Bulla, o 17 Racing Point i o 20 Ferrari. To coś niesamowitego, biorąc pod uwagę to, z jakimi problemami zmagał się McLaren jeszcze 2 czy 3 lata temu. To efekt tytanicznej pracy inżynierów, jak i zasługa silnika Renault.

Nie można jednak umniejszać tego sukcesu kierowcom, szczególnie Lando Norrisowi. Ubiegłoroczny debiutant w GP Austrii zajął trzecie miejsce, a w minioną niedzielę dojechał do mety na piątej pozycji, startując z dziewiątego pola. Brytyjczyk pokazał niesamowitą prędkość szczególnie w końcówce wyścigu, gdy został przepuszczony przez swojego zespołowego kolegę, Carlosa Sainza. Norris zaczął wtedy jechać świetnym tempem i wykorzystał walkę jadących przed nim Lance’a Strolla i Daniela Ricciardo. Dzięki ich pojedynkowi Brytyjczyk zyskał dwie pozycje, a na ostatnim okrążeniu wyprzedził także Sergio Pereza, który dojechał do mety z uszkodzonym samochodem.

Jest to niewątpliwie wielki sukces dla 20-latka. Po swoim debiutanckim sezonie, w tym roku Lando Norris imponuje tempem, potwierdzając tym samym swój wielki talent, na którym kibice poznali się, oglądając go w innych seriach wyścigowych. Brytyjski kierowca może być szczęśliwy ze swoich dotychczasowych wyników, czego potwierdzeniem jest jak na razie trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej – ustępuje jedynie reprezentantom Mercedesa.

Warto też odnotować fakt, że po dwóch wyścigach sezonu autorami najlepszego okrążenia w wyścigu są jedynie kierowcy McLarena. Lando Norris w GP Austrii uzyskał czas 1:07,475, a Carlos Sainz podczas GP Styrii ustanowił rekord toru – 1:05,619.

Niesamowita pogoń Sergio Pereza

Podczas piątkowych treningu imponującym tempem popisał się Sergio Perez. Meksykanin wydawał się więc kandydatem do czołowych lokat w sobotnich kwalifikacjach. Niestety, na mokrej nawierzchni nie był w stanie złożyć dobrego okrążenia, zmagając się ze swoim samochodem RP20. Ostatecznie więc odpadł już w pierwszym segmencie kwalifikacji i do wyścigu o GP Styrii musiał ruszać z 17. pola startowego.

Sergio Perez nie zamierzał jednak składać broni. Szybko rozpoczął swoją pogoń i wraz z czasem trwania rywalizacji piął się w górę. Szczególnie imponował w końcowej fazie wyścigu. Po wyprzedzeniu Lance’a Strolla i Daniela Ricciardo miał ponad 5 sekund straty do jadącego na czwartej pozycji Alexandra Albona. Meksykanin poczuł wtedy krew i zaczął notować rekordowe okrążenia. Strata do Taja bardzo szybko zmalała, dzięki czemu mógł zacząć korzystać z systemu DRS. I w końcu, po kilku okrążeniach jazdy za kierowcą Red Bulla, Sergio Perez przypuścił atak. Niestety, w ferworze walki między zawodnikami doszło do kontaktu. O ile Albon nie uszkodził zbyt mocno samochodu i dojechał do mety na czwartej pozycji, tak Meksykanin stracił kilka części przedniego skrzydła. Jego tempo spadło więc w mgnieniu oka i na ostatnim okrążeniu został dopadnięty przez Lando Norrisa. Niewiele brakowało, by wyprzedzili go też Lance Stroll oraz Daniel Ricciardo, ale ostatecznie Perezowi udało się utrzymać szóstą pozycję. Dzięki temu po GP Styrii zajmuje – z dorobkiem 16 punktów – piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, tuż za Charlesem Leclerkiem i przed Maxem Verstappenem.

Kraksa Ferrari na pierwszym okrążeniu GP Styrii

Po GP Austrii wydawało się, że w Ferrari może być już tylko lepiej. Włoska ekipa sprowadziła bowiem już na drugą rundę sezonu nowe części, które miały poprawić sterowność tegorocznych samochodów oznaczonych symbolem SF1000. Po piątkowych treningach kierowcy mówili, że jest już lepiej niż było tydzień wcześniej, ale trzeba kontynuować rozwój. Nikt się jednak nie spodziewał, że w sobotę znów Ferrari będzie mieć ogromne problemy.

W sesji kwalifikacyjnej na mokrej nawierzchni SF1000 kompletnie sobie nie radziło. Charles Leclerc robił, co mógł, ale zajął jedenaste miejsce, odpadając tym samym już po trzecim segmencie kwalifikacji. Co więcej, Monakijczyk w pewnym momencie przeszkodził Daniiłowi Kwiatowi, za co został ukarany cofnięciem o trzy pozycje startowe. Kto rok temu przypuszczał, że Ferrari może ustawić się za Williamsem…a właśnie do takiej sytuacji doszło podczas GP Styrii, gdyż George Russell skorzystał na karze Leclerca i wyścig rozpoczynał z 11. miejsca. Niewiele lepiej było w przypadku Sebastiana Vettela, który zakwalifikował się na 10. pozycji.

Mając jednak w pamięci dobry występ Charlesa Leclerca w wyścigu o GP Austrii, Ferrari mogło liczyć, że i tym razem zdołają odrobić kilka pozycji. Tego, co się wydarzyło na początku rywalizacji, nie spodziewał się jednak chyba nikt…

Charles Leclerc chciał jak najszybciej rozpocząć odrabianie strat i widząc niewielką lukę w trzecim zakręcie, postanowił opóźnić hamowanie i tam wjechać. Na jego nieszczęście, takiego ruchu nie spodziewał się Sebastian Vettel, który zacieśniał łuk. Pomiędzy kierowcami doszło więc do kontaktu, a uszkodzenia w obu samochodach Ferrari były na tyle poważne, że obaj musieli wycofać się z wyścigu. Charles Leclerc wziął jednak na siebie całą winę za incydent. Zdecydowanie się pospieszył, było to niepotrzebne na tym etapie wyścigu.

Jest to więc bardzo ciężki czas dla całej stajni z Maranello. Zamiast walki z Mercedesem i Red Bullem, Ferrari musi walczyć z ekipami środka stawki. Wygląda to bardzo źle i konieczne są jakieś zmiany, nie tylko w kwestii technicznej, ale i zarządzającej. Ewidentnie nad sytuacją nie panuje już Mattia Binotto, a kierowcy są skorzy do wzajemnej walki. Ferrari stawia już wyraźnie na Charlesa Leclerca, z którym wiąże swoją przyszłość, ale te niezbyt przyjemne sytuacje niczemu dobremu nie służą, również i jemu. Kto wie też, czy Sebastian Vettel w ogóle dokończy sezon, bo i takie sugestie można usłyszeć od niektórych dziennikarzy. W każdym razie tym razem już chyba naprawdę gorzej być nie może…chociaż z tym Ferrari to wszystko jest możliwe.

I na koniec...

Wyścig o GP Styrii definitywnie był mniej ekscytujący niż GP Austrii, ale tym razem do mety nie dojechała tylko trójka kierowców, z czego była tylko jedna awaria (Ocon). Również było mniej błędów. Sezon więc zaczyna się rozkręcać. Tak samo, jak i rozgrywki między zespołami. Nie można bowiem pominąć protestu zespołu Renault. Francuzi poddają w wątpliwość legalność samochodów Racing Point. Ekipa Lawrence'a Strolla ma korzystać z kanałów hamulcowych, łudząco podobnych do tych, które miał zamontowane w zeszłym roku Mercedes W10. FIA zapowiedziała, że temu się przyjrzy i na razie porówna wspomniane części.

Image: © Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images