Podsumowanie GP Węgier: Gra strategii na Hungaroringu

Grand Prix Węgier na torze Hungaroring / © Mercedes AMG Petronas F1 Team / LAT Images

Już tylko pięć zwycięstw dzieli Lewisa Hamiltona od zrównania się z rekordem Michaela Schumachera. W minioną niedzielę Brytyjczyk zdominował Grand Prix Węgier, odnosząc tym samym drugi tryumf w sezonie 2020.

Hamilton miał pod pełną kontrolą cały wyścig. Pod koniec zmagań wypracował sobie taką przewagę, że zespół mógł ściągnąć go do alei serwisowej na dodatkowy pit stop, nie tracąc przy tym pozycji. Sześciokrotny mistrz świata jest tym samym pierwszym kierowcą, któremu udało się odnieść trzy zwycięstwa z rzędu na torze Hungaroring. W sobotę natomiast zdobył siódme pole position na tym torze.

Dla ekipy Mercedes byłby to kolejny idealny weekend, w którym nikt nie byłby w stanie im zagrozić, gdyby nie zepsuty start Valtteriego Bottasa. Fin stracił na starcie kilka pozycji, ponieważ sam popełnił falstart. Jak później tłumaczył, zareagował zbyt wcześnie na światło na swoi wyświetlaczu i dlatego poruszył się, a następnie zatrzymał, co wpłynęło na start.

Za falstart Bottas nie otrzymał żadnej kary, ponieważ według wyjaśnień Michaela Masi, dyrektora wyścigu Formuły 1, o popełnieniu falstartu przez kierowcę decyduje przede wszystkim czujnik, który znajduje się na torze. Czujnik reaguje na ruch kierowcy, lecz z pewną tolerancją i w przypadku Bottasa nie został on uruchomiony, więc o nałożeniu kary nie mogło być mowy. Podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku w Japonii, kiedy rzekomo przedwczesny start wykonał Sebastian Vettel, jednak czujnik nie zareagował, więc wszystko odbyło się w wyznaczonej tolerancji i kierowca również nie został ukarany.

Fin, mimo początkowego błędu, odrobił jednak sporo strat i ostatecznie finiszował na trzeciej pozycji, choć dysponując świeżymi oponami zdołał zbliżyć się na ostatnich okrążeniach do drugiego Maxa Verstappena na pół sekundy.

Gdyby nie spokój i opanowanie Holendra w wyścigu, a przede wszystkim ciężka praca mechaników Red Bulla, Mercedesy po raz drugi z rzędu mogłyby świętować dublet. Verstappen pojechał wprawdzie solidny wyścig, jednak równie dobrze mógł w nim nie wystartować, gdyby nie determinacja mechaników. Holender na okrążeniu instalacyjnym rozbił się o bariery, jednak jego mechanikom w 30 minut udało się naprawić uszkodzenia auta. Verstappen odwdzięczył się bardzo dobrym startem i z siódmej pozycji awansował na drugą.

Z dobrej strony pokazał się także Alex Albon, który po dwóch słabszych wyścigach na Spielbergu był krytykowany. Wprawdzie na Węgrzech finiszował trzy pozycje niżej od Verstappena, jednak mimo nieudanych kwalifikacji zdołał w wyścigu zająć solidne piąte miejsce. Christian Horner był zadowolony ze swojego podopiecznego, sugerując że młody kierowcy wykonał naprawdę dobrą pracę, odnajdując swój rytm i tempo w wyścigu. Horner uważa jednocześnie, że w Albonie drzemie jeszcze większy potencjał, tylko jak na razie nie pokazał wszystkich swoich możliwości.

Szybka zmiana strategii równa się spore zamieszanie

Kierowcy do Grand Prix startowali na oponach przeznaczonych na mokrą nawierzchnię, ponieważ przed wyścigiem spadł spory deszcz, jednak tor szybko przesychał i już po trzech okrążeniach ekipy decydowały się na zmianę strategii i założenie opon typu slick. Kierowcy zespołu Haas zmienili dla przykładu swoje opony jeszcze przed startem, jednak do wyścigu musieli wystartować z alei serwisowej.

Już po kilku okrążeniach w pit lane pojawiła się spora grupa kierowców na zmianę ogumienia. Niestety na zamieszaniu i korku w alei stracił Sebastian Vettel, który zanim został wypuszczony ze swojego stanowiska serwisowego, musiał przepuścić kilka aut i stracił sporo czasu.

Mimo to, dla Niemca był to pierwszy w miarę udany weekend wyścigowy, w którym finiszował wyżej od swojego partnera zespołowego. Natomiast na występ Leclerca duży wpływ miała strategia opon, jaką zespół zastosował w jego przypadku. W trakcie wyścigu istniało ryzyko na kolejne opady deszczu, dlatego zespoły czekały z kolejnymi pit stopami aż do momentu ewentualnych opadów, aby założyć kierowcom opony przeznaczone na deszcz. Przewidywana prognoza opóźniała się jednak, dlatego zawodnicy musieli pozostać dłużej na torze. O ile nie było to większym problem dla kierowców z pośrednimi oponami, tak ci na miękkiej, jak w przypadku Charlesa Leclerca, narzekali już pod koniec stintu na kompletne zużycie swoich opon, a tym samym spadek tempa.

Ferrari, wypuszczając wcześniej Leclerca na miękkich oponach liczyło na zapowiadane opady deszczu, jednak te nie nadeszły, a przedłużający się stint na miękkich oponach wpłynął negatywnie na wyścig Monakijczyka. Na kolejny stint Ferrari założyło do jego samochodu pośrednie opony, co wykonała także reszta stawki, lecz mniej więcej dziesięć okrążeń później.

Racing Point bliskie podium

Kolejny solidny weekend zaliczyła ekipa Racing Point, jednak tym razem to Lance Stroll zaprezentował się z lepszej strony, finiszując na mecie na czwartej pozycji. Kanadyjczyk przez długi czas utrzymywał się na trzeciej pozycji, ale ostatecznie uległ Valtteriemu Bottasowi. Podium było w zasięgu ręki i zespół zdołałby je wywalczyć, jednak zapowiadany deszcz nie nadszedł, a Racing Point zaryzykował zostając dłużej na torze.

Bottas do alei serwisowej zjechał na 33 okrążeniu i dostał nowe opony. Stroll natomiast pozostał na torze dwa okrążenia dłużej na zużytej mieszance, co przełożyło się na ostateczny wynik. Tempo było jednak dobre, a zespół odnotował trzecie najszybsze okrążenie zaraz za kierowcami fabrycznego Mercedesa.

Sergio Perez narzekał natomiast po kwalifikacjach na zawroty głowy oraz ucisk w karku, co przełożyło się na jego dyspozycje. Kierowca nie był zadowolony ze swojej początkowej fazy wyścigu, a zwłaszcza ze startu - samochód nie miał przyczepności i doszło do buksowania kół. Racing Point mogło zdecydować się na podcięcie Ferrari i Red Bulla podczas pit stopów, jednak zdecydowało się pozostać z Perezem dłużej na torze podczas pierwszego stintu, spodziewając się opadów deszczu. Ponieważ nie doszło do tak zwanego "podcięcia", Vettel i Albon zjechali na pit stop przed Checo, który pozostawał w tyle, lecz koniec końców w wyścigu finiszował na siódmej lokacie.

Postęp McLarena jest widoczny w tym sezonie, jednak zespół ma nadal kilka obszarów do poprawy. W przypadku Carlosa Sainza nieudany okazał się pierwszy pit stop. Hiszpan, podobnie jak Sebastian Vettel, stracił sporo czasu przepuszczając inne auta, zanim został wypuszczony ze swojego stanowiska serwisowego. Sainz pozostał na swoim stanowisku o cztery sekundy dłużej niż normalnie. Jego postój trwał ponad 27 sekund, natomiast dla przykładu George'a Russella nieco ponad 21.

Szef zespołu, Andreas Seidl, był przekonany, że gdyby nie ta przygoda, to McLaren byłby w stanie walczyć o pozycje z Sebastianem Vettelem, który był szósty, natomiast Sainz ostatecznie dziewiąty z różnicą 17 sekund pomiędzy kierowcami.

Renault wyzbyło się wreszcie problemów z niezawodnością i oba samochody mogły dojechać do mety. Daniel Ricciardo do wyścigu ruszał z jedenastego pola, ale metę przekroczył na ósmym miejscu, zapewniając francuskiej ekipie punkty. Esteban Ocon startował z czternastej pozycji i na tej samej też finiszował. Cyril Abiteboul, szef zespołu, przyznał po wyścigu, że w przypadku Ocona jest to nieco rozczarowujący wynik, zwłaszcza że samochody dysponowały dobrym tempem. Zespół było stać na więcej, a jak przyznał sam Daniel Ricciardo - Renault powinno regularnie walczyć o pozycje pięć/sześć.

Do nieudanych swój występ na Hungaroringu zaliczy z pewnością ekipa AlphaTauri. Pierre Gasly musiał przedwcześnie wycofać się z wyścigu z powodu problemów ze skrzynią biegów, natomiast Daniił Kwiat nie był w stanie osiągnąć niczego więcej niż dwunasta pozycja.

Ścigający się dla Alfy Romeo Kimi Raikkonen liczył zdecydowanie na więcej niż piętnasta lokata, choć prawdę mówiąc, gdyby nie nałożona kara, kierowca mógłby rzeczywiście finiszować kilka miejsc wyżej. W przypadku Raikkonena niedzielny występ był pozytywny (nie licząc kary), jednak zespół ma jeszcze wiele do poprawy, jeśli chodzi o tempo kwalifikacyjne. Mimo startu z dwudziestej pozycji i pięciosekundowej kary, Kimi Raikkonen na mecie finiszował przed swoim partnerem z zespołu.

Doskonała strategia Haasa

Amerykańskiemu zespołowi nie udało się zdobyć żadnych punktów w dwóch pierwszych wyścigach, po wycofaniu się z Austrii i braku tempa w Grand Prix Styrii. Na Węgrzech zespół podjął jednak pewne ryzyko, które ostatecznie opłaciło się. Kevin Magnussen był jedynym kierowcą, który miał rozpoczynać wyścig na oponach przeznaczonych na deszcz, natomiast pozostali na przejściowych. Tor szybko przesychał, dlatego jeszcze przed samym startem obaj kierowcy Haasa zjechali na pit stop po slicki. Podczas gdy pozostali zmieniali opony na trzecim okrążeniu, Haas awansował na czwarte i piąte miejsce bez potrzeby zjazdu. Obaj zawodnicy zdołali utrzymać swoją pozycję w ciągu dwudziestu pięciu okrążeń, a Grosjean trzymał się cały czas blisko Albona i Vettela.

Nie obyło się jednak ostatecznie bez kary dla kierowców ekipy Haas. Zgodnie z przepisami zjazd przed startem jest legalny pod warunkiem, że sugestia zmiany opon wyjdzie od samego kierowcy, a nie od zespołu. Niestety w przypadku ekipy Haas to zespół podjął taką decyzję, a nie sami kierowcy, dlatego sędziowie musieli ukarać zarówno Romaina Grosjeana (spadł z piętnastej na szesnaste miejsce) i Kevina Magnussena, który wywalczył wreszcie punkty dla swojej ekipy - metę przekroczył jako dziewiąty, tak w wyniku kary został ostatecznie sklasyfikowany na dziesiątym miejscu.

I w tym wszystkim najbardziej szkoda dobrych kwalifikacji zespołu Williams. Oba samochody zakwalifikowały się do Q2, a George Russell stracił niewiele do kierowcy na dziesiątym miejscu. W wyścigu nie było już tak dobrze. Zespół zdecydowanie poprawił swoje tempo kwalifikacyjne, jednak nadal duży problem stanowi tempo wyścigowe. Wyjaśnił to między innymi George Russell, który był zadowolony ze swojego startu do wyścigu, lecz na kolejnych okrążeniach pozostali kierowcy wyprzedzali go jeden za drugim bez większych problemów. Z pewnością nie do końca na taką poprawę liczył Williams.

Image: © Mercedes AMG Petronas F1 Team / LAT Images