Podsumowanie GP Wielkiej Brytanii: Lewis Hamilton - mistrz na trzech kółkach

Lewis Hamilton - Mercedes AMG Petronas Motorsport / © Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images

Wyścig o GP Wielkiej Brytanii miał być z pozoru łatwy i przyjemny dla Mercedesa, a w kilkanaście sekund przerodził się w niesamowitą walkę o przetrwanie, z której kolejny raz zwycięsko wyszedł Lewis Hamilton.

Hamilton zwyciężą na trzech kołach i umacnia się w mistrzostwach

Dla Mercedesa pierwszy weekend na torze Silverstone miał być tylko formalnością. W rzeczywistości jednak drobny szczegół spowodował, że zarówno w kokpitach obu kierowców, jak i garażu zespołu znacznie wzrosło ciśnienie krwi. Defekty lewych przednich opon w bolidach „czarnych strzał” spowodowały, że Valtteri Bottas ukończył wyścig poza czołową dziesiątką, a Lewis Hamilton zapisał się kolejny raz na kartach historii F1 - dowożąc zwycięstwo na trójkowej konstrukcji. Z analiz telemetrycznych łatwo można wyczytać, że Mercedes czuł się na tyle pewnie w niedzielę, że ich silniki praktycznie przez cały dystans wyścigu pracowały na niższych trybach pracy, co jest kolejnym pstryczkiem w nos dla bezpośrednich rywali, którzy kolejny raz musieli uznać wyższość zespołu z Brackley.

Bottas powoli zaczyna wchodzić w swój oklepany schemat rywalizacji z Lewisem Hamiltonem -  mocny początek sezonu i momentalna tendencja spadkowa. Fin po świetnym otwarciu mistrzostw niestety już trzykrotnie z rzędu musiał uznać wyższość swojego jedynego rywala, a pozycja lidera w klasyfikacji generalnej przerodziła się obecnie w trzydziestopunktową przewagę Brytyjczyka. Partnerowi sześciokrotnego mistrza świata nie można odmówić szybkości i talentu, ale przebieg ostatnich wyścigów jednoznacznie wskazuje, że kierowca z Finlandii będzie w stanie tylko kilka razy zagrozić Hamiltonowi na jego drodze do siódmej mistrzowskiej korony.

Wspólny mianownik Ferrari i Red Bulla - szczęśliwy los i dysonans dwóch zawodników

Ferrari i Red Bull w tym sezonie nie dysponują wybitnymi konstrukcjami, a ich osiągi wzbudzają jedynie uśmiech na twarzy Toto Wolffa i jego współpracowników. O ile Ferrari sceptycznie było nastawione do tego sezonu, tak Red Bull mocno prężył muskuły przed startem tegorocznej kampanii. Plany i ambicje zespołu Christiana Honera zostały niemalże natychmiast zweryfikowane przez rzeczywistość Formuły 1, której ton od siedmiu lat nadaje zespół Mercedesa. Dotychczasowe najlepsze wyniki Maxa Verstappena i Charlesa Leclerca to zasługa Valtteriego Bottasa, który jak wcześniej wspomniałem, powoli wpada w swój optymalny rytm sezonowy. Nie inaczej było podczas niedzielnego wyścigu na Silverstone, gdzie pech Fina przerodził się w drugie miejsce dla Maxa Verstappena i trzecią lokatę dla Monakijczyka. Powoli musimy przywyknąć, że tegoroczna oraz przyszłoroczna rywalizacja w królowej sportów motorowych będzie kontynuacją dominacji Mercedesa, a niespodziewane rezultaty w samym czubie stawki będą możliwe jedynie w przypadku problemów reprezentantów zespołu z Brackley.

Prócz dużego szczęścia oba zespoły łączy inna wspólna cecha w bieżącym sezonie - duży dysonans między partnerami zespołowymi. Zarówno Sebastian Vettel, jak i Alex Albon zmagają się w tym roku z charakterystyką swoich bolidów, co automatycznie odbija się na ich wynikach względem swoich kolegów z zespołu. O ile przyszłość Vettela w Ferrari jest jasna, tak sytuacja tajskiego kierowcy robi się powoli bardzo nieciekawa, a fatalny weekend na Silverstone tylko zwiększy fale spekulacji na temat potencjalnego zastąpienia Albona w Red Bullu. Na niekorzyść Taja działa obecnie dyspozycja Pierre’a Gasly’ego, który po degradacji do ówczesnego zespołu Toro Rosso zdecydowanie odżył. Pytanie tylko, czy Helmut Marko jest na tyle odważny, aby drugi raz dać szansę Francuzowi.

Świetny występ Renault, mieszane uczucia w McLarenie i totalna klapa w Racing Point

Wyścig na torze Silverstone był tym, czego zespół Renault potrzebował od początku sezonu. Po pierwotnych problemach ekipa z Enstone pierwszy raz w tym sezonie mogła cieszyć się ze sporych punktów, których łączny bilans był zdecydowanie większy przez problemy rywali. Wprowadzane od pierwszego wyścigu ulepszenia zdają się zdawać egzamin, co snuje bardzo optymistyczne wizje na pozostałą część tegorocznego kalendarza. Podobne humory mogły panować również w McLarenie, który na przestrzeni całego weekendu prezentował się bardzo dobrze, ale na drodze do podwójnych punktów stanął defekt opony w bolidzie Carlosa Sainza. Osobiście zacieram ręce na drugi wyścig na Silverstone, który będzie kolejną odsłoną bezpośredniej walki między Renault a McLarenem. Jeżeli ekipa Cyrila Abiteboula okaże się lepsza w normalnej, bezpośredniej sportowej rywalizacji, to wówczas będziemy mogli mówić o dość wyraźnym progresie francuskiego zespołu względem ubiegłorocznej kampanii. Świetny plan rozwojowy to główny czynnik, który miał przekonać Fernando Alonso do powrotu do Renault. Niewykluczone więc, że od tegorocznego sezonu wykres z wynikami ekipy z Enstone będzie cyklicznie piął się w górę.

Racing Point przed rozpoczęciem rywalizacji na Silverstone było niemalże siłowo wpychane na podium. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, a splot kilku wydarzeń znacznie obniżył loty zespołu Otmara Szafnauera. Stroll, który podczas tego weekendu pełnił funkcję lidera zespołu, nie pokazał nic nadzwyczajnego i ukończył rywalizację na mizernym dziewiątym miejscu. Hulkenberg w swoim stylu musiał napotkać na swojej drodze pewne problemy w trakcie szalonego weekendu i ostatecznie do wyścigu nie przystąpił przez problem z jednostką napędową. Bliźniaczy zespół Mercedesa ma w tym sezonie wszystko, czego potrzeba do kręcenia świetnych rezultatów, a mimo to zdarzają im się solidne wpadki. Jestem bardzo ciekawy, jak sytuacja będzie wyglądała podczas drugiego wyścigu na Silverstone, gdzie prawdopodobnie kolejny raz ze sterami RP20 zasiądzie Nico Hulkenberg. Powtórka z rozrywki będzie dość sporą sensacją, uwzględniając potencjał ich tegorocznej konstrukcji.

Williams powoli się odradza. Kolejny fatalny weekend dla Alfy i Haasa

Dla Williamsa weekend na Silverstone był kolejną oznaką lekkiej, ale cyklicznej poprawy, której zespół z Grove dokonuje od samego początku tego sezonu. Wprowadzane poprawki zdają egzamin, czego najlepszym świadectwem jest wczorajsza wypowiedź George’a Russella, który stwierdził, że jego bolid był w końcu szybki w tempie wyścigowym. Brytyjczyk ukończył swój domowy wyścig na dwunastej lokacie, trzy miejsca przed swoim partnerem zespołowym. Bolid FW43 zaczyna powoli regularnie wyróżniać się na tle konstrukcji zespołu Haas i Alfy Romeo, gdzie obecnie panuje dość duży kryzys, łudząco przypominający ostatnie sezony Williamsa.

Tegoroczna silnikowa forma Ferrari mocno odbija się również na zespołach klienckich ekipy z Maranello, które od samego początku tegorocznej kampanii zmagają się z dość dużymi problemami dotyczącymi wydajności. Kwestia zaniżonych osiągów to nie jedyny mankament tegorocznej konstrukcji Haasa i Alfy Romeo, co uwidocznił weekend na Silverstone. W obu przypadkach problem wydaje się bardziej złożony, a jego rozwiązanie i wyjście z kryzysu może mieć swój finał dopiero w sezonie 2022. Nieoficjalnie obecna sytuacja w zespole z Hinwil ma być na tyle frustrująca dla Kimiego Raikkonena, że ma być on niemalże zdecydowany na zakończenie swojej wieloletniej kariery w F1 po sezonie 2020. Nie lepiej sytuacja wygląda po drugiej stronie barykady, gdzie obecnie Gene Haas ma mocno zastanawiać się nad sprzedażą zespołu w ręce meksykańskich inwestorów.

Image: © Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images