Surrealistyczna wizja wyścigu F1 na Nordschleife

Nick Heidfeld - BMW Sauber F1 Team / © BMW AG

Mirco Markfort, szef toru Nurburgring, jest zdania, że organizacja wyścigu Formuły 1 na słynnej północnej pętli wcale nie jest tak niedorzecznym pomysłem, jak mogłoby się wydawać.

Nordschleife to jedna z nazw, po których każdego miłośnika sportów motorowych przeszywa dreszcz. Ze względu na osiągane tam wysokie prędkości oraz dużą liczbę niezwykle trudnych zakrętów, obiekt ten zyskał sobie opinię jednego z najbardziej wymagających torów wyścigowych świata.

Pierwsze Grand Prix Niemiec, zaliczane do mistrzostw świata Formuły 1, odbyło się na północnej pętli w 1951 roku. W wyścigu tym zwycięstwo odniósł Alberto Ascari (Ferrari), pokonując Jose Froilana Gonzaleza (Ferrari) oraz Juana Manuela Fangio (Alfa Romeo), który w późniejszych latach trzykrotnie stawał tutaj na najwyższym stopniu podium.

W całej historii wyścigów Formuły 1, rozgrywanych na Nordschleife, tylko trzem kierowcom udało się więcej niż raz triumfować w górach Eifel. Oprócz wspomnianego wcześniej Fangio, sztuki tej dokonał także Jackie Stewart, mający na swoim koncie trzy wygrane w Grand Prix Niemiec oraz Alberto Ascari, który dwukrotnie okazał się najlepszym zawodnikiem na tym torze.

Ostatnim triumfatorem rywalizacji w zielonym piekle, jak określił ten obiekt Jackie Stewart, był James Hunt w sezonie 1976.

Nurburgring w całej swojej historii był świadkiem wielu dramatycznych wydarzeń. Jednym z najsłynniejszych był wypadek Nikiego Laudy, do którego doszło 1 sierpnia 1976 roku. Po uderzeniu w bandę i kolizji z bolidem Bretta Lungera, Ferrari Austriaka stanęło w płomieniach, a kierowca doznał rozległych poparzeń i uszkodzeń płuc.

Formuła 1 powróciła pod mury zamku Nurburg w roku 1984. Rozgrywane wówczas Grand Prix Europy odbyło się jednak nie na 24-kilometrowej pętli, lecz na nieco ponad 4-kilometrowym torze GP-Strecke, który w 2001 roku przeszedł kolejną modernizację, w wyniku której uzyskał swój obecny układ, na którym rywalizować będą kierowcy podczas wyścigu o Grand Prix Eifelu.

Czy jednak możliwy jest scenariusz, w którym Formuła 1 powraca na Nordschleife? Mirco Markfort uważa, że organizacja takiego wyścigu byłaby niezmiernie trudna, ale z całą pewnością możliwa.

„To byłoby naprawdę fantastyczne. Jednak, aby do tego doszło wszyscy, a więc FIA, Liberty Media oraz zespoły i kierowcy musieliby zasiąść do wspólnego stołu i razem zastanowić się, jaka byłaby najlepsza droga do organizacji takiego weekendu wyścigowego” – powiedział dyrektor Nurburgringu.

„Z całą pewnością samochody wymagałyby specjalnego przygotowania, ale w końcu Formuła 1 gości też w Monako czy Baku. Tam, gdzie są chęci, tam znajdzie się i rozwiązanie, choć rzecz jasna do tego jest jeszcze bardzo daleko.”

„Zawsze wierzymy jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wiele osób twierdziło, że jesteśmy szaleni, deklarując się do zorganizowania wyścigu z zaledwie kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.”

W przypadku północnej pętli wiele pytań budzi stan nawierzchni oraz kwestie ogólnie pojętego bezpieczeństwa, jakie na współczesnych torach wyścigowych stoją na niezwykle wysokim poziomie. Markfort wyjaśnia jednak, że zarówno GP Strecke, jak i główna pętla, przechodzą co roku takie same modernizacje.

„W ostatnich latach dwa samochody udowodniły, że to wszystko działa. Z jednej strony było to zmodyfikowane Porsche z kategorii LMP1, a z drugiej Volkswagen I.D. R. Są to dwa pojazdy zbudowane z myślą o ściganiu się na obiektach z gładkim i równym asfaltem.”

„Okazało się, że z odpowiednimi ustawieniami i dobrym kierowcą wszystko jest w porządku. Producenci nie odważyliby się w końcu na to, gdyby Nordschleife w jakikolwiek sposób poważnie zagrażało bezpieczeństwu.”

„Jeżeli chodzi o coroczne modernizacje, to to samo odnosi się do Nordschleife oraz toru Grand Prix. W ostatnich latach włożyliśmy w nie mnóstwo pracy, kładąc sporo nowego asfaltu i stawiając dodatkowe ogrodzenia ochronne. Nie można więc porównywać teraźniejszej północnej pętli i tej z czasów Nikiego Laudy.”

Współczesny bolid Formuły 1 gościł już raz w zielonym piekle za sprawą zespołu BMW Sauber. W 2007 roku Nick Heidfeld miał okazję jeździć na tym torze za kierownicą samochodu BMW F1.06, wyposażonego w demonstracyjne opony Bridgestone oraz zawieszenie o zwiększonym prześwicie.

Image: © BMW AG