Wywiad z Wojciechem Śmiechowskim

Inter Europol Competition / © Inter Europol Competition

Już w najbliższy weekend polski zespół Inter Europol Competition wystartuje po raz trzeci w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Przed początkiem rywalizacji na legendarnej pętli Circuit de la Sarthe porozmawialiśmy więc z założycielem ekipy, Wojciechem Śmiechowskim.

W tym roku debiutujecie w WEC, gdzie jak na razie zajmujecie piąte miejsce w klasyfikacji zespołów LMP2. Jak oceniłby Pan tę pierwszą połowę sezonu?

Wojciech Śmiechowski: „Wydaje mi się, że wyniki są bardzo przyzwoite. Oczywiście zespół zawsze liczy na dobre miejsce, jednak rywalizacja w klasie LMP2 w Mistrzostwach Świata jest bardzo trudna. Jesteśmy świeżym i stosunkowo małym zespołem w tym gronie. Mogę podejrzewać, że nasz budżet jest jednym z najmniejszych o ile nie najmniejszym w stawce i musimy konkurować z zespołami, jak amerykańska Jota, która wystawia dwa samochody, czy WRT, które jest niejako sponsorowane przez Audi jako kliencki skład przygotowujący się do startów w kategorii LMDh lub Racing Team Nederland i Dragon. Nie wspominając już o United Autosports należącym do McLarena, więc jest bardzo mocna konkurencja, zarówno jeśli chodzi o załogi, jak i zespoły z dużymi budżetami. Wydaje mi się, że piąte miejsce jest bardzo przyzwoite, tym bardziej że punktowaliśmy w każdym wyścigu. Raz zajęliśmy czwarte miejsce, a dwukrotnie zakończyliśmy rywalizację na piątej pozycji. Nie mieliśmy żadnych przygód na torze, zarówno technicznych, jak i nasi zawodnicy nie prokurowali żadnych sytuacji, które obróciłyby się przeciwko nam.”

Od paru lat ścigacie się w Europejskiej Serii Le Mans, a teraz rywalizujecie również w Długodystansowych Mistrzostwach Świata. Jakie są największe różnice między tymi seriami?

W. Śmiechowski: „Wydaje mi się, że w ELMS jest większa rozpiętość jakościowa zespołów. Są ekipy, które nie mają aż tak dużych budżetów i większość zasobów jest w miarę porównywalna, jednak nie są one na poziomie WEC'u. W Mistrzostwach Światach budżety ekip są naprawdę duże, są to naprawdę poważne zespoły, które wiele w to inwestują. To najpoważniejsze zawody na świecie dla „samochodów z dachem”, czyli nie single seaterów, więc są one bardzo prestiżowe. Kategoria LMP2 jest również prestiżowa, stąd zespoły tak dużo w to inwestują i zatrudniani są kierowcy z najwyższej półki. Stąd poziom w WEC'u jako całokształt jest średnio wyższy niż w ELMS'ie. To nie znaczy, że w ELMS'ie nie ma teamów, które odpowiadają poziomem WEC'owi, np. G-Drive nie startuje w WEC, ale rywalizuje w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, natomiast jego poziom jest równy topowym zespołom Mistrzostw Świata.”

W obecnym sezonie WEC, oprócz Inter Europol Competition, debiutują także zespoły WRT, Realteam Racing czy Richard Mille Racing. Czy są one dla Was pewnym odniesieniem, jeśli chodzi o osiągi na torze?

W. Śmiechowski: „Richard Mille jest bardzo specyficznym zespołem, ponieważ jest złożony tylko z załogi kobiecej. Jest to projekt FIA związany z promocją kobiet w sporcie, tak jak W Series czy w WEC w kategorii GT, gdzie jest jedna załoga żeńska Iron Lynx, natomiast w LMP2 Richard Mille. Trudno mi się do tego odnieść bezpośrednio, są to bardzo dobre zawodniczki, które średnio generują trochę słabszy wynik, jednak auto jest zawsze bardzo dobrze przygotowane.”

„WRT to konsumencki zespół Audi, który jest bardzo mocno związany z tym producentem i jest przez niego również w dużym stopniu sponsorowany. Oni tak naprawdę nastawiają się na wygranie w Długodystansowych Mistrzostwach Świata. Trudno nam się porównywać budżetowo do obydwu tych teamów, jednak staramy się, aby nasze wyniki lokowały się w okolicy czołówki. Nie możemy mówić o wygraniu albo konkretnych miejscach na podium, natomiast staramy się kończyć wyścigi niedaleko najlepszych zespołów i to jest nasza ambicja. Proszę też nie zapominać, że to jest nasz pierwszy rok w Mistrzostwach Świata, może niedokładnie się uczymy, ponieważ to nie jest zbyt rozbieżne od tego, co robiliśmy w ELMS. Są to bardzo podobne zawody na poziomie jakościowym, ponieważ ci sami ludzie, którzy są odpowiedzialni za WEC, organizują też ELMS i ALMS. Są po prostu wykorzystywani w innych terminach. W związku z tym poziom sędziowania oraz oczekiwań według załóg jest praktycznie na tym samym poziomie.”

„Oczywiście w tym sezonie w ELMS w LMP2 trzeba startować z pakietami „high downforce”, ponieważ nie występuje tam żaden prototyp Hypercar, a pakiet „low downforce” był wprowadzony, żeby spowolnić auta LMP2 w stosunku do LMH.”

Po wielu sukcesach w Europejskiej i Azjatyckiej serii Le Mans, obecnie ścigacie się w WEC, gdzie najgorszym wynikiem było piąte miejsce. Jakie są Wasze oczekiwania na resztę sezonu 2021?

W. Śmiechowski: „Proszę zauważyć, że dwukrotne piąte miejsce i czwarta pozycja sprawiła, że po ostatnim wyścigu na Monzy spadliśmy w klasyfikacji, ponieważ zespół WRT ma teraz o jeden punkt więcej od nas i jesteśmy na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej. Widzimy, że ta wysoka średnia najlepszych ekip jest naprawdę podniesiona do góry, więc nie ma tu słabych teamów. Stąd dwukrotne piąte i jednokrotne czwarte miejsce ledwo pozwala nam na piątą pozycję w klasyfikacji. Będziemy starali się, żeby druga część sezonu nie poszła nam gorzej, liczymy bardzo na Le Mans. Może nasi kierowcy nie startowali wcześniej w Formule 1, Formule E czy Formule 2, jak w dużej większości ekip, jednak są to bardzo dobrzy zawodnicy, równo jeżdżący o stosunkowo niedużej różnicy pomiędzy nimi. Wyznajemy zasadę, że 80% wyścigu odgrywa się w garażu, więc trzeba dobrze przygotować auto, a dopiero wtedy można mówić o jakimkolwiek wyniku na torze. Liczymy zatem, że da to nam dobre miejsce w klasyfikacji końcowej. Jest to jednak motorsport i dużo zależy od pecha lub szczęścia, w związku z tym będziemy musieli poczekać do końca, aby się o tym przekonać.”

Patrząc na wyniki, znajdujecie się w czołówce zespołów długodystansowych na świecie. Jakie są Wasze cele na kolejne sezony?

W. Śmiechowski: „Utrzymać się. Prawda jest taka, że homologacja LMP2 jest bodajże przedłużona do 2024 roku, natomiast później ma wejść kategoria LMDh. Pierwsze przymiarki mówią, że będzie to bardzo droga klasa. Nie wiadomo, na ile zespoły prywatne będą mogły w tym uczestniczyć właśnie ze względu na koszty. Natomiast jest trochę za wcześnie, by o tym mówić, ponieważ jeszcze tej kategorii nie ma, a są jedynie koncepcje i wyceny projektów. My akurat rozmawialiśmy z Porsche w tej sprawie i wiemy, że nie będzie to tanie. Auto Porsche przygotowane w kategorii GTE kosztuje już powyżej miliona euro, a sądzą, że projekt LMDh będzie w okolicach 2-2,5 mln euro, jeśli chodzi o sam samochód. Nie będzie to więc zmniejszenie kosztów uczestnictwa w tego typu zawodach, a raczej wysoki skok do góry.”

Obecnie kalendarze WEC i ELMS zawierają po sześć wyścigów. Co myśli Pan o zwiększeniu liczby weekendów wyścigowych i jakie mogłyby być tego skutki?

W. Śmiechowski: „Zwiększenie ilości weekendów wyścigowych nie jest dużym problemem. Oczywiście podnosi to koszty prawie liniowo, jednak jeśli chodzi o konsekwencje poza kosztowe, być może seria by wizerunkowo zyskała, lecz trudno mi powiedzieć. Proszę wziąć jedną rzecz pod uwagę, to są wyścigi endurance i w przypadku Mistrzostw Świata trwają one przynajmniej 6 godzin, czyli auto musi być naprawdę dobrze przygotowane. Oznacza to, że trwa to bardzo długo, samochód musi być odpowiednio przejrzany, części idą do prześwietlenia, by zobaczyć, w jakim rzeczywiście stanie jest ta maszyna. To bardzo skomplikowana procedura i takie przygotowania trwają przynajmniej dwa tygodnie, więc nie dałoby się tak znacznie zwiększyć ilości wyścigów, może o dwa.”

„Pozostaje natomiast pytanie, gdzie miałyby się one odbywać. W tym roku koszty są bardzo mocno ograniczone. W Mistrzostwach Świata uroda jest taka, że udział bierze dużo ekip prywatnych - to nie są tylko zespoły fabryczne, jak Toyota w LMH lub dwa zespoły w kategorii GTE Pro, które zostały ograniczone też ze względu na koszty. Corvette’a wycofała się z całego cyklu i będzie startowała tylko w Le Mans 24h. W tej sytuacji oprócz Toyoty są tylko dwa fabryczne zespoły, czyli Porsche i Ferrari, a reszta to składy prywatne, które są na bardzo dobrym i wysoki poziomie, z dużymi budżetami, ale ich zasoby nie są w żaden sposób porównywalne z budżetami teamów fabrycznych, więc tez należy wziąć to pod uwagę.”

„Ważne zatem jest, gdzie takowe wyścigi by się odbywały i jak ułożony byłby kalendarz, ponieważ najdroższą sprawą do tej pory, oprócz bieżących kosztów, był koszt logistyki całego sprzętu i on jest porównywalny mniej więcej swoim zakresem do Formuły 1, ponieważ wszystko trzeba ze sobą zabierać. My również mamy urządzenia do tankowania, masę części, samochody i w poprzednich latach był to głównie transport lotniczy, więc kosztowało to majątek, gdyż sama logistyka WEC kształtowała się w granicy 1-1,5 miliona euro i to bliżej tej drugiej wartości. Był obowiązkowo narzucony przewoźnik DHL, z którym WEC ma nawiązane kontrakty, gdzie nawet przy promocyjnej stawce koszty były olbrzymie.”

Tegoroczna rywalizacja na Circuit de la Sarthe będzie Waszym trzecim udziałem w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Czy uważa Pan, że wcześniejsze doświadczenia znacznie pomogą Wam w osiągnięciu lepszego rezultatu w tym legendarnym wyścigu?

W. Śmiechowski: „Wydaje mi się, że to nie tylko dlatego, że trzeci raz startujemy w tym wyścigu, lecz cały rozwój i historia teamu, każdy rok przynosi nowe doświadczenia. Myślę, że coraz lepiej sobie z tym radzimy i staramy się, by nauka nie szła w las, czyli żeby nie popełniać tych samych błędów, które pojawiały się w latach ubiegłych. Każdy popełnia jakieś błędy, natomiast cała sztuka polega na tym, żeby wyciągnąć z nich lekcję i kolejny raz ich już nie popełnić, więc staramy się to realizować. Wydaje mi się, że mamy bardzo dobrą rywalizację w zespole, posiadamy bardzo dobrego inżyniera, który jest odpowiedzialny zarówno za sprawy na torze, jak i przygotowanie samochodów, jest nim Rafał Pokora. W tej chwili niewątpliwie najlepszy polski inżynier i jeden z najlepszych inżynierów od endurance na świecie, który chce z nami współpracować, chociażby z racji tego, że jesteśmy polskim zespołem. Mamy także dobrą organizację od strony menadżerskiej, gdzie jeżdżącym szefem teamu w tej chwili jest Kuba, który ma już całkiem duże doświadczenie w tej kwestii i razem z Saschą Fassbenderem, będącym menedżerem zespołu, bardzo dobrze współpracują. Wydaje mi się, że mają prawie wszystko pod kontrolą.”

„Uważam, że ten rok może być trochę łatwiejszy, ale tak jak mówię, każdy 24-godzinny wyścig, czy to jest Daytona, czy Le Mans, ma swoją specyfikę i niestety nie można na 100% nigdy nic powiedzieć, ponieważ człowiek nie wie, czego ma się spodziewać. Czasami unikanie błędów, które się pojawiały, nie wystarcza. My nigdy nie mieliśmy środków i zasobów, by sprawdzić, jak zachowuje się samochód w ciągu 24 godzin. Wiemy, że Oreca zachowuje się dużo lepiej niż Ligier i staraliśmy się ogarnąć wszystkie problemy, które spotykają Orecę. Rozmawialiśmy dużo z fabryką, by uniknąć problemów wynikających z tak długiej rywalizacji samochodu i poprawialiśmy go w garażu, oczywiście tylko wtedy, gdy było to dozwolone. Są to zawody bardzo specyficzne trwające całą dobę.”

„W tym roku będzie dodatkowa trudność, którą są opony Goodyeara, będące do tej pory w trzech specyfikacjach, a teraz mamy tylko jedną wersję ogumienia i na Le Mans nie zostało to zmienione. Różnica polega na tym, że innych specyfikacji używało się w dzień, a innych w nocy, co jest związane z wychładzaniem się toru i warunków atmosferycznych. Stąd w różnych sytuacjach używało się innych opon. Tutaj mamy jedną specyfikację i będzie bardzo duży problem z ich dogrzewaniem w cyklu nocnym i to już wiemy, bo to ogumienie w ogóle się trudno dogrzewa.”

Na początku roku ACO zdecydowało, że wszystkie auta w LMP2 będą ścigały się z pakietem Le Mans. Czy ta decyzja ostatecznie zadziałała na Waszą korzyść, czy stworzyła tylko nowe problemy?

W. Śmiechowski: „Jeżeli o nas chodzi, to były to duże problemy, ponieważ końcówkę zeszłego roku potraktowaliśmy jako zbiór doświadczeń. Specjalnie zespół wziął udział w dwóch wyścigach IMSA w Petit Le Mans i Sebring. Plan był taki, że startowaliśmy tam Orecą, co prawda wypożyczaliśmy ją od jednego z zespołów amerykańskich, natomiast była ona w 100% przygotowywana i obsługiwana przez naszych inżynierów oraz mechaników. Oczywiście jechaliśmy z pakietem „high downforce” i jedną wagą wynoszącą 930 kilogramów oraz mocą 600 KM. Okazało się, że drastyczna zmiana przepisów spowodowała absolutną zmianę wszelkich parametrów jezdnych tego auta. To jest teraz zupełnie inny samochód, dołożono w ostatniej chwili 20 kg balastu, zdjęto 40 KM, później 30 KM i z 600 KM zrobiło się 530 KM przy zwiększonej wadze. Dodatkowo zdecydowano, aby przez cały sezon startować z pakietem „low downforce”, który to generuje 490 kg mniej docisku w trakcie wyścigu - jest to olbrzymia wartość i inne warunki jezdne. Wszystkie dane, które zebraliśmy w wyścigach amerykańskich oraz testach stały się bezwartościowe i musieliśmy się wszystkiego nauczyć w ciągu pierwszej sesji testowej przed otwierającymi sezon zawodami na Spa i podczas pierwszych treningów w Belgii, gdzie również poprawialiśmy jeszcze samochód. Nie mieliśmy żadnych danych, nie starowaliśmy Orecą w Le Mans i nie mieliśmy danych pakietu „low downforce”, więc była to dla nas absolutna nowość. Nie było to zatem ułatwienie i w stosunku do wszystkich zespołów, może poza WRT, który nigdy nie startował autem LMP2, byliśmy w tyle, jeśli chodzi o możliwości ustawienia samochodu.”

Będzie to Wasze pierwsze starcie w Le Mans z konstrukcją Oreca 07 - Gibson. Czy trzy pierwsze wyścigi obecnej kampanii wyścigowej pomogły Wam odpowiednio przygotować się do walki na legendarnej pętli w Le Mans?

W. Śmiechowski: „To akurat nie miało większego znaczenia, ponieważ charakterystyki torów zdecydowanie różnią się od tego, co jest w Le Mans. My odbyliśmy specjalne testy z pakietem „low downforce” w ciągu sezonu na torze Aragon, który jest stosunkowo podobny do Le Mans i tam zbieraliśmy dane. Oczywiście wykorzystaliśmy je także do wyścigów standardowych, więc stąd mamy grono danych do ustawień. Będziemy również korzystać z informacji zebranych podczas rund WEC.”

Śmiechowski, Brundle i Van der Zande to wasz skład kierowców w tegorocznym sezonie WEC, z niewielkimi zmianami podczas rundy na torze Portimao. Jak oceniłby Pan tę trójkę zawodników?

W. Śmiechowski: „Na Portimao mieliśmy zmianę, ponieważ Renger miał wyścig w Stanach z Chip Ganassi, ponieważ jest to jego główny kontrakt i musieliśmy zorganizować zastępstwo. Wydaje mi się, że skład kierowców jest bardzo dobry, każdy z nich wnosi coś innego do zespołu, jeśli chodzi o komunikację. Świetnie się ze sobą porozumiewają i współpracują z inżynierami, także są naprawdę zgraną ekipą. Zawsze powtarzam, że w endurance zawodnikiem jest zespół, a nie kierowcy. Oni realizują założenia składu i mają jak najlepiej to wykonać. Są niejako od czarnej roboty, od tego, by wykonać swoją pracę, a zawodnikiem w zawodach wytrzymałościowych jest zespół.”