Zapowiedź GP Australii: Siedemdziesiąty sezon Formuły 1 czas zacząć

Zimowa przerwa w tym roku zleciała bardzo szybko. Dopiero co kierowcy rywalizowali w Abu Zabi, a już w najbliższy weekend zainaugurowany zostanie siedemdziesiąty sezon Mistrzostw Świata Formuły 1. Tradycyjnie już – jak to bywa w ostatnich latach – pierwszą rundą sezonu będzie Grand Prix Australii na torze Albert Park w Melbourne. Zapraszamy więc do lektury zapowiedzi.

Szczypta australijskiej historii

Po raz pierwszy Grand Prix Australii zorganizowano w 1928 roku na torze Phillip Island. Zwycięzcą tego wyścigu został Arthus Waite, na którego cześć nazwano zakręty 11-12 na torze Albert Park. Pamiętajmy jednak, że nie były to zawody Formuły 1, która to narodziła się dopiero w 1950. Australijska runda zadebiutowała natomiast w kalendarzu królowej sportów motorowych w sezonie 1985. Tamten wyścig rozegrano w Adelajdzie, a jego triumfatorem został Keke Rosberg (Williams).

Grand Prix Australii odbywało się na tym torze do 1995 roku zawsze jako kończąca sezon runda. Z tego też faktu zapisało się ono w historii jako ostatnie miejsce triumfu Ayrtona Senny. 7 listopada 1993 roku Brazylijczyk odniósł w Adelajdzie swoje 41. zwycięstwo w karierze.

W sezonie 1996 australijska runda nie tylko przeniosła się na tor Albert Park, ale również znalazła się na samym początku kalendarza - wyjątkiem są tylko sezony 2006 oraz 2010. Pierwszym zwycięzcą zaliczanego do kalendarza Formuły 1 wyścigu na tym obiekcie został Damon Hill (Williams). Co ciekawe, Brytyjczyk triumfował także kilka miesięcy wcześniej na torze w Adelajdzie.

Od sezonu 1996 rywalizacja w Australii nieprzerwanie odbywa się już na obiekcie w Melbourne. Aktualna wersja toru Albert Park liczy sobie 5303 metry i składa się z 16 zakrętów. Jest to obiekt uliczny, choć trochę nietypowy. Pętla jest bardzo szybka, a zakręty płynne, przez co też kierowcy pokonują okrążenia dość szybko. Rekordzistą toru od 2004 roku jest Michael Schumacher (1:24,125), natomiast zdobywca pole position z ubiegłego roku – Lewis Hamilton – jest autorem najszybszego „kółka” na Abert Park (1:21,164).

Tegoroczna edycja Grand Prix Australii będzie 35. zaliczaną do kalendarza Mistrzostw Świata Formuły 1. Do tej pory na Antypodach najczęściej zwyciężał Michael Schumacher, który dokonał tego czterokrotnie. Wynik Niemca może w tym roku wyrównać jego rodak, Sebastian Vettel. Kierowca Ferrari zwyciężył w Australii po raz ostatni w ubiegłym sezonie. Jeśli natomiast chodzi o kierowcę z największą liczbą zdobytych pole position, to jest nim Lewis Hamilton. Brytyjczyk ustawiał się na pierwszym polu startowym aż siedmiokrotnie, w tym przez pięć ostatnich lat. Startując z pole position, udało mu się wygrać jednak tylko dwa razy: w sezonie 2008 oraz 2015.

Nowe przepisy, starzy zwycięzcy?

Choć w tym sezonie zmianie uległy, mające na celu poprawę wyprzedzania, przepisy dotyczące aerodynamiki samochodów, tak po testach można wnioskować, że dalej w Formule 1 dominować będą Ferrari z Mercedesem, a Red Bull będzie próbować dotrzymać im kroku. Różnica może być jednak taka, że w tym roku to zespół z Brackley będzie musiał gonić stajnię z Maranello. Według licznych analiz ekspertów po testach wynika, że Ferrari dysponuje o kilka dziesiątych sekundy szybszym samochodem niż Mercedes. Pamiętajmy jednak, że testy to testy, a prawdziwy potencjał aut poznamy w Australii. Rok temu wydawało się, że w Barcelonie lepsze tempo miał Mercedes, a wyścig na torze Albert Park wygrał Sebastian Vettel. Może więc tym razem będzie odwrotnie? Ciężko powiedzieć, lecz mimo wszystko nieco większe prawdopodobieństwo na zwycięstwo ma Ferrari.

Patrząc natomiast na wideo z najlepszych przejazdów Sebastiana Vettela i Lewisa Hamiltona, można wywnioskować, że Ferrari przygotowało na ten sezon samochód niesamowicie przyjazny w prowadzeniu. Zdecydowanie więcej pracy od kierowcy wymaga z kolei Mercedes. Zespół z Brackley wydaje się za to być lepiej przygotowany w kwestii niezawodności. Poza jedną awarią w Barcelonie nie wystąpiły żadne inne problemy. Ferrari natomiast zawodziło częściej. Być może więc zyskali prędkość, ale utracili niezawodność, co w konsekwencji może przyczynić się do dużych strat punktowych.

Trzecią siłą w stawce wydaje się Red Bull Racing, nawet mimo faktu, że Helmut Marko uważa inaczej. Według niego to zespół z Milton Keynes znajduje się przed Mercedesem. Testy do końca jednak tego nie potwierdzają. Jak będzie? Zobaczymy. W każdym razie trzeba bacznie przyglądać się ekipie Red Bull Racing, która w tym roku korzystać będzie z jednostek napędowych Hondy, sprawiających w przeszłości wiele problemów McLarenowi.

Walka zespołów to jedno, ciekawie zapowiada się również rywalizacja wewnątrz nich. W Ferrari numerem jeden wydaje się Sebastian Vettel, ale utalentowany Charles Leclerc z pewnością będzie chciał pokazać pełnię swoich możliwości w bardzo szybkim samochodzie. Może się więc okazać, że niejedynym zmartwieniem Niemca w walce o mistrzostwo będzie Lewis Hamilton, ale również i jego zespołowy partner.

Łatwo nie będzie miał także obrońca mistrzowskiego tytułu. Szczególnie zeszłoroczny sezon pokazał, że Mercedes poświęci Valtteriego Bottasa, jeśli tylko ma to dostarczyć punkty Brytyjczykowi. Tym razem może być jednak inaczej. Fin wydaje się niezwykle mocno zmobilizowany i szczerze celuje w mistrzostwo świata. Sytuacja wydaje się porównywalna do tej Nico Rosberga, który w 2016 roku pokonał Lewisa Hamiltona. Pytanie jednak, czy Bottas będzie wystarczająco silny psychicznie, by być szybszym od mistrza świata.

W zespole Red Bull Racing dojdzie z kolei do pojedynku młodości pomiędzy Maxem Verstappenem i Pierre’em Gaslym. Zapowiada się bardzo ekscytująca walka Holendra z Francuzem, obaj potrzebują jeszcze dojrzeć, a to zwiastuje z pewnością ciekawe starcia. Pierwsza okazja już w Australii.

Wyrównany środek

Środek stawki w tym sezonie wydaje się niezwykle zbliżony do siebie. Haas, Renault, Racing Point, Alfa Romeo, Toro Rosso czy nawet McLaren pokazały w Barcelonie bardzo porównywalne osiągi. Walka pomiędzy tą szóstką zespołów zapowiada się bardzo ekscytująco. Kluczowe w tym pojedynku będą z pewnością poprawy samochodów, a Racing Point przywiezie już do Australii całkowicie nowe auto. Kto wie, czy wyjdzie im to na dobre, bo jednak kierowcy będą mieli na nich przejechany dość niewielki dystans.

Uwagę w tej szóstce zespołów przyciągać z pewnością będą debiutanci: Alexander Albon (Toro Rosso), Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo Racing) czy Lando Norris (McLaren). Każdy z nich zaprezentował się w Barcelonie z bardzo dobrej strony, więc oczekiwać się będzie od nich bardzo dobrych wyników. Czy powalczą o punkty już w Australii? Ciężko powiedzieć, w swoich zespołach mają znacznie bardziej doświadczonych partnerów. W Toro Rosso obok Albona wystąpi powracający do Formuły 1 Daniił Kwiat, w zespole Alfa Romeo Racing występować będzie najstarszy w stawce Kimi Raikkonen, natomiast w McLarenie Carlos Sainz.

Ciekawie zapowiada się także pojedynek w Renault, do którego dołączył w tym sezonie Daniel Ricciardo. Jeśli Australijczyk wywalczy choć w jednym wyścigu podium, będzie to sporym ciosem dla Nico Hulkenberga. Niemiec wystartował bowiem w 156 Grand Prix, w tym w 41 w barwach Renault i ani razu nie znalazł się w czołowej trójce wyścigu. Z pewnością więc szykuje się w zespole Enstone ciekawa rywalizacja. Pierwsze starcie już w najbliższą niedzielę. Faworytem mimo wszystko w tej dwójce wydaje się Daniel Ricciardo, dla którego będzie to domowa runda.

Powrót Roberta Kubicy

Powrót Roberta Kubicy do Formuły 1 jest dla polskich kibiców najważniejszym wydarzeniem tego sezonu. Polak po raz ostatni rywalizował w wyścigu królowej sportów motorowych 14 listopada 2010 roku (GP Abu Zabi), a w niedzielę minie od tamtej rywalizacji 3045 dni. Krakowianin przez te ponad 8 lat przeszedł bardzo wiele, w tym cudem uszedł z życiem z wypadku rajdowego, lecz nigdy się nie poddał w dążeniu do celu, jakim był powrót do Formuły 1. W końcu mu się to udało, gdy w listopadzie Williams potwierdził go jako kierowcę na sezon 2019.

To wielkie wydarzenie nie tylko dla całego polskiego sportu motorowego czy kibiców, ale przede wszystkim dla Roberta. Cieszmy się razem z nim z tego powrotu, nawet jeśli samochód, jakim dysponuje, będzie znacznie odstawał od reszty stawki. Nie oczekujmy więc od niego zbyt wiele i nie krytykujmy nawet, jak zostanie zdublowany czy zajmie ostatnie miejsce. Kierowcą jest świetnym i nie zmieni tego nawet jego nie w pełni sprawna ręka. Bardziej niż na walce o miejsca w czołowej dziesiątce, skupmy się na jego pojedynku z Georgem Russellem, kolejnym z utalentowanych debiutantów. Na razie Williamsa nie stać bowiem na pojedynek z Haasem, Renault, Toro Rosso, Alfą Rome, Racing Point czy nawet McLarenem. Wraz z rozwojem sezonu możliwe, że to się zmieni, lecz na razie pozostaje emocjonowanie się wewnętrzną walką kierowców.

Robert Kubica będzie również obecny na jutrzejszej konferencji prasowej przed startem Grand Prix Australii. Obok Polaka udział w niej wezmą także: Lewis Hamilton, Sebastian Vettel, Max Verstappen oraz Daniel Ricciardo.

Harmonogram weekendu wyścigowego oraz prognoza pogody

Dla polskiego kibica australijska runda jest jedną z tych, które przysporzą go o krótki sen. Piątkowe treningi zaplanowano bowiem na godzinę 2:00 i 6:00. W sobotę sesja treningowa rozpocznie się o godzinie 4:00, a trzy godziny później wystartują kwalifikacje. Start niedzielnego wyścigu odbędzie się natomiast o 6:10. Kierowcy będą mieli podczas niego do przejechania 58 okrążeń.

Jeśli chodzi o prognozę pogody, to zapowiadają się idealne warunki. W weekend ma być w Melbourne dość ciepło i w miarę słonecznie. Według obecnych prognoz termometry w weekend pokazywać będą od 22 do 27 stopni Celsjusza. Szansę na deszcz wynoszą natomiast 10%.