Zapowiedź GP Hiszpanii: Ziemia ognista kolejną szansą dla Verstappena?

GP Hiszpanii 2019 / © Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images

Szóstym przystankiem tegorocznego maratonu Formuły 1 będzie Circuit de Barcelona-Catalunya, gdzie od sezonu 1991 nieprzerwalnie rozgrywany jest wyścig o GP Hiszpanii. Niekwestionowanym królem tego obiektu w erze hybrydowej jest zespół Mercedes wraz z Lewisem Hamiltonem, który aż czterokrotnie okazał się najlepszym kierowcą podczas niedzielnych zmagań na tym obiekcie. Wiele wskazuje, że Brytyjczyk do swojej kolekcji dołoży w niedzielę kolejne zwycięskie trofeum, a na jego drodze prawdopodobnie stanie jedynie Valtteri Bottas, który za wszelką cenę będzie chciał opuścić Hiszpanię z mniejszą stratą punktową do swojego partnera z ekipy.

Opony kluczem do sukcesu

Położony nieopodal malowniczej miejscowości Montmelo tor znany jest kibicom Formuły 1 nie tylko za sprawą wyścigu o Grand Prix Hiszpanii, ale także ze względu na organizację przedsezonowych testów. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1989 roku, a w sezonie 1991 rozegrano na nim pierwsze Grand Prix Hiszpanii, w którym zwyciężył reprezentujący barwy zespołu Williams – Renault Nigel Mansell.

Pętla toru Circuit de Barcelona Catalunya składa się z 16 zakrętów i liczy 4,655 km. Kierowcy podczas wyścigu rywalizują na dystansie 307,140 km, który przekłada się na 66 okrążeń. Według danych FIA, a także Williamsa i Mercedesa, kierowcy pokonują 72% okrążenia z pedałem gazu wciśniętym do podłogi. Obiekt zaliczany jest do torów cechujących się średnim zużyciem paliwa, a także wysokim stopniem degradacji ogumienia (najbardziej cierpi lewa przednia opona oraz cała tylna oś).

Konfiguracja toru Catalunya jest niezwykle wymagająca dla aerodynamiki bolidów Formuły 1. Szybkie zakręty są tutaj przeplatane wolnymi i krętymi sekcjami, co wymusza od inżynierów specjalnego dostawania konstrukcji pod kątem docisku oraz balansu. O ile taka konfiguracja pętli toru jest idealna do przeprowadzania przedsezonowych testów, to nie jest ona najlepsza dla wyścigowej rywalizacji. Pomimo wyznaczenia dwóch stref DRS, na głównej prostej oraz pomiędzy zakrętami 9 i 10, obiekt ten słynie z tego, że wyprzedzanie jest na nim niezwykle trudne, a wyścigi niejednokrotnie przypominają procesję kolorowych bolidów.

Nie oznacza to jednak, że w Barcelonie wszystko rozstrzyga się w kwalifikacjach. Co sezon mnóstwo emocji dostarcza tutaj przede wszystkim start do wyścigu. Liczący 612 metrów dojazd do pierwszego zakrętu jest jednym z najdłuższych w sezonie, co oznacza, że na dohamowaniu do pierwszego zakrętu zawodnicy mają bardzo wysokie prędkości, a to z kolei przekłada się na spore prawdopodobieństwo wyjazdu na tor samochodu bezpieczeństwa, które szacowane jest tutaj na 60%.

W ubiegłym roku z pierwszego pola do wyścigu wyruszył Valtteri Bottas, który w sobotniej czasówce uzyskał rezultat 1:15.406. Niedzielnym rekordzistą okrążenia jest natomiast Daniel Ricciardo, który w sezonie 2018 uzyskał na tym obiekcie czas 1:18.441.

Prognozy na najbliższy weekend zapowiadają upalną pogodę z temperaturami powietrza oscylującymi w granicach 30 stopni Celsjusza. Według przedstawicieli firmy Pirelli takie warunki w połączeniu ze specyfikacją toru sprawią, że będzie to najbardziej wymagający dla opon weekend, jaki do tej pory miał miejsce na Circuit de Barcelona Catalunya. Oznacza to, że w Barcelonie nie tyle moc silnika, ale właśnie opony przesądzą kolejny raz o wygranej. Zawodnicy podczas zbliżającego się weekendu będą mieli do dyspozycji najtwardszy pakiet mieszanek (C1, C2, C3), który charakteryzuje się większą odpornością i mniejszą podatnością na przegrzewanie się. Ponadto Pirelli powróciło do pierwotnych ciśnień w oponach, które na przedniej osi będzie wynosiło 23 PSI, a z tyłu 20,5 PSI. Dla porównania, podczas drugiego wyścigu na Silverstone przednie opony miały wartość 27 PSI.

Taka sytuacja może stanowić problem dla Mercedesa. O ile trudno jest liczyć na to, że w kwalifikacjach jakiś inny zespół będzie mógł zagrozić czarnym samochodom, to w wyścigu kilka kwestii pozostaje otwartych. Samochód Mercedesa poprzez bardzo dużą siłę docisku w sposób niezwykle brutalny obchodzi się z oponami. Zespół z Brackley przekonał się o tym podczas Grand Prix 70-Lecia Formuły 1, kiedy to obaj jego kierowcy zostali pokonani przez świetnie zarządzającego swoim ogumieniem Maxa Verstappena, który kolejny raz będzie chciał wmieszać się w walkę o zwycięstwo, nawiązując tym samym do pamiętnego wyścigu w sezonie 2016. Kluczowe w tym aspekcie będą sobotnie kwalifikacje, w których Max nie będzie mógł pozwolić sobie na stratę pozycji kosztem któregoś z bolidów Racing Point.

Ferrari, Renault, McLaren, Racing Point – Kto okaże się najlepszy za plecami Mercedesa i Red Bulla?

Specyfikacja hiszpańskiego obiektu jest mało wymagająca dla jednostek napędowych, a pierwszoplanową rolę odgrywa tutaj siła docisku, która jest kluczowa zwłaszcza w trzecim najbardziej krętym sektorze. Swoją charakterystyką ten obiekt przypomina bardzo tor Hungaroring. Podczas tegorocznego wyścigu na Węgrzech trzecią siłą w stawce był zespół Racing Point, który prawdopodobnie podtrzyma swoją pozycję również w Hiszpanii i będzie dyktował tempo za plecami Mercedesa i Red Bulla. Odciążenie jednostki napędowej może być korzystne dla zespołu Ferrari, który potrzebuje przejechania solidnego weekendu przez swoich dwóch kierowców, a zmienione podwozie w bolidzie Vettela ma się do tego mocno przyczynić. Ciekawie zapowiada się również rywalizacja pożerającego opony McLarena z zespołem Renault, którego sinusoida wyników jest w tym sezonie bardzo rozchwiana. Z tyłu stawki różnice powinny być zdecydowanie mniejsze, a czarnym koniem pojedynku w ogonie stawki może okazać się zespół Williamsa.

Image: © Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images