Miejsce drugiego kierowcy Red Bulla od wielu lat jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej niepewnych miejsc w Formule 1. Na przestrzeni lat niektórzy zawodnicy nie otrzymywali nawet szansy przejechania w nim jednego pełnego sezonu. Awansowany z Toro Rosso, w 2019 roku, Pierre Gasly, zastąpił odchodzącego do Renault Daniela Ricciardo. Jego przygoda w Red Bullu trwała jednak zaledwie dwanaście wyścigów, po których z powrotem został przeniesiony do siostrzanej stajni czerwonych byków, a jego miejsce zajął Alex Albon. Tajlandczyk także nie miał szczęścia w barwach Red Bulla. Dostał jednak, oprócz połowy sezonu 2019, także szansę na sezon 2020, po którym utracił fotel na rzecz Sergio Pereza.
Po kilku latach naznaczonych zarówno sukcesami, jak i bardzo słabymi występami, szczególnie w 2024 roku, Meksykanin został wyrzucony z zespołu. Jego wcześniej przedłużony kontrakt został przedwcześnie rozwiązany przez Red Bulla, by mógł go zastąpić Liam Lawson. Nowozelandczyk został jednak zwolniony przez Red Bulla w rekordowo szybkim czasie – po zaledwie dwóch wyścigach. Od Grand Prix Japonii w Red Bullu jeździ Yuki Tsunoda, który mimo wkładanej pracy i starań zdobył zaledwie dziesięć punktów, natomiast w tym samym okresie Max Verstappen odnotował ich sto pięćdziesiąt jeden. Oznacza to, iż przyszłość Japończyka w stajni daleka jest od pewnej.
„Prawda jest taka, że się nie spieszymy” – powiedział Laurent Mekies. „Mamy szczęście, że mamy Yukiego w samochodzie; mamy Racing Bulls, który działa bardzo dobrze i gdzie możemy również oceniać naszych młodych kierowców. Yuki zrobił duży krok naprzód w Spa, a także w Budapeszcie, jeśli chodzi o stratę do Maxa. Nie było to bardzo zauważalne, ponieważ w Budapeszcie ogólnie nie byliśmy konkurencyjni”.
„Liam robi duże postępy w Racing Bulls, Isack [Hadjar] wykonuje niesamowitą pracę od początku sezonu i zaskakuje nas w każdym wyścigu” – kontynuował.
„Patrząc na to z perspektywy Red Bulla, trudno zrozumieć, dlaczego mielibyśmy się spieszyć z podjęciem tej decyzji. Rozumiemy wątpliwości i niecierpliwość związaną z tą sprawą, ale dla nas najważniejsze jest zapewnienie naszym kierowcom jak najlepszych warunków do końca sezonu oraz sprawdzenie, gdzie będziemy za kilka miesięcy”.
„Zostało jeszcze dziesięć wyścigów. Wtedy podejmiemy najlepszą możliwą decyzję z udziałem wszystkich zaangażowanych” – podkreślił wyraźnie szef Red Bulla.